Wrocław Open 2015 Młodzi Polacy zrobili wrażenie

, poniedziałek, 23 lutego 2015

Choć Łukaszowi Kubotowi i Michałowi Przysiężnemu nie udało się niczego ugrać, turniej Wrocław Open dostarczył kibicom tenisa sporo emocji. Z dobrej strony pokazali się młodzi Polacy, w tym nastoletni wrocławianin Hubert Hurkacz. Zawody wygrał Farrukh Dustow, 28-letni reprezentant Uzbekistanu.

avatar
We Wrocław Open triumfował Farrukh Dustow, 28-letni reprezentant Uzbekistanu. W decydującym meczu pokonał Bośniaka Basicia 6:3, 6:4

Obaj Dolnoślązacy – Kubot i Przysiężny – odpadli po zaciętych meczach, które oklaskiwało ponad 2 tysiące fanów. Ale nie mniej ekscytujące okazały się występy młodych Polaków. Od początku organizatorzy Wrocław Open przekonywali, że jednym z ich głównych założeń jest danie polskim juniorom szansy na zdobycie doświadczenia i przetarcie się w zawodowym tenisie. Przypomnijmy, że to w KGHM Polish Indoors, turnieju, którego spadkobiercą jest Wrocław Open, swoje pierwsze kroki na zawodowej scenie stawiał Jerzy Janowicz. Półfinalista Wimbledonu i najlepszy obecnie polski tenisista w 2008 roku wystąpił w hali Orbita dzięki dzikiej karcie. Mając niespełna 18 lat, sensacyjnie wyeliminował wówczas renomowanego Nicolasa Mahuta z Francji.
Drugi Fibak zbiera doświadczenie
W tym roku reaktywowany wrocławski turniej znów spełnił swoją rolę. Z dobrej strony pokazał się m.in. Kamil Majchrzak. Tenisista, który przed miesiącem skończył 19 lat, według Wojciecha Fibaka ma przed sobą wielką karierę. Ekspert wróży mu sukcesy, komplementując defensywę i styl gry porównując do znakomitego Novaka Djokovicia, obecnego lidera rankingu ATP, ośmiokrotnego mistrza turniejów Wielkiego Szlema. Fibakowi niezręcznie to mówić, ale Majchrzak przez wielu nazywany jest… drugim Fibakiem. Ma podobne warunki fizyczne, preferuje podobne rozwiązania na korcie. – Majchrzak jest solidnym tenisistą, regularnym, świetnie poruszającym się po korcie, także wszystko przed nim. Ale kluczowe są praca, motywacja, dyscyplina. Bo sam talent nie wystarcza – studzi emocje Fibak.
We Wrocławiu 19-letni zawodnik, który w rankingu ATP zajmuje 366. miejsce, pokazał się z dobrej strony. W pierwszej rundzie nie dał szans rok młodszemu Michałowi Dembkowi, wygrywając 6:3, 6:0. W drugiej jego rywalem była turniejowa jedynka – Ricardas Berankis (79. ATP). Dla Kamila był to drugi, karierze mecz z czołowym tenisistą ATP po ubiegłorocznym ćwierćfinale Pekao Szczecin Open z Dustinem Brownem. Podobnie jak wówczas Brown, tak teraz Berankis okazał się za mocny. Majchrzak w obu setach szybko dawał się przełamać i choć później w pojedynczych akcjach przy podaniu rywala pokazywał się z dobrej strony, to ani razu nie potrafił zagrozić Litwinowi przełamaniem. Można było jednak odnieść wrażenie, że młodemu Polakowi brakuje naprawdę niewiele, żeby z zawodnikiem pokroju Berankisa toczyć wyrównaną walkę. – Szczegółowo przeanalizuję z trenerem przebieg meczu, co było plusem, co minusem. Sądzę, że kluczem było wykorzystywanie okazji – zabrakło mi trochę doświadczenia, bo dopiero wchodzę na ten poziom rywalizacji z zawodnikami z pierwszej setki – podsumował Majchrzak.
Serwował jak huragan, postraszył faworyta
Kolejnym młodym graczem, który zwrócił na siebie uwagę dobrą grą, był Hubert Hurkacz. 18-letni wrocławianin zadebiutował w turnieju rangi challengera, ale zaprezentował się tak, jakby w podobnych zawodach występował tydzień w tydzień. Jego rywalem w pierwszej rundzie był wspomniany Berankis, zawodnik sklasyfikowany 1339 miejsc rankingowych wyżej! Na korcie różnica był znacznie mniejsza, bo choć Litwin okazał się lepszy, to wygrał po dwóch niezwykle zażartych setach. W pierwszym do rozstrzygnięcia potrzebował tie-breaka (wygrał w nim do 4), w drugim już na początku stracił podanie. Hurkacz chyba trochę się tym małym sukcesem „podpalił”, bo chwilę później sam dał się przełamać. Decydujący o przebiegu meczu okazał się 12. gem. Polak serwował, aby doprowadzić do tie-breaka, ale widać było, że zjadły go nerwy. Litwin wykorzystał drugiego meczbola i zakończył trwający godzinę i 48 minut mecz.
