Wrocławskie obiekty z duszą: Tor wyścigów konnych na Partynicach

Choć ma grubo ponad sto lat, od ładnych kilku wiosen przeżywa swoją kolejną młodość. Wrocławski Tor Wyścigów Konnych na Partynicach, to duża część sportowej historii miasta. Co więcej, to też miejsce, gdzie Jan Paweł II przemawiał do ponad miliona rodaków. Obecnie to również przestrzeń, która dla mieszkańców Wrocławia, jest bardzo przyjemnym wyborem.

Zanim na dobre przeniesiemy się na Partynice, warto wspomnieć o pewnej wiosce, gdzie tak właściwie rozpoczęła się historia torów wyścigowych z terenu dzisiejszego Wrocławia. W 1832 roku we wsi Dąbie, na terenie wielkiego pastwiska, postanowiono, że to właśnie tu stanie olbrzymi hipodrom. Tor wyścigów konnych faktycznie powstał, a pierwsze wyścigi odbyły się rok później. Pomysłodawcami był Schlesischer Verein für Pferdezucht und Pferderennen, czyli Śląski Związek Hodowli Koni i Wyścigów Konnych. Co ciekawe, tor na Dąbiu patrząc na obecny układ Wrocławia, byłby przecięty biegnącą centralnie przez środek obiektu, ulicą Zygmunta Wróblewskiego. Hipodrom zajmował część ogrodu zoologicznego oraz tereny, na których aktualnie mieszczą się m.in. Hala Stulecia oraz Pergola.

Wystawa zamiast osiemdziesiątki

W 1841 roku hipodrom na Dąbiu odwiedził król pruski Fryderyk Wilhelm IV. To wtedy też zapadła decyzja, że obiekt wymaga inwestycji, a jego prowizoryczny charakter nie przystoi do coraz większego zainteresowania wyścigami ze strony mieszkańców. Od decyzji do pierwszych prac minęło jednak "trochę" czasu. Wreszcie tor udało się wykończyć, nadając mu odpowiedni charakter. Dodatkowo zadbano o infrastrukturę otaczającą główną arenę zmagań, od trybun, poprzez stajnie, na restauracjach kończąc. W 1878 prace zostały sfinalizowane, a hipodrom mógł się pochwalić powierzchnią niemal 21 hektarów. Tereny wykorzystywano nie tylko do wyścigów konnych, elita Breslau grywała tam chociażby w… golfa! Mało kto mógł na przełomie XIX i XX wieku przewidywać, że hipodrom nie przetrwa próby czasu. Okazało się, że wystarczyło się "tylko" nie dogadać. Miasto nie przedłużyło umowy dzierżawy na użytkowanie terenów przez Śląski Związek. Jak się później okazało, sprawa miała podwójne dno, bo w planach było zagospodarowanie terenu na potrzeby wystawiennicze. Po raz ostatni wyścigi na Dąbiu odbyły się 2 września 1906 roku. A niespełna pięć lat później rozpoczęła się już budowa Hali Stulecia (ukończona w 1913)…

Co z miłośnikami wyścigów konnych? Pojawiła się alternatywa, przenosiny w zupełnie innym kierunku dzisiejszego Wrocławia. Dąbie zamieniono na Partynice. Śląski Związek Hodowców Koni zakupił 70 hektarów ziemi, żeby w 1905 roku rozpocząć równoległą budowę, niezależnie od ostatecznych losów toru na Dąbiu. Była to słuszna decyzja, bo w roku 1907 przekreślono w Breslau historię ponad siedemdziesięciu lat konnych wyścigów. Na szczęście bomba poszła w górę na Partynicach, gdzie niemal w tym samym czasie, oficjalnie otworzono nowy, w pełni funkcjonalny obiekt. Legenda głosi, że zbudowano go za pieniądze pożyczone od miasta dla Śląskiego Związku Hodowli Koni i Wyścigów Konnych oraz dzięki akcjom z… końskich loterii. Wystarczyły dwa lata, żeby na Partynicach inwestycja zaczęła się zwracać. Przyciągając miłośników zarówno hazardu (totalizatory), jak i po prostu, lubiących przebywać na salonach tamtego Breslau. Bywanie na Partynicach przez długie lata było traktowane w kategoriach sporego, towarzyskiego prestiżu.

Kto nie wsiada, ten nie spada

Historia nie oszczędziła świeżo wybudowanego hipodromu. Okres międzywojenny dla nikogo nie był łatwy, kryzys gospodarczy nie oszczędzał żadnej ze sfer życia, dostało się też rozrywce. Teren na Partynicach zasłynął jednak nie tylko z wyścigów, ale również w samej hodowli i opieki nad końmi. Sportowa sfera, pod wiatr wojskowym manewrom, trwała tu aż do 1941 roku. Choć sam Wrocław został mocno pokiereszowany działaniami wojennymi, tor na Partynicach "dostał" jedynie na obszarze bieżni wyścigowej. Sytuacja była z pewnością dużo lepsza niż np. w przypadku Stadionu Olimpijskiego, gdzie lejów po bombach i generalnych uszkodzeń, było co nie miara. Tor wyścigowy wrócił do użytku w 1952 roku. W latach pięćdziesiątych karierę właśnie we Wrocławiu zaczynał Mieczysław Mełnicki. Wówczas, jako piętnastolatek (rok 1953), a obecnie traktowany w kategoriach legendy wśród polskich dżokejów. W kategorii sukcesu dla wrocławskiego toru można traktować miting z 1969 roku. Zastępstwo imprezy zazwyczaj odbywającej się w Pradze, okazało się być wielkim wyróżnieniem dla polskich koni. Miting zakończył się drugim miejscem dla gospodarzy klasyfikując sumę wygranych nagród, tuż za rumakami węgierskimi, a przed ZSRR. To był sukces, który zrobił naprawdę duże wrażenie na obserwatorach.

