Trzej przyjaciele z boiska

W życiu człowieka przychodzi taki moment, kiedy z pilnego ucznia sam staje się nauczycielem. Nie inaczej jest z piłkarską karierą. O naszych bohaterach kiedyś mówiono w perspektywie budowania wielkiego Śląska Wrocław. Teraz wiodą spokojny żywot… we wrocławskiej klasie okręgowej.

Rafał Lis, Krzysztof Szewczyk i Robert Rosiński. Niegdyś bronili barw takich klubów, jak Śląsk Wrocław, Legia Warszawa, czy Zagłębie Sosnowiec. Czasu się jednak nie cofnie. Teraz panowie Lis, Szewczyk i Rosiński kontynuują swoją przygodę z piłką wyłącznie dla przyjemności. – Tak naprawdę, kończąc kontrakt w Śląsku Wrocław, nie szukałem zawodowego grania. Przyzwyczaiłem się dość szybko. Nie było z tym większego problemu. Obecnie piłka nożna jest już dla mnie bardziej przyjemnością niż pracą. Można powiedzieć jest to bardziej hobby – mówi Krzysztof Szewczyk. Podobnie o swojej obecnej sytuacji piłkarskiej wypowiada się były obrońca m.in. Polaru Wrocław Rafał Lis: – To przyjemność, a nie profesjonalne granie. Traktuję piłkę nożną jako swoją pasję. Dodatkowo mieszkam niedaleko, co też jest niewątpliwy atutem gry w Odrze Sadków. Na tym etapie mojej przygody z piłką jest to dla mnie optymalna liga.


Mała liga – duże problemy

Euro 2012 za pasem. Pospolite ruszenie trwa. W największych polskich miastach stadiony rosną niczym grzyby po deszczu. Problemy niższych lig pozostają jednak ciągle bez echa. W oczach tytułowej trójki niektóre wyprawy na boiska rywali urastają wręcz do rangi anegdotycznej. – Tak się wydarzyło, że trafiłem do Brzegu Dolnego. Jeśli chodzi o zaplecze organizacyjne, to nie mamy na co narzekać. W Brzegu Dolnym warunki do gry są odpowiednie. Kiedy jednak pojedzie się na spotkania wyjazdowe, czasem można doznać szoku. Mówię tutaj o tych podstawowych brakach, takich jak chociażby brak szatni. Podkreślam jednak – są wyjątki – opowiada Szewczyk. Jednak nie taki diabeł straszny, jak go malują. Według Rafała Lisa z biegiem czasu można przyzwyczaić się do nowych ligowych realiów: – Na początku z pewnością nie było łatwo. Bardziej chodziło jednak o kwestie anomalii, jakie można było spotkać tu i tam. Człowiek z czasem się jednak przyzwyczaja. Zresztą sądzę, że jest to indywidualna kwestia każdego z doświadczonych zawodników, przenoszących się do mniejszych klubów. Ja nie mam wielkich wymagań, tak że dużo łatwiej było mi się przyzwyczaić. Teraz, kiedy minęły 4 lata, uważam, że przeszedłem płynnie przez zmianę poziomu rozgrywek.


Piłkarz znany i lubiany…

Piłkarski dorobek każdego z nich wzbudza szacunek wśród przeciwników. Na mniejszych stadionach kibice rozpoznają ich nazwiska bez problemu: – Większość zdaje sobie sprawę, kim jestem. Padały pytania od kolegów odnośnie gry w ekstraklasie czy występów w warszawskiej Legii. Nie wyczuwałem jednak, żebym był traktowany w zespole jak gwiazda. Kibice również o mnie pamiętają. Często spotykam się z okrzykami pod moim adresem, podczas spotkań. Na szczęście najczęściej są to pozytywne reakcje – mówi Szewczyk. Mimo bogatej przeszłości, Robert Rosiński pozostaje skromnym człowiekiem: – Gwiazdą nigdy nie byłem i nie będę. Trener Szaliński tłumaczy młodszym zawodnikom, aby podpatrywali tych bardziej doświadczonych, takich jak ja czy Krzysiek Szewczyk. W końcu to oni wejdą na nasze miejsce, kiedy przyjdzie nam zakończyć profesjonalną karierę. Z biegiem czasu młodzi zawodnicy powinni wyuczyć się nawyków, o których wspominałem. Szacunek jest z pewnością. Pytania również. Ale bez nadmiernego kultu mojej osoby. Pomocnik KP Brzeg Dolny zwraca jednak uwagę na inny czynnik, który jest nader widoczny na niższym poziomie rozgrywkowym: – Z pewnością widać różnicę, którą ciężko jest przeskoczyć. Kiedy przykładowo zagram piłkę w ciemno do partnera, nie ma nawyku wyjścia na pozycję. To takie czysto piłkarskie nawyki, które na wyższym poziomie są automatyczne. Tutaj potrzeba sporo pracy, żeby wyuczyć pewne zachowania. I przyznam szczerze, trudno się temu dziwić.


Plany na przyszłość

Życie toczy się dalej. Rafał Lis już kilka lat temu zdecydował się rozpocząć przygodę z trenerką. – Paradoksalnie, zdarzają się coraz częściej sytuacje, w których przychodzi mi się mierzyć na boisku z… własnymi podopiecznymi. Wszystko przez to, że trenowałem młodych zawodników jeszcze w Śląsku Wrocław. Spotkanie na boisku z takimi młokosami skłania do refleksji, czy nie przyszedł czas na zawieszenie butów na kołku. Zawsze pozostanie jeszcze gra w oldbojach. Tam jestem jednym z najmłodszych, więc odbijam sobie różnice wiekową z nawiązką – śmieje się zawodnik. Robert Rosiński również wiąże swoją przyszłość z ławką trenerską. – Kiedy zdecydowałem się na grę na niższym poziomie rozgrywkowym, założyłem sobie, że będę pomagał młodszym zawodnikom. Młodzież powinna zobaczyć, jak wygląda zawodowy sport. W tej chwili mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że jest to mój priorytet. Zrobiłem już potrzebne uprawienia UEFA, aby kontynuować przygodę z piłką, tym razem w roli trenera.


Zmiana pokoleniowa

Jako doświadczeni piłkarze, nasi bohaterowie zabrali głos w sprawie młodych adeptów futbolu w naszym kraju. – Młodym zawodnikom polecam przede wszystkim ciężką pracę. Ćwiczcie poszczególne elementy piłkarskiego kunsztu, aby później wybić się wyżej. Mistrzostwa świata najlepiej pokazały, że 20 lat to jest już dużo. W tym wiekuna świecie można być podstawowym piłkarzem danej reprezentacji czy czołowego klubu europejskiego. Jedyny problem to niepokojąca tendencja, wśród młodych zawodników: w wieku 20 lat dochodzą do wniosku, że są w pełni ukształtowanymi piłkarzami. Kiedyś sama możliwość przebywania w szatni z bardziej doświadczonymi piłkarzami, była nobilitacją dla młodych. Teraz nieco inaczej to wygląda. Rafał Lis zwraca uwagę bardziej na zmianę pokoleniową, a co za tym idzie, również wychowawczą: – Czasy się zmieniły. Teraz wychowanie idzie w nieco inną stronę. Młodzi powinni zrozumieć, że gra w ligach takich jak okręgowa jest dla nich szansą. Niestety, najczęściej młody zawodnik kontakt z klubem zaczyna od pytania o finanse. Tak nie powinno być. Najpierw trzeba sobie zapracować na to, aby zdobyć szacunek przeciwnika na boisku. Uczcie się, bo jest od kogo!

Urodziny Odry Wrocław

Dla wielu piąte urodziny to zamierzchła przeszłość. Dla Odry Wrocław to powód do dumy.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij