Z Cetnarskim na mandarynki

Emilian Siemsia, środa, 29 czerwca 2011

Być może dziś, w poniedziałek, czyli tuż przed wyjazdem drużyny na kolejne zgrupowanie do Chorwacji, nowym piłkarzem Śląska oficjalnie zostanie Mateusz Cetnarski. Zawodnik jest już we Wrocławiu właściwie nie jedną, a dwiema nogami. Jeżeli te nogi właśnie ma zdrowe, to podpisze kontrakt z wicemistrzem Polski.

avatar

Działacze Śląska jeszcze nie wychylają się przed szereg, bo nie mają takiego zwyczaju. O transferze informują wtedy, gdy wszystko jest zapięte na ostatni guzik, a zawodnikowi trzeba tylko wręczyć długopis i podsunąć do podpisania umowę. W sprawie pozyskania Cetnarskiego dogadały się już kluby, warunki Śląska zaakceptował też zawodnik. Brakuje tylko wyników badań, które 22-latek przechodził w ostatnim tygodniu. Jeżeli w niedzielę okazało się (przed zamknięcie tego numeru klub nie ogłosił tego oficjalnie), że jest zdrów jak ryba, to najprawdopodobniej dziś oficjalnie złoży parafkę pod kontraktem. Dłuższy jęzor niż prezes Śląska Piotr Waśniewski ma jednak sternik GKS-u Bełchatów Marcin Szymczyk. Wygadał się więc jeszcze w trakcie weekendu. – Nie stać nas na oddawanie zawodników za darmo, a Mateuszowi został jeszcze rok kontraktu. Sporo dla nas zrobił, ale przyszedł czas rozstania i kontynuowania kariery w innym środowisku – przyznał prezes klubu, z którego Cetnarski mógł trafić do Wrocławia już zimą. Wówczas piłkarz nie chciał jednak słyszeć o przenosinach. Minęło pół roku, w tym czasie zrobiło się cieplej, a Śląsk zdobył wicemistrzostwo Polski, więc i Cetnarski spojrzał na Wrocław przychylniejszym okiem. – Osoba Oresta Lenczyka miała bardzo duży wpływ na decyzję o moich przenosinach. To szkoleniowiec, który wprowadził mnie do ekstraklasy i bardzo dobrze wspominam okres naszej współpracy w Bełchatowie – wyjawił pomocnik w rozmowie z wks.pl. Podjęcie decyzji ułatwiła mu także perspektywa występów w europejskich pucharach.

W ubiegły poniedziałek los przydzielił Śląskowi rywala w II rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Szkocki Dundee United, ekipa prowadzona przez Petera Houston i klub, z którym wrocławianie rywalizowali w przeszłości na Starym Kontynencie. 31 lat temu w I rundzie Pucharu UEFA dostali od „Mandarynek” porządny łomot (0:0 u siebie, 2:7 w Szkocji) i… komplet pomarańczowych strojów, w tamtych czasach traktowanych w Polsce jak rarytas ze względu na ich jakość. Cetnarski nie był wówczas nawet w planach rodziców, za to na ławce Śląska zasiadał Orest Lenczyk. Po starciach ze Szkotami został zwolniony. – Wspomnienia z tamtych czasów mam wyłącznie negatywne. Już po pierwszym meczu we Wrocławiu część mediów źle oceniła naszą grę i krytycznie wypowiadała się na temat taktyki. Wiedziałem, że w rewanżu czeka nas trudne zadanie, ale nadzieje na dobry rezultat trwały tylko przez pierwszą połowę. Do przerwy przegrywaliśmy co prawda 1:2, ale nie wyglądało to tak źle. Potem jednak zaczęły się dziać dziwne rzeczy, niektórzy słabli na boisku. Ostatecznie skończyło się na porażce 2:7, a ja dopiero w drodze powrotnej dowiedziałem się, że część piłkarzy zabalowała. To była dotkliwa porażka. Zaraz po niej straciłem pracę w Śląsku i przekonałem się, jak jeden mecz może całkowicie zmienić życiorys trenera – przyznał 68-letni szkoleniowiec na łamach oficjalnego serwisu klubu. Dundee to z pewnością jeden z najtrudniejszych rywali, na jakich mógł trafić w losowaniu Śląsk. Jego kibice kojarzą Polskę głównie za sprawą bramkarzy: Grzegorza Szamotulskiego i Łukasza Załuski, którzy w przeszłości występowali w barwach „Mandarynek”. Co do kibiców wrocławskich, to piłkarze Oresta Lenczyka zupełnie nie powinni martwić się o ich frekwencję w rewanżowym meczu na Tannadice Park.

Wielu fanów wybierze się do Szkocji z Wrocławia. W dobie tanich połączeń lotniczych podróż w jej kierunku nie kosztuje krocie, tym bardziej że jak się odrobinę pokombinuje, można znaleźć korzystny finansowo wariant z przesiadkami. Obecność na spotkaniu wyjazdowym deklarują również sympatycy Śląska i zaprzyjaźnionych z nim drużyn, którzy przebywają teraz na Wyspach. Na razie bombardują klub drogą mailową… ciekawostkami z tamtejszych gazet. Szkoccy dziennikarze potencjał wrocławian badają trochę na chybił-trafił. Wydedukowali, że skoro Śląsk był w minionym sezonie przed Legią i Lechem, którego rzekomo pokonał (co jest, oczywiście, bzdurą, bo WKS z „Kolejarzem” przegrał 1:2 i zremisował 2:2) i który zanotował niezły występ w Lidze Europy, to trzeba się go obawiać. Z kolei Sebastian Mila przez „Daily Record” nazwany został „polskim Nakamurą”. Rozgrywający Śląska prezentuje się efektownie w koszulce rep. Polski obok kluczowych dla dwumeczu, zdaniem Szkotów, piłkarzy wicemistrza Polski: Mariana Kelemena, Przemysława Kaźmierczaka i Ljubisy Vukelji. Z kolei napastnikiem, który ma straszyć Dundee, jest Łukasz Gikiewicz. Dobrze zorientowani w temacie wiedzą, że z tej czwórki zagrać może jedynie Kelemen. A i to pewnikiem nie jest, więc jeśli menedżer Dundee będzie rozpracowywał Śląsk z pomocą tych samych informatorów, co prasa, to wypada rzec: Houston, macie problem.

 

SYLWETKA NOWEGO PIŁKARZA

Mateusz Cetnarski ma 22 lata. Jest wychowankiem Kolbuszowianki, później występował w barwach juniorskich klubów UKS SMS Łódź i UKS SMS Bałusz. Do Bełchatowa trafił w 2007 roku, gdzie grał przez cztery lata. W barwach GKS zadebiutował w ekstraklasie. Cetnarski występował w kadrze U-21, zaliczył również dwa spotkania w „dorosłej” reprezentacji Polski.

 

ŁUKASZ KMITA


źródło: Słowo Sportowe


Proste pytanie: 3 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.