Wielka piłkarska rodzina

Na przedostatnią wyprawę w ramach cyklu reportażowego pt. „Na własne oczy”, Maciej Piasecki wybrał się do najmniejszego dolnośląskiego miasta, mającego ponad siedmiusetletnią historię. W liczących niespełna cztery tysiące mieszkańców Prochowicach jest klub piłkarski, który stał się prawdziwą dumą całego miasteczka. – Każdy mecz jest dla nas dużym przeżyciem i wyzwaniem. Nie mamy jednak kompleksów przez pojedynkami z zespołami, które wywodzą się z większych miast. Jest w nas szacunek do przeciwnika, ale również sportowa złość i ambicja – mówi trener Prochowiczanki Jarosław Pedryc.

Gdyby niespełna dwa lata temu ktoś powiedział, że Prochowice będą miały swoją drużynę w III lidze, z pewnością zostałby wzięty za wyjątkowego optymistę. Prochowiczanka znajdowała się bowiem w dolnych rejonach czwartej ligi, i – mówiąc wprost – drżała o ligowy byt. W styczniu 2010 roku do klubu po wojażach w Miedzi Legnica i Polonii/ Sparcie Świdnica, powrócił rodowity prochowiczanin – Jarosław Pedryc. – W 2010 roku zespół nie wyglądał zbyt dobrze. Potrzebne były lekkie zmiany, które dały dobry efekt – wspomina prawdziwa legenda Prochowic. Trener Pedryc poukładał zespół, spokojnie utrzymał w IV lidze, a rok później… wywalczył awans!


Wracając do mojej wyprawy. Po blisko godzinnej podróży z Wrocławia wylądowałem w Prochowicach . – Jak jest ta szkoła, to prosto, i za nią jest stadion naszej Prochowiczanki. Tylko niech pan dobrze napisze, bo to nasza duma! (śmiech) – pogroził z przymrużeniem oka, jeden z mieszkańców. Minąłem zatem placówkę i podążyłem ulicą Warszawską. Nazwa – jak się okazało – nieprzypadkowa, ponieważ niektóre z tamtejszych domków jednorodzinnych, sprawiały wrażenie rodem tych ze stolicy. Wreszcie zza pokaźnych posesji, wyłonił się stadion Prochowiczanki. 

O, to pan. Czekałem właśnie na pana. Proszę się rozejrzeć, tak ten nasz stadion wygląda – powitał mnie opiekun obiektu. Znajduje się tam płyta główna, boczna oraz budynek klubowy. Patrząc na zadaszoną część trybun miałem jednoznaczne skojarzenia z wrocławską trybuną przy ul. Oporowskiej – zachowując rzecz jasna, wszelkie proporcje. Na miejscu czekał również trener Pedryc, który na wstępie wyjaśnił, że miał dzisiaj nieco bliżej na stadion, aniżeli ja. – Mieszkam sto metrów od obiektu, także daleko nie miałem (śmiech). Zapraszam do naszego odnowionego budynku klubowego – wskazał drogę, otwierając drzwi siedziby klubu.


Można odnieść wrażenie, że zarówno budynek, jak i stadion, jest optymalny na potrzeby klubu. Co jednak ciekawe i rzadko spotykane, w budynku oprócz szatni, i kilku gabinetów, mieści się również… sala. Mowa tutaj o miejscu, w którym oprócz ćwiczeń drużyny (w mniejszym, bądź większym stopniu), organizowane są również wesela, chrzciny, itp. – Miasto jest naszym głównym sponsorem, dużo nam pomaga. Resztę musimy sobie wypracować, poprzez pomoc oddanych i zaufanych ludzi oraz właśnie między innymi dzięki wynajmowaniu naszej sali na różne zabawy. Wszystko po to, aby szukać tych pieniędzy, potrzebnych do normalnego funkcjonowania – przekonywał Pedryc. Po przedstawieniu większości pomieszczeń oraz pamiątkowych tablic (m.in. z ubiegłego sezonu i zwycięstwa w IV lidze oraz sparingu na Dialog Arenie z Zagłębiem Lubin), pozostało już tylko zasiąść z trenerem Prochowiczanki do rozmów.

Tematów było wiele, niekoniecznie stricte piłkarskich. – Sądzę, że w Prochowicach nasz klub jest jedną z największych atrakcji. Mecze drużyny przyciągają na stadion kilkaset osób – opisywał Pedryc. Patrząc na samą organizację klubu, odniosłem wrażenie, że tego typu punkty na mapie są po prostu jedną wielką piłkarską rodziną. – Wychodząc w poniedziałek po „Słowo Sportowe”, na naszy prochowickim ryneczku jest już grupa ludzi, która dyskutuje, wymienia poglądy, jak zespół zagrał. Czy dobrze, czy źle. Przez to, albo się cieszą, albo smucą. Nie da się ukryć, że piłka nożna jest ważnym elementem życia społeczności prochowickiej – przyznał trener Prochowiczanki, dodając przy tym. – Mamy również ciągłość. Juniorzy, trampkarze, młodzicy i żaki. Dojeżdżają do nas również chłopcy z pobliskich wiosek. Prowadzimy drugi rok Piłkarską Akademię, gdzie są dziesięcioletni chłopcy. Kiedy odbywają się treningi wszystkich zespołów, to łącznie na stadionie można zobaczyć 100 osób. Zliczam młodzież, dzieci, seniorów oraz ludzi związanych z klubem. To życie piłkarskie tutaj po prostu tętni.


Patrząc na ligową tabelę nie jest już jednak tak wesoło. Prochowiczanka rozpoczęła od mocnego uderzenia i zwycięstwa 3:0 nad Ilanką Rzepin, ale im dalej w las, tym coraz trudniej było o jakiekolwiek zdobycze punktowe. – Wszystko zaczęło się od meczu z Motobi, zresztą wygranego przez nas. To był koniec dobrej i początek złej passy meczów bez zwycięstwa. Uważam jednak, że w tych meczach, nie byliśmy zespołem słabszym. Zabrakło nam przede wszystkim zimnej krwi pod bramką przeciwnika. Niejednokrotnie mieliśmy więcej sytuacji, niż rywal. Faktem jest jednak, że drużyny takie, jak Oława czy Świdnica, są zespołami już bardziej renomowanymi. Takie zespoły już wiedzą, jak grać w tej lidze. To ich cwaniactwo pozwoliło na zdobycie z nami kompletów punktów – wyciągał wnioski z ligowej zadyszki Pedryc. Na koniec Prochowiczanka złapała jednak głębszy oddech, zwyciężając w meczu o – co najmniej – sześć punktów, Bielawiankę Bielawa. – Faktycznie, to zwycięstwo 2:1 z Bielawą, pozwoliło nam się podnieść przed nadchodzącą wiosną – zauważył trener Prochowiczanki. 

Jak będzie wyglądała runda wiosenna? Czas pokaże. Beniaminek z Prochowic z pewnością będzie walczył od pierwszej do ostatniej minuty, o czym przekonują niemal wszyscy związani z klubem. Na koniec opiekun Prochowiczanki zabrał mnie na krótką wycieczkę po mieście. „Na własne oczy” zobaczyłem dawną Garbarnię, prochowicki zamek oraz rynek. Dodatkowo trener Pedrycz opowiedział o dawniejszych czasach Prochowic. – Kiedyś były tu naprawdę potężne zakłady. Obecnie pozostała już tylko nazwa po słynnych pasztetach prochowickich. Paradoksalnie zostały one przeniesione i teraz produkowane są w Szczecinie, więc już tylko marka pozostała. Czasem się jeszcze zdarza, że starsi kibice nazywają nas… pasztetami z Prochowic (śmiech) – anegdotycznie przedstawiał szkoleniowiec beniaminka. I na koniec sportowa pointa, ażeby zrozumieć, o co Prochowiczanka zagra wiosną. – Mamy potencjał na miano solidnej drużyny, środka tabeli. Wierzę to, że w III lidze nie będziemy zespołem na jeden sezon i staniemy się stabilnym zespołem, który da sobie radę na tym poziomie pod względem sportowym i organizacyjnym – zakończył z nadzieją oraz uśmiechem Jarosław Pedryc.

Na własne oczy

Piłkarze wrócili do treningów, karuzela transferowa powoli się rozkręca, a redaktor Maciej Piasecki pomału dociera do końca cyklu „Na własne oczy”. Ostatnią reportażową trójkę otwiera Motobi Bystrzyca Kąty Wrocławskie.

Na własne oczy

To już piąta odsłona cyklu reportażowego redaktora Macieja Piaseckiego pod tytułem „Na własne oczy”. Tym razem nasz dziennikarz odwiedził Ząbkowice Śląskie.

Na własne oczy

Z noworocznymi odwiedzinami w ramach cyklu reportażowego „Na własne oczy” redaktor Maciej Piasecki wybrał się na wizytację do Świdnicy. W tym, jakże bogatym w historię mieście, swoją siedzibę ma Polonia, która plasuje się na szóstej pozycji w tabeli III ligi dolnośląsko-lubuskiej.

Radomski w Świdnicy

Świdnicka Polonia nowy rok rozpoczęła z nowym dyrektorem ds. organizacyjnych i prawnych.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij