Śląsk Wrocław pokonał Zagłębie Lubin w doliczonym czasie gry!

Monika Pelc, poniedziałek, 27 listopada 2017

40. ekstraklasowe derby Dolnego Śląska dla wrocławian! Jedynego gola dla WKS strzelił w doliczonym czasie gry debiutant Mathieu Scalet, który na boisku pojawił się w... 90. minucie. Trener Jan Urban powołał 20-latka do kadry pierwszego zespołu zaledwie trzy dni temu, bo nie mógł skorzystać z aż dziewięciu piłkarzy podstawowego składu.

avatar
Fot. K. Pączkowska

Zagłębie Lubin wygrało ostatni ligowy mecz półtora miesiąca temu. Śląsk w sześciu ostatnich spotkaniach tylko raz podniósł z murawy komplet punktów. To oznaczało, że niedzielne derby były nie tylko okazją do utarcia lokalnemu rywalowi nosa, ale także do tego, żeby przynajmniej na chwilę zapomnieć o kryzysie. A ten o wiele większy jest w drużynie ze stolicy Dolnego Śląska. Trener Jan Urban nie mógł tego dnia skorzystać z aż dziewięciu piłkarzy. Złożyły się na to ciężkie kontuzje oraz wykluczenia za kartki, które w ostatnim przegranym we Wrocławiu z Arką 1:2 meczu otrzymali jego zawodnicy. Sytuacja, w której znalazł się WKS, stała się tak dramatyczna, że szkoleniowiec musiał posiłkować się powołaniem do rozgrywek ekstraklasy aż czterech piłkarzy z młodzieżowych drużyn WKS-u, a byli to: Sebastian Bergier, Mathieu Scalet, Paweł Kucharczyk i Maciej Buławski. – W naszym przypadku słabiej gramy na wyjeździe, ale u siebie potrafimy grać dobrze w piłkę. Sami narobiliśmy sobie bigosu, przegrywając z Arką. Zagłębie zaś zaczęło sezon bardzo dobrze, ale teraz już tych wyników nie ma ciekawych. My z kolei mamy problemy kadrowe. To są jednak derby. W derbach nie ma zmiłuj. Niezależnie od sytuacji trzeba grać o zwycięstwo. Niektórzy przebąkują, że remis byłby dobry. Nie. Będziemy walczyć o zwycięstwo. Gramy u siebie i nie ma innej opcji. Przed nami jeszcze pięć spotkań w tym roku i niesamowicie ważne punkty do zdobycia – mówił przed spotkaniem Urban. Słowa szkoleniowca o walce Śląska o zwycięstwo wydawały się żartem. Natomiast dziwiło to, że w derbach po raz pierwszy w tym sezonie szansę na ligowy występ między słupkami otrzymał Słowik. Wrąbel może nie popisał się przy stracie drugiej bramki w ostatnim spotkaniu, ale fatalnie także nie bronił. Zagłębie w takiej sytuacji stało się murowanym faworytem do wygranej w pojedynku odwiecznych rywali. Nawet jeśli w ostatnim czasie ekipa Piotra Stokowca przeżywała trudniejszy okres. Trzeba przecież przypomnieć, że była w tym sezonie przez jakiś czas (co prawda krótki, ale jednak) nawet liderem tabeli, pokonując rewelację rozgrywek, Górnika Zabrze. Przyszedł jednak kryzys, a Stokowiec zaczął nawet eksperymentować ze składem, wpuszczając w ostatnim meczu z Koroną Andrzejczaka, który na ekstraklasowym boisku pojawił się po raz pierwszy od trzech lat. Na derby wrócił jednak już Balić, ale Jacha nie było nawet w „osiemnastce”. Odniósł kontuzję.

Co za końcówka!

Szczególnie w początkowej fazie pierwszej połowy Zagłębie grało bez wyrazu, niemrawo, ale też o Śląsku nie można pisać w superlatywach. Długo trzeba było czekać na pierwszą groźną okazję, bo aż do 19. minuty, a stworzyli ją gospodarze. Madej zagrał na prawe skrzydło do Riery, ten świetnie dośrodkował, ale Piech fatalnie spudłował głową i piłka zamiast zatrzepotać w siatce, przeleciała obok słupka. I dopiero od tej pory zaczęły pojawiać się kolejne okazje, tym razem dla gości. Piłkę w polu karnym otrzymał Świerczok, który łatwo zwiódł Celebana, jednak uderzył za słabo, żeby zaskoczyć Słowika. A jeśli ktoś się zastanawiał czy rezerwowy bramkarz zielono-biało-czerwonych zardzewiał na ławce, czekając na swoją szansę, to szybko otrzymał negatywną odpowiedź. Jagiełło zacentrował piłkę spod linii końcowej na szósty metr, akurat na wprost bramki, gdzie stał niepilnowany Woźniak. Strzelił, a tę próbę fantastycznie obronił Słowik. Ta okazja była lepsza niż rzut karny i to po prostu musiał być gol. Piłkarze Zagłębia na czele ze swoim trenerem tylko łapali się za głowy. Chwilę wcześniej Woźniak miał inną świetną okazję. Po serii dośrodkowań w pole karne Śląska, piłka spadła w końcu przed szesnastkę. Woźniak nie zastanawiał się zbyt wiele i przymierzył, a futbolówka przeleciała o milimetry obok spojenia słupka z poprzeczką. Po zmianie stron powtórzyła się historia sprzed przerwy, czyli oczekiwanie na groźną akcję. Tym razem jednak nie Śląsk, a Zagłębie jako pierwsze ją sobie wypracowało. Po prawej stronie piłką wymieniali się Jagiełło z Czerwińskim, w pole karne po ziemi podawał ją ten drugi, a strzelał Czerwiński, ale tego dnia nie było mu dane zdobyć dziesiątego gola w sezonie. Pod drugą bramką wymarzoną sytuację miał Pich. Zawdzięczał ją Madejowi, który ze środka pola dośrodkowywał piłkę za linię obrońców. Tam już czekał Słowak, po którego strzale głową piłka trafiłaby do bramki, gdyby nie instynktowna interwencja Polacka. Swoją szansę miał też Robak, czekał na nią do 87. Minuty. Piłka po jego strzale utknęła jednak w rękawicach bramkarza Zagłębia. Nie był to też finezyjny czy trudny strzał, bo piłka leciała wprost w golkipera. Jeszcze w podstawowym czasie gry okazję miał Woźniak. To powinien być jego trzeci gol w meczu, a tymczasem po raz trzeci okazał się bezsilny wobec losu. Tym razem fatalnie spudłował. Kiedy już wydawało się, że derby zakończą się bezbramkowym remisem, stało się coś niemożliwego. Scalet, piłkarz występujący na co dzień w rezerwach Śląska, pojawił się na murawie, i po chwili strzelił gola na wagę trzech punktów. Wykończył dośrodkowanie z rzutu wolnego. Być może nazwisko tego gracza nie jest szerzej znane. Jest ofensywnym zawodnikiem, który w bieżącym sezonie IV ligi ma już 8 bramek na swoim koncie i dołożył do tego 6 asyst. Najważniejszą w swoim życiu zdobył jednak w niedzielę.

 

ŚLĄSK WROCŁAW –

ZAGŁĘBIE LUBIN 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Scalet (90+5). Żółte kartki: Celeban oraz Jagiełło, Balić, Kopacz. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów: 10057.

ŚLĄSK: Słowik – Poprawa, Tarasovs, Celeban, Pich – Piech, Vacek, Srnić (79 Łyszczarz), Madej (90 Scalet) – Robak, Riera.

ZAGŁĘBIE: Polacek – Balić, Kopacz, Guldan – Woźniak, Kubicki, Matuszczyk, Czerwiński, Jagiełło (74 Buksa) – Świerczok (69 Pawłowski), Tuszyński (89 Tosik).

RAFAŁ STEFANIAK

 


źródło: SS


Proste pytanie: 7 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.