Turniej finałowy dla Trefla Gdańsk!

, poniedziałek, 29 stycznia 2018

Trzeci rok z rzędu końcówka stycznia należała siatkarsko do Wrocławia. W Hali Stulecia odbył się bowiem turniej finałowy o Puchar Polski. Frekwencyjnie i organizacyjnie można mówić o sukcesie, sportowo też było ciekawie. Ostatecznie górą niespodziewanie Trefl Gdańsk, który najpierw ograł mistrza ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle, a w finale poprawił wygraną w trzech setach nad wicemistrzem – PGE Skrą Bełchatów.

avatar
W Hali Stulecia kibice dopisali. Na niedzielnym finale ciężko było wcisnąć gdzieś szpilkę (fot. M. Piasecki)

Zanim jeszcze na dobre rozpoczęło się granie w Hali Stulecia, w piątek odbyło się spotkanie w hotelu Radisson Blu. Celowo podkreślamy hasło „spotkanie”, nie była to bowiem typowa konferencja. Wygodne kanapy, do tego nieco luźniejszy klimat… Aż chciałoby się przyznać, że to bardziej przypominające spotkanie „po” niż „przed”. Na miejscu pojawiły się PGE Skra Bełchatów i ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – w większym gronie. Do tego skromna delegacja z Gdańska i cisza po stronie warszawskiej. Trochę dziwne, w końcu ONICO raczej jest ekipą, która stara się być blisko mediów, ażeby też zbudować odpowiednio swoją markę po retuszu – wcześniej bowiem była to ekipa AZS Politechniki Warszawskiej. Najważniejsza wiadomość ze spotkania? Brak rozgrywającego Grzegorza Łomacza. PGE Skra straciła swojego siatkarza na ostatnim treningu przed wyjazdem do Wrocławia. Diagnoza nie pozostawiła wątpliwości, uszkodzenie więzadła pobocznego piszczelowego. – Zdrowie potrzebne jest każdemu zawsze i wszędzie. Niestety, mi nie dopisało przed jednym z najważniejszych momentów w sezonie. Bardzo mocno nastawiałem się na ten turniej, podobnie jak cała drużyna. Dalej chcemy zdobyć trofeum, moja kontuzja nic tu nie zmienia. Żałuję, że nie pomogę chłopakom na boisku, ale wiem, że dadzą radę. To silna ekipa – przyznał Łomacz na łamach oficjalnego serwisu internetowego PGE Skry. Swoją szansę dostał zatem Marcin Janusz, którego występy w PlusLidze na przestrzeni ostatnich lat można określić jako… epizodyczne. Aczkolwiek na koniec turnieju wyróżniono drugiego zazwyczaj rozgrywacza nagrodą dla najlepszego na swojej pozycji. Inna sprawa, czy słusznie, ale to już zostawmy. Oprócz Mariusza Wlazłego, Pawła Zatorskiego, Kacpra Piechockiego czy trenera Andrei Gardiniego, obecni byli także przedstawiciele instytucji bardziej wrocławskich. Zadowolony był prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosław Wachowiak: – Cieszę się, że mamy okazję organizować po raz trzeci taki turniej. Wiemy też, że organizacja we Wrocławiu jest wysoko oceniana. Podziękowania należą się  prezesowi PLPS Arturowi Popce, który zdecydował się na organizację właśnie w stolicy Dolnego Śląska. Dodatkowo władzom samorządowym, ich wsparcie, na ręce pana prezydenta Rafała Dutkiewicza, bo to też jest bardzo istotne. Mam nadzieję, że siatkarze zobaczą bardzo dużo dobrego w Hali Stulecia, historycznym obiekcie. I w zamian za to oddadzą kibicom to co najpiękniejsze, siatkówkę na najwyższym poziomie – mówił szef DZPS i przy okazji wiceprezes PZPS. Zapytany o ubiegłoroczną deklarację, że w 2018 roku we Wrocławiu zobaczymy reprezentację Polski w rozgrywkach Ligi Światowej (a już wiadomo, że nie zobaczymy), po chwili namysłu, przyznał: – Są prowadzone takie rozmowy, żeby to się powiodło. Przyznam szczerze, że w roku 2018 się nie udało, ale w kolejnym, jest to realne, żeby wrócić do dobre tradycji, choć jednego meczu reprezentacji w Hali Stulecia. Jestem dobrej myśli, że Liga Światowa wróci do Wrocławia – powiedział Wachowiak. Obecny był także dyrektor Biura Sportu i Rekreacji Urzędu Miasta Wrocławia Piotr Mazur. – Urząd Miejski jest zawsze zainteresowany wsparciem takiej imprezy i klubów sportowych. Czy to Impela czy Gwardii Wrocław. Pokazujemy, że to jest dla nas istotne. Chcemy, żeby w tych najpopularniejszych dyscyplinach sportu Wrocław istniał na mapie Polski. Oczywiście, samo finansowanie z miasta nie jest wystarczające do walki o najwyższe cele, chociażby te ligowe. Tutaj widzę trochę problemu. Z roku na rok to się co prawda zmienia. Są lata lepsze, są gorsze. Np. żużlowcy mają bardzo dobrze dopięty budżet, mają świeżo wyremontowany stadion, a z drugiej strony, siatkarki po utracie głównego źródła finansowania, mają nieco gorzej. My bierzemy to pod uwagę, pomagamy po to, żeby w tym wypadku – utrzymać ten zespół siatkarek. A to wszystko po to, żeby biznes, kibice spowodowali, że wrócą na ten wysoki poziom – rozgadał się Mazur, choć trzeba przyznać, w słusznej sprawie. Zapytany o koszty imprezy po stronie wrocławskiego UM, dodał: – To jest dotacja w wysokości 500 tysięcy złotych. Są to środki, które idą na pokrycie strony organizacyjnej. Na wynajęcie Hali Stulecia, na jej przygotowanie, spełnienie wszystkich wymogów, które stawia przed nami ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych. I taką dotację, ponownie w tej samej wysokości, przekazujemy związkowi i w zamian mamy taką świetną imprezę i promocję siatkówki we Wrocławiu – rozliczył Mazur.

MACIEJ PIASECKI

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 0 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.