Wygrana Śląska w LOTTO Ekstraklasie

Maciej Piasecki, poniedziałek, 29 maja 2017

Ekstraklasy we Wrocławiu ciąg dalszy. Śląsk, sobotnim zwycięstwem nad Cracovią, zapewnił sobie utrzymanie w najlepszej lidze w Polsce. Zadbali o to już w pierwszej połowie Kamil Biliński i Ryota Morioka. Piłkarze Jana Urbana wykorzystali słabość krakowian, którzy choć mieli wymarzone okazje, nie potrafili ich wykorzystać.

avatar
Kamil Biliński (z prawej) jest pierwszym Polakiem w Śląsku od ponad dwudziestu lat, który zdobył przynajmniej 10 goli w jednym sezonie (fot. K. Ziółkowski)

Do utrzymania w Ekstraklasie Śląsk potrzebował już tylko jednego kroku. Żeby być w stu procentach pewnym, musiał wygrać w sobotę z Cracovią. Wtedy wyniki na innych stadionach w Polsce nie miałyby już żadnego znaczenia. Wszystko zależało od wrocławian. – Czeka nas mecz pełen emocji – nie ukrywał pomocnik Śląska Łukasz Madej. – Nam, tak jak i Cracovii, potrzeba tej wygranej do utrzymania. Nikt nie zamierza odpuszczać, bo obie ekipy mają los w swoich rękach i obie chcą to wykorzystać. WKS w dwóch ostatnich meczach na Stadionie Miejskim zdobył aż dziesięć goli, tracąc przy tym tylko jednego. Goście wygrali w tym sezonie na wyjeździe tylko jeden mecz, zatem statystyki przemawiały za piłkarzami ze stolicy Dolnego Śląska.

Śląsk z wiarą

Wydawało się na początku, że to Cracovia ma optyczną przewagę, częściej utrzymywała się przy piłce i dwukrotnie zagroziła piłkarzom Śląska po dośrodkowaniach. Skoro goście nie potrafili tego wykorzystać, do pracy wzięli się gospodarze. Morioka popisał się świetnym podaniem z głębi pola do Picha. Słowak wyłożył jeszcze piłkę Bilińskiemu, a ten ze stoickim spokojem posłał ja między nogami Sandomierskiego wprost do bramki. Niedługo później podwyższyć mógł Morioka. Tym razem to on został podaniem obsłużony przez Picha. Wbiegł w pole karne i uderzył zbyt lekko, w środek, zamiast poszukać rogu bramki. Po drugiej stronie boiska atakujący bili głową w mur ustawiony na 16. metrze. Zza tego muru strzelał Dąbrowski – tak jak Morioka – za słabo. W 34. minucie powinno być za to 1:1. To był ten jeden jedyny raz w tej połowie, kiedy krakowianie znaleźli małą lukę w szczelnym bloku defensywnym wrocławian. Steblecki wymanewrował trzech obrońców w polu karnym, wyłożył piłkę metr przed linią bramkową Piątkowi, ale byłego napastnika Zagłębia Lubin w porę ubiegł Augusto.

RAFAŁ STEFANIAK

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 2 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.