Przez ponad sto lat historii nie obyło się też bez tragicznych zdarzeń. Jednym z nich był "ostatni skok" Katarzyny Litwiniuk podczas wyścigu z 20 sierpnia 1995 roku. Wrocławski Tor Wyścigów Konnych poznawała najpierw jako wolontariusz, zakochana w koniach. Mieszanka pasji do jazdy konnej i przekonania, że może pokonywać kolejne przeszkody, wygrywać wyścigi. Tak faktycznie było, bo Litwiniuk została pierwszą kobietą, która wygrała najważniejszą gonitwę w Polsce – tzw. Derby. Osiągnęła to niemal rok przed swoim… ostatnim wyścigiem. To była druga gonitwa płotowa, ostatnia przeszkoda. Początkowo nic nie wskazywało, że może skończyć się tragicznie. Powiedzenie: Kto nie wsiada, ten nie spada – to wśród "koniarzy" chleb powszedni. Coś, co trzeba wpisać w pasję do wyścigów konnych. Niestety, upadek Litwiniuk okazał się tragiczny. Po trzech dniach od wypadku zmarła w szpitalu. Obecnie, co roku na Partynicach odbywa się Memoriał im. Kasi Litwiniuk. Wielokrotnie wspominanej amazonki (kobieta-jeździec), która historyczne Derby wygrała 4 września 1994, właśnie tu, na wrocławskim torze, dosiadając Sagi.

Papieskie błogosławieństwo

Trzeba przyznać otwarcie, że lata sześćdziesiąte i dziewięćdziesiąte XX wieku, to nie był łatwy czas dla wrocławskiego toru. Stulatek przechodził swoje trudniejsze momenty, od kwestii organizacyjnych, poprzez właścicielskie. Obecnie można jednak spoglądać z dużym optymizmem na dalsze losy Wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych. Partynice ponownie stały się modnym miejscem, do którego z chęcią zaglądają zarówno miłośnicy dobrej rozrywki, jak i mieszkańcy miasta, chcąc spędzić czas w pięknej scenerii. A świeże powietrze i zielone tereny, to dla Wrocławia coś, co z pewnością powinno być pielęgnowane. Trudno nie odnieść wrażenia, że tego samego zdania są ludzie z magistratu. Przykład? Już 13 września odbędzie się najważniejszy dzień sezonu wyścigowego 2020 roku, tzw. Wielka Wrocławska. W programie znalazło się siedem gonitw: trzy przeszkodowe, trzy płotowe i jedna na dystansie płaskim. I ta najważniejsza, międzynarodowa gonitwa z przeszkodami na dystansie 5000 metrów, czyli Wielka Wrocławska Nagroda Prezydenta Wrocławia.

Pomyślnym wiatrom dla toru na Partynicach trudno się dziwić, opatrzność najwyraźniej czuwa. To właśnie tu w 1983 roku pojawił się papież Jan Paweł II, podczas pielgrzymki do Polski. Na spotkaniu pojawiło się przeszło półtora miliona (!) ludzi. Wydarzenia takich rozmiarów nie było i prawdopodobnie jeszcze długo tu nie będzie. Na pamiątkę na terenie WTWK postawiono zresztą pomnik upamiętniający tamte wydarzenia. – Bóg zapłać za to wspaniałe zgromadzenie. Za przygotowanie tego wspaniałego miejsca. Zawsze mi się zdawało, że znam Wrocław, a o tym miejscu nie wiedziałem. Dopiero dziś się dowiedziałem. Bóg zapłać! – te słowa papieża Polak można wyczytać na pomniku, przypominającym o wydarzeniach z 21 czerwca 1983 roku. Nieopodal znajduje się też miejsce upamiętniające Katarzynę Litwiniuk. A sama aura tego Partynic pozwala poczuć, że wrocławski tor, to rzeczywiście, bardzo szczególne miejsce. Wydaje się, że przeprowadzka sprzed ponad stu lat wyścigów konnych, wszystkim wyszła na dobre. Nie tak dawno osiągnięto nawet rekord frekwencji w dniu wyścigowym. 15 kwietnia 2018 roku na torze pojawiło 14 600 osób. Cóż, nawet liczby mówią same za siebie.

MACIEJ PIASECKI

Medale rozdane

Od piątku do niedzieli na Tauron Duszniki Arenie trwały mistrzostwa Polski w biathlonie letnim. Impreza rozegrana została we wszystkich kategoriach wiekowych.

Pociąg dawno odjechał

Oporowska, Hallera, Ojca Beyzyma, Racławicka… Południowa część Wrocławia obrodziła w wiele boisk i stadionów piłkarskich, będących świadkami sportowej historii miasta. W miejscu jednego z nich obecnie funkcjonuje prestiżowe osiedle mieszkaniowe.

Narodziny w złym momencie

W 1983 roku we Wrocławiu powstał pierwszy w kraju lekkoatletyczny stadion o tartanowej nawierzchni. Obok niego, równie szybko rósł nowy, piłkarski obiekt, dla mających coraz więcej do powiedzenia na ogólnopolskim podwórku, piłkarzy WKS Śląsk.

Koszmar drugiej nocy

Co roku Krzysztof Gajewski – pływak długodystansowy z Wrocławia podejmuje kolejne wyzwania, od których zwykłemu śmiertelnikowi może zakręcić się w głowie. Ten rok, ze względu na pandemię, zamknięte baseny i przerwę w treningach miał być spokojny, bez większych celów.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij