Wrocławskie obiekty z duszą: Boisko parkowe przy ulicy Ojca Jana Beyzyma

W dolnośląskiej stolicy są takie miejsca, które choć ligowego grania w swojej historii nie zaznały, to zna je praktycznie każdy. Zanim zgłoszą się pierwsi, którzy nie mieli pojęcia o bohaterze naszej kolejnej, obiektowej historii, warto zaznaczyć jedno. Nawet jeśli tam nie byłaś/byłeś, z pewnością ktoś z rodziny, mógł tam grać w piłkę, czy jeździć na łyżwach…

Takim przypadkiem jest boisko piłkarskie, umiejscowione w parku Grabiszyńskim. I niech nie zmyli mieszkańców faktyczne położenie większej części parkowych terenów na Grabiszynie. Na mapie można odnaleźć informację, że w sąsiedztwie ulicy Ojca Beyzyma znajduje się tzw. Strefa Osiedlowa Parku Grabiszyńskiego. I tak faktycznie jest, jeśli wybierzemy się w tamte strony. Samo osiedle Grabiszyn, to ciekawe połączenie dawnej, czerwonej cegły, ze znajdującymi się po drugiej stronie ulicy Józefa Hallera, nowymi inwestycjami. Te pierwsze, zbudowane jeszcze przed wojną, dla robotników fabryk. Na osiedlu mieszka sporo osób starszych, które są mocno związane z miastem. Niektórzy z rozrzewnieniem wspominają czasy, w których właśnie te okolice, nazywane były Zielonymi Płucami Wrocławia. Park Grabiszyński to naczelny przykład, choć to dosyć paradoksalne, bo właśnie w tych okolicach, przed laty funkcjonowały największe, miejskie fabryki. Dawne zakłady elektroniczne Elwro, Fabryka Automatów Tokarskich, czy Fadroma, zajmująca się produkcją maszyn budowlanych. Park Grabiszyński stał się jednak przyjemną równowagą dla codziennej pracy, złośliwie rzecz ujmując, ile fabryka dała. Mało kto jednak wie, że zielone tereny powstały przed wieloma laty na obszarach dawnego, nieczynnego… cmentarza.

Szczególny parton

Wśród  tych wielu historii związanych z Grabiszynem i Grabiszynkiem, znajdzie się ulica Ojca Beyzyma. Nazywanego "posługiwaczem trędowatych" człowieka, który został beatyfikowany przez Jana Pawła II, 18 sierpnia 2002 roku. Papież na krakowskich Błoniach, podczas ogłoszenia ojca Jana Beyzyma świętym, tak wspominał tę postać: – Pragnienie niesienia miłosierdzia najbardziej potrzebującym zaprowadziło błogosławionego Jana Beyzyma - jezuitę, wielkiego misjonarza - na daleki Madagaskar, gdzie z miłości do Chrystusa poświęcił swoje życie trędowatym. Służył dniem i nocą tym, którzy byli niejako wyrzuceni poza nawias życia społecznego. Przez swoje czyny miłosierdzia wobec ludzi opuszczonych i wzgardzonych dawał niezwykłe świadectwo Ewangelii. Najwcześniej odczytał je Kraków, a potem cały kraj i emigracja. Zbierano fundusze na budowę na Madagaskarze szpitala pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej, który istnieje do dziś. Jednym z promotorów tej pomocy był św. Brat Albert – opowiadał polski papież. Beyzym, urodzony w szlacheckiej rodzinie na terenie Wołynia, swoim życiem daleki był od wszelkiego blichtru, jaki mógł mu przysługiwać. W wieku 31 lat w Krakowie przyjął święcenia kapłańskie, a siedemnaście lat później podjął decyzję o wyjeździe na misję. Los skierował go na Madagaskar, gdzie zamieszkał wśród trędowatych i potrzebujących, aby pomagać im całą dobę. Marana, miejsce dla chorych na trąd, dzięki Beyzymowi, do dzisiaj ma swój szpital, który został wybudowany w 1911 roku. W głównym ołtarzu szpitalnej kaplicy znajduje się sprowadzona przez ojca Beyzyma kopia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej (placówka istnieje pod jej wezwaniem).

Woda na wysokości poprzeczki

Ulica Ojca Beyzyma jest pierwszą z "bocznych", tuż za przejazdem kolejowym, którego historię i lokalizację prezentowaliśmy przy okazji tekstu o stadionie Pafawagu Wrocław. Ogrody Hallera, osiedle mieszkaniowe znajdujące się na terenie dawnej, sportowej areny, to również bardzo bliskie sąsiedztwo ulicy prowadzącej do parku Grabiszyńskiego. Jeśli dołożyć do tego ogródki działkowe, wciśnięte gdzieś pomiędzy, to faktycznie robi się zielono. Co ma swój niewątpliwy urok, nie wiedząc jeszcze, jak wygląda "danie główne" tej historii. – Bywam tu regularnie, odkąd jestem na emeryturze. A kiedy miałem tyle lat, co pan, to chodziłem tu ze znajomymi. Graliśmy w piłkę, leżeliśmy na trawie, cieszyliśmy się życiem. Kto mieszka w okolicy, choć raz musiał tutaj zajrzeć. Podobna sytuacja jest z górką Pafawagu. Zimą mieliśmy do wyboru, albo pojeździć na sankach na górce, albo przejść się kawałek w tę stronę, pojeździć na łyżwach – opowiada z uśmiechem pan Stanisław, emeryt z Wrocławia.

Tak właśnie się przedstawił, nie chcąc specjalnie wychylać się na łamach. Choć nie trzeba być detektywem, żeby połączyć fakty. Spokojna, popołudniowa lektura gazety, a do tego kapelusz, który śmiało można podciągnąć pod zestaw rybacki. Siedemdziesięciolatek siedzący na ławce, jednej z wielu, okalających sporych rozmiarów boisko. Śmiało można tu grać jedenastu na jedenastu. – Często młodzi grają na jedną bramkę, bo sił nie mają! My to biegaliśmy na jedną i drugą. Dziewczyny nas dopingowały, chociaż często przychodziły, żeby się też poopalać. To i my mieliśmy z tego sporo radości, czasem ciężko się było skupić na kopaniu piłki. Choć pamiętam, jak podczas powodzi, potrafiło zalać te tereny na wysokość poprzeczek bramki. Tyle lat minęło, ale one nada stoją i służą – kwituje pan Stanisław. Tego typu historie można odnaleźć również w internetowej przestrzeni. Dodatkowo wystarczy spojrzeć na sąsiadujący z boiskiem strumień Grabiszynki. Dwukilometrowy potok wpływa ostatecznie do Ślęzy, ale potrafił narobić sporo zamieszania. Niecka, w której znajduje się boisko, wielokrotnie stawało się… stawem, pomiędzy ulicami Ojca Beyzyma i Odkrywców, patrząc od drugiej strony. Miejska legenda głosi, że niektórzy śmiałkowie robili tratwy, dzięki którym mogli śmiało dryfować po rozlewisku w parku Grabiszyńskim.

Nie tylko dla amatorów

Parkowy krajobraz sprawia, że boisko jest bardzo malowniczo położone i często pojawiają się tu mieszkańcy Wrocławia. Spędzając kilka weekendowych godzin, można było spotkać głownie amatorów piłki nożnej lub spędzania czasu na grach i zabawach, z przyjaciółmi, bądź rodziną. Od zwykłego kopania piłki, poprzez badminton, kończąc na rozwiązaniach bardziej technologicznych – tj. podziwianiem parku z wysokości drona. Nie brakuje również miłośników czworonogów, które mają możliwość wybiegać się do woli. Istotne, w większości przypadków mówimy o właścicielach świadomych, zwyczajnie sprzątających po swoich pupilach. Co również budujące, patrząc na wspólną, zieloną przestrzeń do spędzania wolnego czasu. Do tego trzeba też odnotować, że jak na drugą połowę września, teren boiska jest odpowiednio przystrzyżony. Skoszona murawa wyznacza również długość i szerokość, dookoła trwa jest już nieco bardziej bujna, co wytwarza wrażenie naturalnych... linii bocznych i końcowych. Wydaje się to być standardem w takiej, miejskiej przestrzeni, ale sporo było już historii, z zupełnie innym zakończeniem.

Często przyjeżdżam tu z moimi młodymi – dodaje pan Stanisław, wskazując na boisko. – Dwójka wnuków bardzo lubi piłkę nożną i czasem sobie razem pokopiemy. Zdarzało się, że w czasach grania na Oporowskiej, piłkarze Śląska tutaj przychodzili i też mieli jednostki treningowe. Może mi pan nie wierzyć, ale myślę, że znajdą się również inni świadkowie, z samymi zawodnikami na czele! – dodaje emeryt z Wrocławia, mieszkający na Grabiszynie. Faktycznie, podobno w trudniejszych czasach WKS, różnie bywało. A tak właściwie, sceneria całkiem przyjemna, więc skoro dawniej w kasie było pusto, to czemu nie? Aktualnie dwa największe minusy boiska to… efektowna dziura w jednym z pól bramkowych (od strony ul. Ojca Beyzyma) oraz rdza, coraz bardziej zżerająca wiekowe bramki.

Nadal jednak można śmiało stwierdzić, że dla amatorów kopania, nic, tylko grać!

MACIEJ PIASECKI     

Podwójne życie na Sępolnie

Był kiedyś we Wrocławiu klub sportowy, założony na Sępolnie. Budowlani mieli nawet swój stadion, gdzie trenować mogli lekkoatleci i grało się też w piłkę nożną.

Papież też się zachwycał

Choć ma grubo ponad sto lat, od ładnych kilku wiosen przeżywa swoją kolejną młodość. Wrocławski Tor Wyścigów Konnych na Partynicach, to duża część sportowej historii miasta.

Medale rozdane

Od piątku do niedzieli na Tauron Duszniki Arenie trwały mistrzostwa Polski w biathlonie letnim. Impreza rozegrana została we wszystkich kategoriach wiekowych.

Pociąg dawno odjechał

Oporowska, Hallera, Ojca Beyzyma, Racławicka… Południowa część Wrocławia obrodziła w wiele boisk i stadionów piłkarskich, będących świadkami sportowej historii miasta. W miejscu jednego z nich obecnie funkcjonuje prestiżowe osiedle mieszkaniowe.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij