Teraz albo nigdy

To właśnie Ireneusz Mamrot ma być gwarancją awansu Chrobrego Głogów do II ligi. Trener kojarzony przede wszystkim z Polonią Trzebnica obrał nowy kierunek na piłkarskim szlaku. Czy małżeństwo z Chrobrym okaże się dla Mamrota długotrwałym związkiem? 

Kiedy ostatni raz rozmawialiśmy, Ireneusz Mamrot właśnie osiągnął status bezrobotnego. Teraz jest już w wygodnym fotelu lidera III ligi, w roli trenera Chrobrego Głogów. Jak więc smakuje świąteczny karp przyrządzony po głogowsku?

IRENEUSZ MAMROT: Smakuje tak samo (śmiech). Święta to czas, który spędziłem z rodziną, która jest najważniejsza. Cały rok człowieka nie ma w domu, bo najczęściej coś zawsze wypadnie. Dlatego ten okres jest szczególny. Nie ma mowy o zmęczeniu. Myślami krążyłem gdzieś w okolicach Głogowa, ale przede wszystkim wreszcie odpocząłem.

Wspomnienia w Głogowie co do pańskiej osoby nie są jednak różowe. Okazuje się bowiem, że na cztery pojedynki przeciwko Chrobremu Ireneusz Mamrot wyszedł zwycięsko… czterokrotnie.

– Przyznam szczerze, że Chrobrego widziałem wielokrotnie w akcji. Ze wszystkich drużyn chyba najczęściej. W pojedynkach przeciwko głogowskiej drużynie wszyscy zawsze mocno się spinają. Mecze moich poprzednich zespołów z Chrobrym zawsze stały na odpowiednim poziomie. Ostatecznie kończyło się szczęśliwie dla mnie. Teraz stoję po stronie marki Chrobry.


Istnieje coś takiego, jak „marka Chrobry”?

– Sądzę, że tak. Wiem, jak moi chłopcy podchodzili do spotkań z głogowianami. Były to szczególne spotkania, na które mobilizacja była wyjątkowa. Teraz jestem po drugiej stronie barykady. Trzeba będzie udźwignąć ciężar odpowiedzialności i sporej presji. Każda strata punktów spowoduje, że poczujemy oddech rywali. Nie możemy podejść do żadnego przeciwnika bez należytego szacunku. Takie warunki do pracy, to dla Pana coś nowego. W porównaniu z Trzebnicą, teraz pozostaje skupienie na kwestiach czysto sportowych.

Będzie łatwo wejść w nowy, nieco inny tryb pracy?

– W Głogowie to wszystko inaczej wygląda. Faktycznie – trzeba się będzie przystosować do nowych warunków. Zacisnę zęby i dam radę (śmiech). Mówiąc jednak serio, wiadomo, jakie realia były w Trzebnicy. Chciałbym podkreślić jedną bardzo ważną rzecz. W Trzebnicy mimo wielu trudności pracowało mi się świetnie. Po prostu realia klubu były takie, a nie inne i ciężko było przeskoczyć pewną barierę. Teraz mogę się skupić wyłącznie na sferze sportowej. Każdy odpowiada w klubie za swoją działkę. Na pewno to jest wielki plus. W Trzebnicy nikt nie wymagał cudów. Tutaj trzeba osiągnąć cel, ponieważ są ku temu odpowiednie warunki.


I tutaj pojawia się kwestia kontraktu…

– Nie chciałbym mówić o szczegółach…

To zapytam inaczej – bez awansu ciężko będzie zostać w zespole?

– Bardzo trafnie ujęte (śmiech). Zwyczajnie podjąłem ryzyko. Mogłem pracować w Trzebnicy jeszcze ładnych parę lat. Nie przeskoczyłbym jednak pewnego poziomu, a przez to przestałbym się rozwijać. Trzeba sobie założyć w życiu jakiś cel. Postawiłem wszystko na jedną kartę – albo się uda, albo nie. Gdybym odrzucił ofertę z Głogowa, to pewnie przez całe życie zastanawiałbym się, co by było, gdyby…

A tak znalazł się Pan w piłkarskim eldorado.

– Prawie (śmiech). W ciągu całej swojej przygody zarówno jako piłkarz, jak i trener – nie miałem lepszych warunków do pracy. Jeśli chodzi o czasy grania, to wtedy były inne realia. Najlepszy przykład to choćby współpraca z fizjologiem. Kiedyś nie było o tym nawet mowy. Widać, że Chrobry kilka ładnych lat spędził na zapleczu ekstraklasy. Tutaj jest inne zapotrzebowanie na futbol – przez co wymagania też są większe.


