Wrocławskie obiekty z duszą: Hala sportowa przy ulicy Saperów

Wrocław kryje w sobie wiele sportowych historii. Zarówno tych związanych z samymi sportowcami, klubami, jak również z obiektami. Jedną z bogatszych ma bez wątpienia sekcja szczypiornistów WKS Śląsk. Długa lista sukcesów i wielkich postaci. A to wszystko w oparciu o wojskowy obiekt sportowy, który żyje wspomnieniami o dużym szczypiorniaku…

Niemal ćwierć wieku temu piłkarze ręczni Śląska Wrocław świętowali swój ostatni tytuł mistrzów Polski. W 1997 roku hala sportowa przy ulicy Saperów ponownie wypełniła się szczelnie kibicami szczypiorniaka. Przyjezdni z Płocka wyjechali z Wrocławia na tarczy. Trenerem ostatniego złotego WKS był nieodżałowany Jerzy Klempel. Legenda piłki ręcznej, jakiej w Polsce nie było i jeszcze długo nie będzie. Na boisku dla Śląska walczyli: Ligarzewski, Antczak, Czaczka, Będzikowski, Górniak… Był też Krzysztof Mistak, na którego koledzy z boiska mówili „Sierżant”. Nietrudno się domyślić, że mowa o zawodowym wojskowym, który równo trzydzieści lat temu przyjechał do Wrocławia. – Dostałem w WKU bilet do Wrocławia, zaadresowany na Śląsk. Przyjechałem 13 listopada 1990 roku, zameldowałem się w jednostce. Wszyscy byli zdziwieni, dlaczego wylądowałem akurat tam, a nie w unitarce, czyli Wojskowej Akademii Technicznej. Wojskowi mieli problem, co ze mną zrobić. Nigdzie nie mogli mnie wysłać, musieli mnie przeszkolić. Zdziwienie było spore nawet w samym zespole, na czele z trenerem Bogdanem Falętą. Przyjechał do Wrocławia reprezentant Polski i siedzi tak po prostu w korytarzu, przyglądając się przygotowaniom do treningu. Śląsk wykonał jednak bardzo szybkie ruchy w mojej sprawie. Zaliczyłem przysięgę wojskową, pojechałem po sprzęt i mogłem zacząć trenować normalnie z zespołem. Nie w ubraniach wojskowych, a tak, jak przystało na szczypiornistę. Miałem ze sobą swój sprzęt, z którego korzystałem jeszcze w Kielcach. Normalne buty, nie trampki, nie dres wojskowy, tylko wersja sportowa, z prawdziwego zdarzenia – uśmiecha się Mistak.

Siedzimy naprzeciwko siebie, na drugim piętrze budynku przy ulicy Saperów. Dostałem się tu za drugim podejściem. Za pierwszym drzwi udało się przekroczyć, ale skończyło się na gęstych wyjaśnieniach, które niewiele dały w zderzeniu z wojskowym mundurem. Zakaz dla nieproszonych gości. Obiekt pamiętający największe sukcesy szczypiorniaka co prawda nadal stoi, ale swoje najlepsze lata ma już za plecami. Osiadł tu kurz kilku ładnych wiosen. – Tu gdzie teraz jesteśmy był hotel. Ten pokój, w którym siedzimy był przeznaczony tylko dla sędziów. Piotrek Przybecki mieszkał w internacie obok, ja za to po tej stronie, w której jesteśmy, z Jarkiem Frąckowiakiem. Zawodnicy byli rozlokowani i to była ważna baza, gdzie mogli funkcjonować i spokojnie trenować. Na dole mieliśmy stołówkę, wszystko pod nosem. Dużo chłopaków przychodziło do wojska. Spora grupa była również w służbie zawodowej. Jeździliśmy na MŚ wojsk, łączyliśmy się z Grunwaldem Poznań. A tam kadra złożona była już tylko z żołnierzy zawodowych lub służby zasadniczej. To na pewno były ciekawe czasy – analizuje Mistak, aktualnie będący kierownikiem młodzieżowych sekcji WKS Śląsk. Został przy swoim ukochanym sporcie. Oczy świecą się przy opowieściach o przeszłości. Czasach, kiedy można było do obiektu przy Saperów wejść, bo tu biło serce szczypiorniaka.

