Wygrana Śląska w LOTTO Ekstraklasie

Maciej Piasecki, poniedziałek, 15 maja 2017

Biliński z hat-trickiem, Morioka z dubletem i jeszcze do tego Celeban. 6:0. Nie, to nie żart. Takim wynikiem zakończył się mecz Śląska z Ruchem Chorzów. Wrocławianie zagrali koncertowo i nawet na chwilę nie dali dojść do słowa piłkarzom z Górnego Śląska. Losy spotkania rozstrzygnęli na początku drugiej części, kiedy w ciągu siedmiu minut trzykrotnie trafiali do bramki przeciwnika.

avatar
Kamil Biliński z hat-trickiem. Tego jeszcze nie grali (fot. K. Ziółkowski)

Ostatni raz ofensywnie grający Śląsk widziano w pierwszej połowie przedostatniego meczu rundy zasadniczej przeciwko Górnikowi Łęczna. Potem przez trzy i pół spotkania podopieczni trenera Jana Urbana potrafili wpakować piłkę do bramki przeciwnika tylko raz – w zremisowanym pojedynku z Zagłębiem. Później już tylko golkiperzy wrocławskiej drużyny musieli ją wyciągać z siatki czterokrotnie. Delikatnie pisząc, nie pomógł Pawełek, a i Budzyński na niewiele się zdał. Okazało się, że po krótkiej absencji do bramki powróci pierwszy z nich. – Jestem spokojny o obsadę bramki – zapewniał tuż przed sobotnim spotkaniem z Ruchem Chorzów trener Urban. – Wykonując taki manewr, chcę pokazać, że to nasz najlepszy bramkarz. Przerwa Pawełka była spowodowana kontuzją łokcia, a nie zniżką formy. Na przynajmniej kilka meczów wypadł Kokoszka. – Jego kontuzja nie wygląda ciekawie – kontynuował szkoleniowiec. – Będzie dobrze, jeżeli wykuruje się na ostatni mecz sezonu. Romana już nie ma. Nie wiadomo, ile też zabawi Morioka. Nie jest tajemnicą, że chce odejść po sezonie, ale… – Najpierw musi jeszcze dać coś od siebie. Niech zagra tak jak przed rokiem i pozostawi po sobie dobre wrażenie. Dlatego zorganizowaliśmy wideorozmowę z japońskim trenerem, który zna język hiszpański. Przez niego mogliśmy się spokojnie z Ryotą komunikować i przedstawić nasze oczekiwania. Był pozytywnie zaskoczony, wiele sobie wyjaśniliśmy – zakończył trener. I patrząc na to, jak zagrał w sobotę, można tylko żałować, że klub tak późno wpadł na tak dobry pomysł. Swoją drogą – półtora roku i pierwsza taka rozmowa? Bez komentarza.

Zaczęli spokojnie

Nic nie wskazywało na to, jakim rezultatem zakończy się mecz. Przez pierwsze dziesięć minut obie drużyny nie wykreowały żadnej sytuacji godnej odnotowania. To oznaczało, że darzą się dużym szacunkiem i przede wszystkim nie chcą stracić gola, bo wiedziały, że ewentualna pogoń mogłaby być czymś niemożliwym. W 12. minucie wydawało się, że swego dopięli gospodarze. Riera dobrze dośrodkował w pole karne, głową uderzył Biliński, a fatalnie interweniował Hrdlicka. Strzał wędrował prosto w niego, a ten wybił piłkę tuż przed tym, gdy ta minęła linię bramkową. Wszystko wskazywało na to, że był gol, jednak sędzia liniowy popisał się absolutnie słuszna decyzją. Zarówno Morioka, jak i autor niedoszłej bramki nie mogli uwierzyć, jak arbitrzy nie dopatrzyli się w tej sytuacji krzywdy dolnoślązaków. Żadnych wątpliwości nie było w 17. minucie. Piłkę centrował Kovacević. Nie było to wzorowe podanie, ale Biliński miał dzień konia. Wydawało się, że cokolwiek strzeli, to trafi. I trafił głową, precyzyjnie, nie do obrony. Później, w pierwszej części ani jedna ani, druga ekipa nie stworzyła sobie żadnej dogodnej okazji. Próby Araka, Morioki, Riery czy też Lewandowskiego albo były niecelne, albo lądowały w rękawicach bramkarzy.

RAFAŁ STEFANIAK

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 7 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.