Wysyłał polskich piłkarzy do takich klubów, jak AJ Auxerre, Anderlecht Bruksela, Queens Park Rangers i FC Nantes. Kim jest Michel Thiry?

, poniedziałek, 23 czerwca 2014

W ostatnim dniu zimowego okienka transferowego piłkarską Polskę obiegła sensacyjna informacja. 22-letni Paweł Garyga, który nie mieścił się w kadrze Śląska Wrocław, trafił do słynnego FC Nantes. Autorem spektakularnego transferu był mieszkający od ponad 20 lat na Dolnym Śląsku belgijski menedżer Michel Thiry. I nie była to jego pierwsza przebojowa transakcja. Kim jest człowiek, który na polskich boiskach często widzi to, czego nie widzą inni?

avatar
Michel Thiry przeprowadził w życiu wiele udanych transferów, ale jego największym "osiągnięciem" jest urocza córka Gabriel

Przez wiele lat sam był zawodowym piłkarzem. Zresztą, co podkreśla, w futbolu pełnił praktycznie wszystkie możliwe funkcje. Z wyjątkiem prezesury. Tym akurat nigdy nie był zainteresowany. – Sam o sobie nigdy nie myślę jako o menedżerze, prędzej jako o człowieku piłki nożnej, zaczynałem grać jako sześciolatek, dziś mam 54 lata i już chyba nigdy nie oderwę się od tej dyscypliny. Byłem piłkarzem, dyrektorem sportowym w dwóch klubach, komentatorem telewizyjnym, zrobiłem licencję menedżerską. Osiągnąłem wszystko! – śmieje się Michel Thiry, który Belgiem jest tylko w połowie. Jego mama była bowiem Polką. Ale o swoim prywatnym życiu mówi niechętnie. Niemniej niżej podpisany był jednym z niewielu dziennikarzy, których zaprosił do swego domu. Była okazja poznać uroczą latorośl menedżera – Gabriel oraz małżonkę, która przed laty była głównym powodem wyjazdu Thiry’ego z rodzinnej Walonii. Obie panie są dziś najbliższymi współpracownikami sławnego menedżera. Pomagają mu m.in. w organizacji corocznego memoriału zmarłego tragicznie dziennikarza sportowego – Ireneusza Maciasia. Nasz bohater specjalnie na tę okazję zaprasza do Twardogóry śmietankę polskich gwiazd piłkarskich. Z większością z nich łączyły go, lub nadal łączą, sprawy zawodowe.
Mało kto wie, że drugą po piłce nożnej pasją belgijskiego menago są konie. W swojej prywatnej hodowli ma ich aż pięć. Dzięki temu zainteresowaniu jest częstym gościem najpopularniejszych torów wyścigowych i rozmaitych imprez jeździeckich.
Trener rozgoryczony
O futbolu może rozmawiać o nim godzinami. Pod tym względem wyróżnia się nawet wśród menedżerów. Pasjonują go zawiłości taktyczne, ma też w sobie coś z łowcy talentów. Potrafi wypatrzeć na boisku prawdziwą piłkarską perełkę. – Będąc szczerym, żeby być menedżerem piłkarskim wystarczyłoby mi dobre gadane i umiejętność pośredniczenia między ludźmi. Ale ja mogę nazwać siebie znawcą piłki nożnej. To jest mój atut w wielu sytuacjach, na przykład kiedy muszę zarekomendować zawodnika w nowym klubie, przedstawić jego piłkarskie plusy ludziom, którzy często sami mają za sobą bogatą karierę. Wtedy fachowa wiedza piłkarska się przydaje – wyjaśnia. Dlaczego więc nigdy nie zajął się trenerką? Źle postawione pytanie. Trenerem też już był. I to w polskiej ekstraklasie. Chociaż tylko przez chwilę. To jedna z tych spraw, o których mówi z pewnym rozgoryczeniem. A było to tak...
W 2000 roku pełnił obowiązki dyrektora sportowego w Górniku Zabrze, z którym jego drogi na dobre zeszły się dwa lata wcześniej za sprawą transferu 21-letniego wówczas Marcina Kuźby do AJ Auxerre. To był zresztą pierwszy transfer belgijskiego menago (tamtego lata do francuskiego klubu z ŁKS Łódź, w glorii mistrza Polski, wytransferował jeszcze Tomasza Kłosa). Ale o międzyklubowych transakcjach Thiry’ego będzie jeszcze okazja wspomnieć... Kiedy po dwunastu kolejnych meczach bez zwycięstwa z Górnika zwolniony został Mieczysław Broniszewski, ówczesny prezes zabrzańskiego klubu – Stanisław Płoskoń, zlecił Belgowi znalezienie nowego szkoleniowca. – Zaproponowałem Gerarda Verstraete, który grał razem ze mną we Francji, a był zawodnikiem takich klubów, jak Lens, Bastia, Toulon, Valenciennes. Niestety, mojego kolegę dopadły problemy zdrowotne i nigdy nie przyjechał na Górny Śląsk. Dlatego w Pucharze Polski przeciwko Widzewowi Łódź zdecydowałem się sam poprowadzić Górnika. Oficjalnie pierwszym trenerem był Józef Dankowski, ale to ja ustaliłem skład i taktykę, ja zrobiłem odprawę, przywróciłem na pozycję stopera Jacka Wiśniewskiego, który został przez poprzedniego trenera odsunięty od składu. Wygraliśmy 3:0 – mówi z wyraźną dumą. Szybko okazało się jednak, że debiut był jednocześnie jego pożegnaniem z ławką trenerską. – Nie ukrywam, że liczyłem na więcej. Do tego świata nie da się jednak wejść od tak z marszu, trzeba uznać pewną hierarchię, jednego poklepać po plecach, drugiego poprosić itd. Wynik, jaki uzyskałem w debiucie, nie był ważny, ważniejszy był brak dokumentów trenerskich – wyjaśnia nasz rozmówca. Inna sprawa, że wielu ludziom w klubie nie podobało się, iż dyrektor sportowy chce łączyć swoje obowiązki z prowadzeniem zespołu. Kilkanaście dni później trenerem 14-krotnego mistrza kraju został Antoni Piechniczek. Michel Thiry nigdy nie znalazł z nim wspólnego języka. – Po człowieku, który poprowadził zespół do trzeciego miejsca na świecie, spodziewałem się czegoś zupełnie innego niż zastałem. Piechniczek nie był ani konkretny, ani kompetentny – mówi. Z zabrzańskim klubem ostatecznie rozstał się jednak dopiero po tym, gdy storpedowano jego transfer Adama Kompały do niemieckiego VfL Bochum. – Polski klub mógł zarobić na tym równowartość obecnych 500 tys. euro. Miałem poczucie, że dobrze wywiązałem się ze swojej roboty. Kompała był w szczytowej formie, to był doskonały moment, aby odszedł do mocniejszej ligi. Ale prezes Płoskoń nie był zadowolony, było mu za mało pieniędzy. Transfer został wstrzymany, a Kompała został w Górniku. Później i tak odszedł, ale zabrzanie nic już na tym nie zarobili – wspomina. Do trenerki też już nie wrócił. Próbował zdobyć kwalifikacje w Brukseli, zrezygnował po pierwszym wykładzie. – Pracowałem i mieszkałem już w Polsce, nie byłem w stanie co kilka dni latać samolotem do innego kraju. A na zaliczenia eksternistyczne nie było szans – wyjaśnia. Krótko po rozstaniu z Zabrzem odnalazł się w Śląsku Wrocław, w którym zaliczył prawdziwe wejście smoka. Za 1,1 mln marek (około 2 mln złotych) sprzedał do AJ Auxerre Piotra Włodarczyka.


źródło: brak danych


Proste pytanie: 3 + 9 =


Komentarze:
  • cr7:
    4 miesiące temu

    Wy ku.wy

E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.