 Premiowana defensywa

 Zaraz po wejściu do budynku, w dużym korytarzu po lewej stronie, wisi pokaźna galeria pucharów sportowców WKS Śląsk. Szczypiorniści zdobyli piętnaście tytułów mistrzowskich, do tego siedem Pucharów Polski, zagrali też w finale Pucharu Europy Mistrzów Krajowych. Jerzy Klempel, Zdzisław Antczak, Zbigniew Tłuczyński czy trener Bogdan Kowalczyk – to tylko kilka nazwisk, które pobudzają wyobraźnię. Dla nieco młodszych kibiców niech takimi będą wspomniany wcześniej Piotr Przybecki czy Krzysztof Lijewski. Oni wszyscy we Wrocławiu grali bądź trenowali, również jako szkoleniowcy. – Hala przy Saperów to specyficzny obiekt. Brakowało i brakuje jej trochę do pełnych wymiarów. Ktoś, kto nie trenował w niej na co dzień, chwilami nie mógł się odnaleźć na boisku. Był to jakiś plus dla gospodarzy, to na pewno. Mała hala, niezbyt dużo ludzi w środku, a mimo to, panował niesamowity tumult podczas meczów. Bardzo przyjemnie się grało w takich warunkach. Na pewno łatwiej gra się w obronie w takim obiekcie, można bardziej zacieśniać. Dodatkowo potrafiliśmy grać skrzydłami, odnajdować się w takich realiach. Przyjezdni nie mogli sobie na to najczęściej pozwolić, bo ich zdaniem mieli za mało miejsca. Fakt faktem, kibicom biegało się chwilami po palcach. Kiedy napchało się odpowiednio dużo wiary, całe boisko było obstawione krzesłami, poza pustym fragmentem na bramki. Kibice siedzieli i mogli widzieć naszą grę właściwie z wysokości samego parkietu, to też musiało być spore przeżycie dla tych ludzi – uśmiecha się Mistak, rękoma obrazując, jak wyglądały emocje podczas meczów Śląska sprzed lat. Te, które obecnie wydają się być wydarzeniami z innej epoki.

 I to nie do końca jest tak, że najłatwiej kopać leżącego. Obiekt ma swoje lata (sekcja piłki ręcznej funkcjonuje od 1955 roku), klub notował spektakularne upadki (niezależnie od nazwy, jednak Śląsk…), a sam autor odbił się od… przedsionka korytarza hali, którą tak bardzo chciał zobaczyć. Żal, że choć tradycje szczypiorniaka we Wrocławiu są piękne, to kurz na nich jest wyjątkowo grubą warstwą. Schowana między kamienicami na osiedlu Borek, na tyłach terenów wojskowych, jest sportowa perełka. Co prawda bryłą nawiązująca do „koszmarków” PRL, ale osobiście mam słabość to takich wymysłów, więc przyklaskuję. Szkoda, że przyszło się urodzić o wiele lat za późno, żeby móc przeżywać emocje walki o mistrzostwo Polski. Obecnie wydaje się to być nie do pomyślenia, ale naprawdę, to działo się właśnie tu. – Na niektóre mecze nie można było nawet wejść. Przypominam sobie takie spotkanie, graliśmy z Wisłą Płock. Przyjechała telewizja i transmitowała na żywo, tylko pojawił się jeden, wielki problem. Mianowicie panowie z telewizji zajęli cały jeden balkon. To był koszmar, żeby pomieścić kibiców, czekających na taki hit w naszej lidze. Inna sprawa, umówmy się, ale kto chciał, to i tak znalazł sposób, żeby wejść do środka – wspomina Mistak.

 Młodzieżowy punkt odniesienia

 Po kilku latach zapaści we Wrocławiu szczypiorniak dostał kolejne życie. Forza, czyli klub z pomysłem na młodzież plus tradycja Śląska połączyły dwa podmioty w jeden. Choć szkolą osobno, na pierwszoligowym poziomie walczą wspólnie o powrót ekstraklasowego życia. Postęp wzajemnego powiązania jest coraz poważniejszy, co może zwiastować pozytywne efekty, zarówno na teraźniejszość, jak i całkiem niedaleką przyszłość.

