Wrocławskie obiekty z duszą: Hala Orbita przy ulicy Wejherowskiej

Nie ulega wątpliwości, że w stolicy Dolnego Śląska jest wiele niespotykanych obiektów. Dotyczy to również aren sportowych, które mają swoją szczególną specyfikę – jedni je kochają, drudzy – wręcz przeciwnie. Jedynym z takich obiektów jest Hala Orbita, czyli aktualny dom niemal wszystkich gier zespołowych we Wrocławiu, w halowym wydaniu.

A zaczęło się od Marka Dziekońskiego. Urodzony w Warszawie, choć zawodowo związany głównie z Wrocławiem oraz Tychami. Absolwent Politechniki Wrocławskiej, na której wybrał kierunek architektoniczny. Co więcej, został po latach wykładowcą „polibudy” i to nie tylko we Wrocławiu, ale również w Gliwicach. To Dziekońskiemu zawdzięczamy kilka charakterystycznych obiektów w dolnośląskiej stolicy. Można tu wymienić zespół budowli Panoramy Racławickiej, Dom Jana Pawła II, a także… Halę Orbita. Dziekoński niestety zmarł w tym samym roku (2002), w którym hala widowiskowo-sportowa oficjalnie rozpoczęła swoje działanie. Złośliwcy już na starcie wypominają, że na efekt finalny budowy trzeba było czekać wręcz w nieskończoność. Od projektu do przecięcia wstęgi minęło bowiem aż dziesięć lat (1992-2002). Choć i tu są nieścisłości, bo niektórzy ten okres trochę skracają nawet o cztery lata mniej. Tak czy owak, powód do dumy to nie jest, zwłaszcza patrząc na tempo budowania współczesnych obiektów.

Po drugiej stronie Ludowej

Choć historia zaczęła się od falstartu, Hala Orbita miała być dla Wrocławia przełomowym sukcesem, rozwiązującym odwieczny problem z dużym, konkurencyjnym obiektem dla Hali Ludowej. Ponad stuletnia „przyjaciółka” i tak okazała się prawie dwa razy bardziej pojemna od swojej młodszej następczyni, ale liczyło się większe pole manewru. Hala Stulecia to jednak obiekt, którego obłożenie – także to pozasportowe – chwilami przyprawiało o spory ból głowy. Najbardziej tych, którzy chcieli zorganizować duże wydarzenie, ale byli mocno uzależnieni od terminarza rozgrywek. Często trzeba było się więc obejść ze smakiem, tylko w marzeniach wizualizując sobie możliwości gry przy pełnych trybunach, w dużym obiekcie. Hala Orbita swój sportowy chrzest przeszła przy okazji koszykarskiego meczu, gospodarzem byli zawodnicy Śląska Wrocław. Mistrzowskie czasy basketu w dolnośląskiej stolicy w dużej mierze kojarzą się z Halą Stulecia (vel Ludową), ale i po drugiej części miasta, sporo dobrego działo się dla historii koszykarzy WKS. Hala Orbita mieści się w podobnej odległości od centrum miasta, co jej starsza „przyjaciółka”. Przy okazji budowy obiektu zachwycano się jednak, że nowa hala będzie miała przewagę w postaci lepszego sąsiedztwa dla Wrocławian. O czym dokładnie mowa? To kwestia sąsiedztwa z osiedlami takimi jak: Nowy Dwór, Kozanów czy Kosmonautów. Do tego bardzo dobry dojazd komunikacją miejską w okolice ulicy Wejherowskiej. Chwalono również dużą przepustowość parkingową, nawet w granicach pół tysiąca aut, które mogły się zmieścić w okolicach Orbity.

Bracia Golec i Kwaśniewski

Co ciekawe, choć budowa oficjalnie została zakończona w 2002 roku, już kilka miesięcy wcześniej, poza koszykarskimi wydarzeniami, do nowej, wrocławskiej hali, można było wybrać się na koncert. Pierwszym tego typu wyzwaniem była wizyta… braci Golec. Łukasz i Paweł wraz z zespołem na dobre rozpoczęli muzyczną historię obiektu. Docelowo planowano, że hala zostanie wyposażona w perspektywie czasu w nowe, lepsze nagłośnienie. Oczywiście mowa o tym własnym, niezależnym od podmiotów zewnętrznych, wynajmujących obiekt. Niestety, skończyło się na planach i nagłośnieniu podstawowym (tj. głośniki pod sufitem), przeznaczonym głównie pod imprezy sportowe. Z wydarzeń pozasportowych warto też odnotować wizytę ówczesnego prezydenta kraju, Aleksandra Kwaśniewskiego, który również podziwiał nowe miejsce widowiskowo-sportowe dla Wrocławia.

Hala Orbita kosztowała prawie 40 milionów złotych. Złożona jest z dwóch hal, głównej oraz mniejszej, przeznaczonej głównie na lodowisko. Choć mogącej też służyć np. za salę treningową, jeśli rozgrywany jest turniej, a kolejne zespoły potrzebują takiej przestrzeni przed wyjściem na główną arenę zmagań. Obiekt szybko zyskał uznanie wśród międzynarodowych federacji, które z chęcią wyznaczały go do miejsca organizacji imprez sportowych. A należy jeszcze pamiętać o hotelu i restauracji, przylegających do części sportowej. Warto jednak zaznaczyć, że pojemność trzech tysięcy miejsc jest jednak pewnym ograniczeniem. Zwłaszcza, jeśli była mowa o zapotrzebowaniu sięgającym dwucyfrowej liczby kibiców, liczonej w tysiącach. Wówczas ponownie trzeba było zajrzeć na drugą stronę miasta, czyli do wysłużonej, ale i sprawdzonej i gotowej na przyjęcie większej ilości ludzi, Hali Stulecia.

„Gospodarze” Orbity

Obiekt przy Wejherowskiej ze względu na swoje nowoczesne rozwiązania, jak na moment, w którym był budowany, swoje też kosztował pod względem wynajmu. Początkowo koszta dobowego wynajęcia Hali Orbita sięgały od pięciu do nawet – dwudziestu pięciu tysięcy złotych. W perspektywie kolejnych lat wiele było dyskusji dotyczących komercyjnego traktowania klubów sportowych w mieście, reprezentujących barwy Wrocławia, względem możliwości gry przy Wejherowskiej. Po latach sytuację ustabilizował dopiero prezydent Jacek Sutryk, decydując się na rozwiązanie w postaci projektu „Tanie granie”. Dzięki temu w 2020 roku Hala Orbita gości czterech sportowych „gospodarzy”: koszykarzy i piłkarzy ręcznych WKS Śląska oraz siatkarskie drużyny, żeński Volley oraz męską eWinner Gwardia. Trzeba jednak zaznaczyć, że o ile same dni meczowe są faktycznie traktowane preferencyjnie, wrocławskie kluby muszą się martwić również kwestią treningów. W tym wypadku najczęściej kończy się na trenowaniu poza obiektem przy Wejherowskiej. Dlatego można mówić o „gospodarzach”. Ważne jednak, że wrocławscy kibice mogą przyzwyczajać się do tego, że skoro sporty halowe, to w zdecydowanej większości przypadków, należy zajrzeć do Hali Orbita. Aktualnie jedynie koszykarki Ślęzy Wrocław – spośród najpopularniejszych dyscyplin halowych – trenują i grają poza Wejherowską, korzystając z obiektu Akademii Wychowania Fizycznego.

Kto z „gospodarzy” ma najlepsze wspomnienia z Halą Orbita? Siatkarska Gwardia (męski zespół) grała w niej wiele spotkań w ekstraklasie, w tym pamiętną rywalizację ze Skrą Bełchatów, kiedy brakowało miejsc – nawet na schodach miedzy trybunami. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku siatkarek, wówczas Impel Wrocław, aktualnie Volley (a przed laty Gwardii). Walka w ligowym finale z Chemikiem Police, w 2014 roku, również przyciągnęła do Hali Orbita mnóstwo kibiców. Koszykarze WKS Śląska mogą za to miło wspominać czasy walki o medale oraz występy w europejskich pucharach. Szczypiorniści też grali o krążki mistrzostw Polski w Hali Orbita. Dlatego też na pewno krzywdzącym byłoby określenie tego miejsca, jako nieszczęśliwego dla wrocławskiego sportu, czy w jakimś stopniu niekorzystnego, spoglądając na przeszłość.

Nowe wrocławskie otoczenie

Choć Hala Orbita wydaje się być stosunkowo nowym obiektem, spoglądając na mijające lata, trzeba wypomnieć, że mowa już o… pełnoletniości! Sama sportowa historia tego miejsca jest jeszcze dłuższa, bo sięga nawet lat osiemdziesiątych. To właśnie przy Wejherowskiej powstało lodowisko, które zresztą funkcjonuje, w zupełnie nowej odsłonie, obecnie. Jeśli dołożymy do tego kwestię samej budowy głównej areny obiektu, można dostrzec wyraźne, zimowe korzenie tej przestrzeni. Chociażby w postaci hokejowego charakteru band, okalających główne boisko Hali Orbita. Do tego mała hala wykorzystywana w sezonie jako lodowisko, a przez co niższa temperatura, wytwarza dodatkowy – specyficzny klimat. Niektórzy przyjezdni wprost wspominają o… arenie lodowej we Wrocławiu.

Otoczenie dookoła Wejherowskiej mocno się jednak zmienia, tak jak zmieniają się czasy. Z okazji igrzysk sportów nieolimpijskich The World Games Wrocław 2017, mamy nowy basen. Do tego niedługo po otwarciu hali pojawił się sąsiadujący Most Milenijny, łączący osiedla Popowice i Osobowice, należący do obwodnicy śródmiejskiej Wrocławia. Powstają też kolejne budynki mieszkaniowe, w okolicy zielonej przestrzeni, otaczającej Orbitę. I co istotne, choć trudno mówić o konkurencyjności z wielotysięcznikami w innych polskich miastach, nadal się tu dzieje. Na miarę wrocławskich realiów.

MACIEJ PIASECKI     

Szurkowski i Adamek prowadzą

W tym numerze publikujemy pierwszą klasyfikację naszego plebiscytu. Na czele wśród sportowców wciąż Ryszard Szurkowski.

Pod kopułą stuletniej magii

Miejsce, które jest jedną z wizytówek Wrocławia. Ponad sto lat historii, mnóstwo anegdot, a to wszystko zamknięte pod jedną, niezwykłą kopułą.

Futbolowy sen polarny

Jedno miejsce i dwie bajki. Pierwsza, bardzo pozytywna, okraszona niedawnym mistrzostwem Polski.

Odszedł Mały Wielki Człowiek

Był postacią nietuzinkową, wręcz wyjątkową. Wielu ludzi nie wyobraża sobie polskiego tenisa stołowego bez Zygmunta Sutkowskiego.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij