Zwycięstwo Śląska Wrocław w LOTTO Ekstraklasie

Maciej Piasecki, poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Prezent dla Śląska Wrocław od sędziego Marciniaka rozstrzygnął losy piątkowego meczu z Cracovią w LOTTO Ekstraklasie. Przy stanie 1:1, w 89. minucie rzut karny na gola zamienił Robert Pich. Arbiter najpierw wskazał na rzut wolny z 17. metra, jednak zmienił swoją decyzję po wideoweryfikacji. Problem w tym, że na powtórkach w ogóle nie widać faulu. 

avatar
W meczu z Cracovią nie brakowało kontrowersji (fot. K. Ziółkowski)

W ostatnich tygodniach trener Jan Urban musiał sobie radzić bez kilku kontuzjowanych piłkarzy. W takim kontekście jeden punkt przywieziony z Białegostoku po meczu z Jagiellonią należy rozpatrywać w kategorii sukcesu. Na piątkowe spotkanie z Cracovią miał być już gotowy Pich. – Robert już trenuje z nami i może zagrać z Cracovią. Odpada Robak, ale jest Piech. Do pełnego treningu wraca Chrapek i mam nadzieję, że również on będzie do mojej dyspozycji. Tak naprawdę nie mamy zbyt wielu alternatyw. Przez kontuzje, które nas spotkały, otwiera się droga do składu dla naszej młodzieży. Nie tak wyobrażam sobie wprowadzanie młodych zawodników, ale sytuacja tego wymaga – wyliczał szkoleniowiec zielono-biało-czerwonych na przedmeczowej konferencji. Wiadomo było, że wrocławian czeka trudne spotkanie. Nikt chyba nie spodziewał się, że Cracovia, którą przejął Michał Probierz, tak słabo rozpocznie rozgrywki. Krakowianie mieli więc przyjechać do stolicy Dolnego Śląska, żeby odbić się z dna ligowej tabeli. – Jest niepisana zasada: remis na wyjeździe, wygrana u siebie i liczysz się w walce o mistrzostwo ligi. Z Cracovią oczywiście chcemy wygrać. Uważam, że Pasy nie są lepszym zespołem od nas, ale również my nie jesteśmy lepsi od nich. Mamy podobny potencjał. W obu klubach było dużo zmian i siły są wyrównane. Cracovia ma za sobą niezbyt udany początek sezonu, ale to samo możemy powiedzieć o sobie. U naszych rywali powoli zaczyna być widoczna ręka Probierza. Drużyna gra agresywnie i mocnym pressingiem. Na to musimy być przygotowani – skończył trener Urban.

Wciąż ten problem

Przez pierwszy kwadrans obie drużyny próbowały sprawdzić, na co stać w piątkowy wieczór przeciwnika. Na pierwszą groźniejszą akcję trzeba było czekać do 16. minuty. Wtedy, po zamieszaniu w polu karnym Śląska, do uderzenia głową doszedł Helik, lecz zrobił to zbyt lekko i nie sprawił problemów Wrąblowi. W odpowiedzi szybką akcję lewą stroną przeprowadził aktywny Cotra, który wyłożył piłkę jak na tacy Tarasovsowi. Widać było jednak, że ten nie jest napastnikiem i w dogodnej sytuacji przeniósł piłkę nad poprzeczką. Nie trzeba było długa czekać, a powędrowaliśmy na drugą stronę boiska. Tutaj po błędzie niepewnego tego dnia Pawelca przymierzył Zenjov, ale minimalnie niecelnie. Szczęścia spróbował Piech, ale jego strzał przy słupku wybronił Sandomierski. Po tej wymianie ciosów znów nastał kwadrans strzeleckiej posuchy. Dopiero w 36. minucie Madej ograł na prawym skrzydle Covilo i Sowaha, zacentrował w szesnastkę, a tam najwyżej wyskoczył niski Piech i głową umieścił piłkę w siatce. Kiedy już wszyscy czekali na ostatni gwizdek arbitra, historia z ostatnich meczów się powtórzyła, tym razem jednak w pierwszej połowie. Wrocławianie po raz kolejny stracili gola w ostatniej akcji, oczywiście na własne życzenie. Dośrodkowanie Mihalika głową wykończył Wdowiak.

RAFAŁ STEFANIAK

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 0 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.