 Gdzie w tym wszystkim hala przy ulicy Saperów? Dokładnie w tym samym miejscu, w którym odbyła się jedna z głośniejszych bijatyk przy okazji finałowych meczów o prymat w krajowym szczypiorniaku. Ponownie rok 1997, decydujący mecz z rywalem z Płocka. – Nasze zwycięstwo było przesądzone. Zawodnik z Płocka poszedł jeszcze na kontrę, gdzie my już w zasadzie cieszyliśmy się z sukcesu. On jednak niepotrzebnie rzucił mocno, na głowę Szymonowi Ligarzewskiemu. Piłka jakoś musiała go trafić, bo „Ligacz” nie wytrzymał i skoczył do rywala. Zaczęła się przepychanka, na trybunach zrobiło się równie gorąco. Szczerze mówiąc, do dzisiaj nie wiem dokładnie, co tam się działo na balkonie. Zawodnicy z Płocka nagle zaczęli biegać po całym boisku, wskakiwać na drabinki, wdzierać się piętro wyżej, żeby bronić swoich kibiców. Trochę to wszystko przyćmiło nasz sukces i radość z ostatniego, jak dotychczas, tytułu mistrzowskiego dla Śląska. Na koniec tej historii, w kolejnym sezonie, na otwarcie rozgrywek przeprosiliśmy Płock za to, jak zostali przyjęci we Wrocławiu. A czy faktycznie aż tak bardzo byliśmy winni? Dla mnie wina najczęściej leży pośrodku i tak bym to skwitował – wspomina uczestnik tamtych wydarzeń, złoty medalista, Mistak.

 Hala przy Saperów powinna być za to fundamentem. Elementem tożsamości dyscypliny, o którym nie można zapominać. Jeszcze jeden smutny akcent to napis, który zniknął przy odnowieniu zewnętrznej elewacji budynku. Może i faktycznie obiekt tego wymagał, ale napis „Wojskowy Klub Sportowy Śląsk – Hala piłki ręcznej” oraz herb klubu, choć wyblakły, miał swój wyraz. Dzisiaj jest na różowo i bez napisów. – Swego czasu działacze Śląska mieli obiecane, że w nowej wówczas hali Orbita będziemy mieć pierwszeństwo. Tak początkowo faktycznie było. Zaczęliśmy trenować, grać mecze. Pamiętam jak graliśmy Challenge Cup ze szwajcarskim Pfandi Winterthur. To był półfinał rozgrywek i w hali Orbita był nadkomplet, ludzie siedzieli nawet na schodach, żeby zobaczyć nas w akcji. Pokazaliśmy, że we Wrocławiu jest potencjał, żeby grać w szczypiorniaka w większych obiektach niż ten przy Saperów – zauważa Mistak, nawiązując do czasów po tytule z 1997 roku.

 I tak właśnie powinno być. Spojrzenie w przyszłość, z przemyślaną koncepcją, taką jak WKS Śląsk Forza Wrocław. W obiektach takich jak hala wielofunkcyjna Akademii Wychowania Fizycznego, gdzie ostatnio grali wrocławscy pierwszoligowcy, a kiedyś może nawet hala Orbita. Młodzież niech się za to uczy, grając tam, gdzie Klempel wykręcał kolejne rekordy. Mogąc być częścią wspaniałej historii, zaprezentowanej młodszym pokoleniom w sposób, na jaki z pewnością zasługuje. A ja mogę nadal wchodzić na raty. Byle było co podziwiać!

 MACIEJ PIASECKI

Bohater z bliska

Kilka miesięcy temu zdecydowałem się przejść na drugą stronę akademickiej drogi. Bycie początkującym wykładowcą-praktykiem, to spore wyzwanie, ale przede wszystkim, odpowiedzialność.

Speedrower reaktywacja

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że jeszcze w latach 90. Wrocław był silnym ośrodkiem speedrowerowym.

Lucyna – sportowiec bez barier

Jelenia Góra, 2009. Lucyna postawiła na lekką atletykę.

Na gruzach Wrocławia

Ślęza zajmuje w moim życiorysie ważne miejsce, z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze jako przedmiot zawodowych, dziennikarskich doświadczeń, po drugie z racji działalności społecznej przede wszystkim mojego ojca (choć i ja mam w tej materii swój skromny udział), po trzecie sympatii do ludzi z I K.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij