Zwycięstwo Śląska Wrocław w LOTTO Ekstraklasie

Maciej Piasecki, poniedziałek, 25 września 2017

Twierdza Wrocław nadal stoi. Śląsk w piątek przedłużył do ośmiu serię meczów, w których był niepokonany na własnym stadionie. Tym razem zatrzymał poznańską lokomotywę. Pokonał Lecha 2:0 po bramkach Roberta Picha i Marcina Robaka.

avatar
Wykończenie Picha jest tak oczywiste jak zejście Robbena na lewą nogę (fot. K. Ziółkowskii)

Ostatnią porażkę na własnym stadionie Śląsk poniósł jeszcze w poprzednim sezonie. Wtedy, w pierwszym meczu fazy play-off uległ Górnikowi Łęczna. Później było już sześć wygranych i jeden pechowy remis, kiedy to zielono-biało-czerwoni stracili gola w ostatniej akcji meczu z Bruk-Betem. A na dodatek od siedmiu ligowych spotkań byli niepokonani. W piątkowy wieczór chcieli więc obie serie przedłużyć do ośmiu meczów. Ale rywal był nie byle jaki, bo lider rozgrywek – Lech. Szczególnie zależało na tym napastnikowi WKS-u, Marcinowi Robakowi, który jeszcze w poprzednim sezonie występował w barwach drużyny z Poznania. Odszedł po tym, kiedy Nenad Bjelica zaczął w pierwszym składzie stawiać na Dawida Kownackiego zamiast na Robaka, gdy ten walczył przecież o tytuł króla strzelców. – Oczywiście, rywalizacja z poprzednimi klubami jest dla mnie szczególna – przyznał Robak. – Przeżyłem już takie spotkania. Tym bardziej, że bardzo niedawno siedziałem z chłopakami w jednej szatni. Około miesiąc temu miałem okazję pożegnać się z nimi na wspólnym obiedzie. Dla mnie to będzie wyjątkowy mecz. Fajnie będzie z nimi rywalizować. Lech może nie ma zdecydowanie największej jakości na boisku, nie gra oszałamiająco. Ale potrafi punktować, a to najważniejsze. Wygrywając każdy kolejny mecz, piłkarze nabierają większej pewności i ich gra będzie wyglądać lepiej. Są liderem i to się liczy. Wiadomo, że kibice rozliczają za wynik. Gra może nie imponuje, ale oni mają duży potencjał. Janowi Urbanowi, którzy przecież jeszcze przed rokiem był trenerem Lecha, zależało na tym, żeby strzelić z przodu, a nie stracić z tyłu. – Tak się składa, że my do tej pory zawsze tracimy bramkę. Czasem to nasz błąd, czasem dobra akcja przeciwnika – przyznał Urban. – Przy takim bilansie bramkowym, a mamy 12:12, nasza liczba punktów jest bardzo przyzwoita. Na pewno mamy coś do poprawienia. Idziemy dość dużą liczbą zawodników do gry ofensywnej. W każdym spotkaniu stwarzamy sytuacje bramkowe, na każdym terenie, a to często powoduje, że nie jesteśmy do końca dobrze zorganizowani w grze defensywnej. Nie wszyscy są w stanie wrócić w porę za linię piłki i zorganizować się w obronie. Nie widzę w tym wszystkim wielkiego problemu, ale jest to element, który można poprawić.I tak właśnie było. Z animuszem rozpoczęła ekipa Nenada Bjelicy.

RAFAŁ STEFANIAK

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 2 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.