– Zagrałem dobry tenis, byłem bardzo skupiony i jestem zadowolony ze swojej gry. Wierzę, że za rok już mi niczego nie zabraknie – powiedział na gorąco młody wrocławianin, który w swoich planach ma teraz występ na juniorskim Roland Garros. Jeśli Hurkacz nadal będzie robił postępy w takim tempie, już wkrótce może przebojem pokonać kilkaset miejsc rankingowych. Sam deklaruje, ze na zaistnienie w ATP daje sobie dwa lata. – Myślę, że po tym czasie przestanę się już fizycznie rozwijać, więc łatwiej będzie trenować i poprawiać grę – twierdzi. W meczu z Berankisem mierzący 194 cm zawodnik zaimponował atomowym serwisem. Najmocniejsze podanie posłał z prędkością… 241 kilometrów na godzinę!
Zwroty akcji i rozczarowanie
Młodzież pokazała się we Wrocławiu z dobrej strony, ale oczekiwań nie spełniły konie pociągowe polskiej ekipy. Michał Przysiężny nie miał łatwego zadania, bo w pierwszej rundzie trafił na rozstawionego z numerem drugim Steve Darcisa. Stawiał Belgowi opór, ale ostatecznie poległ po trzech setach (6:7, 3:6, 6:7). Spotkanie mogło się podobać, nie brakowało w nim długich wymian i zwrotów akcji, które licznie zgromadzoną publiczność rozgrzały do czerwoności. W trzecim, rozstrzygającym secie przy stanie 5:5 rywal przełamał Przysiężnego i wydawało się, że jest już po meczu. „Ołówek” powtórzył jednak wyczyn przeciwnika i o losach pojedynku zadecydował tie-break. W nim Belg zwyciężył minimalnie: 7-5.
– Czułem się lepszym zawodnikiem przez cały czas. W pierwszym secie powinienem wygrać 6:4. W drugim już było wszystko dobrze i pewnie zwyciężyłem. Podobnie wyglądał początek trzeciego, ale później miałem chwilę słabości i doszło do tie-breaka. Skończyło się, jak się skończyło. Mam nadzieję, że na tyle wymęczyłem Belga, że Łukasz w drugiej rundzie sobie z nim poradzi. Zakładam bowiem, że Łukasz pewnie awansuje – podsumował Przyziężny.
Walczył z Włochem i bolącą ręką
Podobnie jak Przysiężny myślał chyba każdy kibic śledzący tego dnia zmagania w hali Orbita. Dlatego przegrana Łukasza Kubota z nikomu bliżej nieznanym Włochem Andreą Arnaboldim wprawiła wszystkich w osłupienie. 32-letni lubinianin zaczął spotkanie wzorowo. Szybko przełamał rywala z Italii i kontrolował przebieg pierwszego seta. W drugim w grze Kubota coś zaczęło zgrzytać. Znów o losach partii decydowało jedno przełamanie, ale tym razem jego autorem był Arnaboldi. O losach meczu zadecydować musiała trzecia partia. W niej najpierw za ciosem poszedł Włoch, i to on jako pierwszy uzyskał breaka, jednak niesiony wsparciem publiczności Kubot błyskawicznie odrobił straty. Do końca meczu obaj tenisiści zgodnie wygrywali gemy przy własnym podaniu. W tie-breaku szybko przewagę mini przełamania osiągnął Arnaboldi i to on zwyciężył po blisko 2 i pół godzinnym meczu.
Dla Włocha było to pierwsze zwycięstwo w turnieju rangi challengera po czarnej serii pięciu kolejnych porażek. Kubot nie poradził sobie z teoretycznie słabszym przeciwnikiem, ale rozgrzesza go uraz ręki i uporczywy ból łokcia, przez który poprosił zresztą o przerwę medyczną na początku trzeciego seta. – Nigdy nie odczuwałem takiego bólu. Jeśli okaże się, że nadal będę czuł taki dyskomfort, to zrobię sobie przerwę, aby przygotować się do Pucharu Davisa – powiedział Polak na pomeczowej konferencji. – To bardzo przykre, kiedy przegrywa się tak zacięty mecz przed własną publicznością. Trzeba jednak się podnieść i iść dalej – zakończył 32-letni tenisista.
Rewelacyjny Bośniak, Uzbek nie do zdarcia
Czarnym koniem turnieju okazał się rewelacyjny Mirza Basić z Bośni i Hercegowiny. Sensacyjny finalista do zawodów przebijał się przez kwalifikacje. Bośniak we Wrocławiu rozegrał w sumie osiem spotkań. – Jeśli jesteś zawodowym tenisistą, musisz być gotowy na takie obciążenia – mówił dziennikarzom po zaciętym półfinale, w którym pokonał faworyzowanego Berankisa. W decydującym meczu, w którym rywalem Basicia był Uzbek Farrukh Dustow, zmęczenie dało już jednak o sobie znać. Bośniak nie potrafił tego dnia zagrozić rywalowi.
Finał trwał ledwie godzinę i dziesięć minut. Dustow wygrał 6:3, 6:4 i dołożył do swojej kolekcji trzeci puchar za zwycięstwo w turnieju rangi ATP Challenger. Właściwie nie puchar, tylko statuetkę krasnala, która była nagrodą (poza czekiem na 12 250 euro) za zwycięstwo we Wrocławiu. – To był dla mnie udany tydzień. Dziękuję organizatorom i publiczności, mam nadzieję, że wrócę tu za rok – podsumował 28-latek. My również. Niech Dustow wraca do Wrocławia, niech turniej odbywa się cyklicznie – nasze miasto zasługuje na tenisowe spektakle na najwyższym poziomie.
RAZ


źródło: brak danych


Proste pytanie: 5 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.