Pompowanie balonu na siłę jednak nie ma sensu. Podoła Pan misji wprowadzenia Chrobrego do II ligi?

– Gdybym nie wierzył w powodzenie powierzonego mi zadania, to bym się tego zwyczajnie nie podjął. Nie znam trenera, który pesymistycznie podchodzi do nowego wyzwania. Dzisiaj jestem optymistą i wierzę, że cel, który został przede mną postawiony, zostanie zrealizowany. Wiem też, że nikt się przed nami na boisku nie położy i w każdy mecz trzeba włożyć 100 procent zaangażowania.

Skoro optymizm, to pytanie o personalia. Na papierze jesteście najsilniejsi w III lidze. Są jednak pewne braki w niektórych formacjach…

– Problem jest z atakiem. Zostaliśmy z jednym napastnikiem Łukaszem Ochmańskim. Dlatego prowadzimy rozmowy z kilkoma zawodnikami, którzy pod koniec przyszłego tygodnia powinni do nas dołączyć. Chciałbym już od pierwszego treningu mieć do dyspozycji kadrę, która przystąpi do rundy wiosennej.

Rozumiem, że to zawodnicy, których dobrze znamy z Trzebnicy?

– Dopóki sprawa nie zostanie dopięta, nie mogę nic powiedzieć. Chodzi o bramkarza, obrońcę i napastnika. Kiedy ich pozyskamy, kadra będzie już dopięta.

To może spróbować jeszcze odkurzyć Radosława Kałużnego? Właściwie to co się teraz dzieje z byłym reprezentantem Polski?

– Radek Kałużny został dyrektorem sportowym, więc będzie miał inne obowiązki w klubie. Odpowiada między innymi za transfery, do tego dochodzą jeszcze obowiązki przy klasie sportowej i wiele innych. Ciężko by było do tego dołożyć jeszcze regularne treningi. Myślę więc, że temat gry Radka Kałużnego schodzi na dalszy plan.


I na koniec rozwiązanie zagadki, co dzieje się na linii trener Mamrot – trener Wielgus. Czy współpraca tych dwóch panów jest bezproblemowa, czy może gdzieś w głowie byłego trenera siedzi żal, że nie dostał szansy samodzielnego prowadzenia zespołu do końca sezonu?

– Z Jarkiem Wielgusem znamy się od lat. To nie ja podjąłem decyzję, że zostaję pierwszym trenerem Chrobrego. Nasze relacje i kontakty są pozytywne i szczere. Jako asystenta jego wiedza jest nieoceniona. Zna ten zespół od podszewki. Powiedziałem mu ostatnio: Wiesz co, Jarek. ty i tak w końcu zostaniesz trenerem Chrobrego (śmiech). On jest tu już wiele lat i w przyszłości z pewnością będzie tu pracował. Póki co, ja mam takie plany. I niech tak pozostanie jak najdłużej.

IRENEUSZ MAMROT

Ur. 13.12.1970. Kluby (jako piłkarz): Polonia Trzebnica, Pogoń Oleśnica, Polar Wrocław, Rokita Brzeg Dolny, KP Brzeg Dolny, Dąbroczanka Pępowo, KS Łozina. Kluby (jako trener): Wulkan Wrocław, Polonia Trzebnica, Chrobry Głogów.

Na własne oczy

To już piąta odsłona cyklu reportażowego redaktora Macieja Piaseckiego pod tytułem „Na własne oczy”. Tym razem nasz dziennikarz odwiedził Ząbkowice Śląskie.

Na własne oczy

Z noworocznymi odwiedzinami w ramach cyklu reportażowego „Na własne oczy” redaktor Maciej Piasecki wybrał się na wizytację do Świdnicy. W tym, jakże bogatym w historię mieście, swoją siedzibę ma Polonia, która plasuje się na szóstej pozycji w tabeli III ligi dolnośląsko-lubuskiej.

Radomski w Świdnicy

Świdnicka Polonia nowy rok rozpoczęła z nowym dyrektorem ds. organizacyjnych i prawnych.

Na własne oczy

Na świąteczną odsłonę cyklu reportażowego „Na własne oczy” Maciej Piasecki zaprasza do Dzierżoniowa. Swoją siedzibę ma tam trzecia w ligowej hierarchii Lechia.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij