Sekret Ślęzy tkwi w głowie

Piłkarze Ślęzy Wrocław zakończyli rundę IV ligi na wysokim piątym miejscu. Podopieczni Andrzeja Ignasiaka mieli świetną końcówkę jesieni, kiedy zanotowali osiem spotkań bez porażki. Sukces zawdzięczają trenerowi… od przygotowania mentalnego Marcinowi Lechnie. Człowiekowi, który zna psychikę piłkarzy jak własną kieszeń

Podobno początek przygody Marcina Lechny ze Ślęzą Wrocław był dosyć przypadkowy…

MARCIN LECHNA: – Zgadza się. Na co dzień byłem coachem biznesowym. Przekładając bardziej na język polski, trenerem od ludzkiego umysłu. Dostałem od prezesa propozycję, aby pomóc piłkarzom wrocławskiej Ślęzy. Długo się nie zastanawiając, podjąłem wyzwanie. Postanowiłem przenieść moje doświadczenie ze sfery świata biznesu do sportowych realiów.

Przeskok z biznesowego światka do IV-ligowej rzeczywistości piłkarskiej był płynny czy obfitował w trudności?

– Już na samym początku założyłem sobie, że postaram się przenieść sprawdzone, biznesowe rozwiązania do pracy z piłkarzami. Techniki sugestii, ustalanie celu – to wszystko okazało się być trafione zarówno w biznesie, jak i piłce nożnej. Mówiąc bardziej obrazowo: kiedy piłkarz ma ustalony cel, to zachowuje się podobnie, jak biznesmen mający dany target. W Ślęzie dosyć szybko znalazłem wspólny język zarówno z trenerem, jak i zawodnikami. Z pewnością atutem drużyny był fakt, że składa się z młodych ludzi. Oni łatwiej chłoną techniki przygotowania mentalnego.


Trener od przygotowania mentalnego jest jednak w Polsce cały czas nowością. Przytrafiły się ironiczne uśmiechy ze strony obserwatorów?

– Na początku było trochę śmiechu, bo w Polsce pozycja tzw. mental coacha tak naprawdę nie istnieje. Na zachodzie, np. w klubach koszykarskiej ligi NBA, przed każdym spotkaniem zawodnicy korzystają z usług trenerów zajmujących się sferą mentalną. Świat do tego dąży i niedługo będzie to już standard również w Europie. Zdawałem sobie sprawę, że w zarządzie siedzą ludzie, którzy w większości mają nieco inne podejście do treningu oraz sztabu szkoleniowego. Postanowiłem więc udowodnić swoją wartość poprzez ciężką pracę. Udało się – osiem kolejnych meczów bez porażki wywindowało zespół w górną część tabeli. Zarząd był więc zadowolony.

A jak wyglądała współpraca z drużyną?

– Rozpocząłem pracę z trenerem oraz piłkarzami od podstaw. Już na samym starcie zauważyłem, że zawodnikom pokazywano ich błędne zachowania podczas meczów na powtórkach. Robiono im pranie mózgu nie w tę stronę, co trzeba. Nikt jednak nie zdawał sobie z tego sprawy. Ludzki umysł, widząc błędne zachowania, podświadomie rejestruje je, nie wiedząc, że są złe. Później dopiero dociera do niego faktyczny stan. Zająłem się więc treningiem indywidualnym i rozmową z każdym zawodnikiem osobno. Ludzki mózg ma nieograniczone możliwości, często nie odróżniając wyobrażenia od rzeczywistości. Jeśli wyobrazi Pan sobie smaczny obiad, to automatycznie posiłek stanie się lepszy. Podobnie jest z treningiem. Jeśli piłkarz uwierzy w podciąganie swoich umiejętności, a trener pomaga w doskonaleniu poszczególnych elementów, to efekty mogą być bardzo dobre.


Indywidualny trening mentalny. Jak to wygląda w praktyce?

– Przede wszystkim trzeba ustalić jasny cel. Kiedy człowiek ma w głowie pułap do jakiego dąży, to o sukces jest dużo łatwiej. Należy również uwidocznić w głowach piłkarzy skuteczne zachowania na boisku. Sfera czysto meczowa nie jest jedyną, która daje gwarancję sukcesu. Dla przykładu, jeden z piłkarzy miał problemy ze snem. Przez to chodził spięty i zdenerwowany. Rozwiązaliśmy ten problem i dzięki temu jego organizm zaczął odpowiednio pracować. Warto pamiętać, że podczas snu działa ludzka podświadomość i wtedy powtarzane są istotne elementy, które miały miejsce.

Na papierze wygląda to niemal idealnie. Czy zdarzyły się jednak pomyłki podczas współpracy z zespołem?

– Te techniki, które wprowadzam w życie, są innowacyjnymi na polskim rynku. Nie mam pewności, ale wydaje mi się, że jeden mecz remisowy, który się nam przytrafił, mógł być efektem błędnej techniki. Przed spotkaniem wpajaliśmy zawodnikom, aby trafiali do siatki. Cały czas przewijało się hasło: piłka w siatce, piłka w siatce. W końcu piłkarze wsadzili piłkę do bramki. Sędzia odgwizdał spalonego. Jak się okazało, piłka w siatce nie wystarczy do wygranej (śmiech).


Polscy piłkarze mają tendencje do „pękania” podczas ważnych spotkań. Na czym polega ten paskudny zwyczaj?

– Piłkarze choćby polskiej reprezentacji muszą sobie przede wszystkim zdać sprawę, że nie są gorsi od swoich przeciwników. Tutaj jednak również jest ważna reguła. Błędem jest wmawianie piłkarzom przez trenerów, że „nie jesteś gorszy od tego czy tamtego rywala”. Wtedy w umyśle zawodnika wytwarza się obraz tego gorszego, a dopiero później ten lepszy. Mózg rejestruje w efekcie nie to, co powinien. Trzeba dać piłkarzowi do zrozumienia, że jest szybki i może ograć trzech rywali podczas akcji. Wtedy zawodnik będzie mentalnie nastawiony na takie wyzwania podczas meczu.

…mieliśmy pewnego Holendra na ławce, który wmawiał zawodnikom, że są najlepsi na świecie. Jak się skończyło – każdy dobrze pamięta…

– Wszystko trzeba robić z głową. My, Polacy, mamy taką tendencję, żeby określać swoje umiejętności na podstawie zarobków. Z pewnością jesteśmy biedniejsi od niektórych rywali, ale mamy inne atuty. Poprzez odpowiednie zaprogramowanie umysłu można osiągnąć wielkie sukcesy. Podczas treningów zawodnicy potrafią zaprezentować nieprawdopodobne zagrania. Kiedy przyjdzie do meczowej rywalizacji, czasu na decyzję jest zdecydowanie mniej. Ułamek sekundy decyduje o powodzeniu danego zagrania. Jeśli umysł zawodnika jest odpowiednio zaprogramowany, skuteczniejsze zagrania są łatwiejsze do zrealizowania. Życzyłbym polskiej piłce, żeby miała więcej takich ludzi, jak ja. Zmiana w systemie szkolenia może się okazać strzałem w dziesiątkę.

Skoro nawet w zderzeniu z siłą pieniądza techniki przygotowania mentalnego są w stanie wygrać, gdzie tkwi haczyk? A może jest tak, że sfera mentalna jest ważniejsza niż przygotowanie fizyczne?

– Proporcje rozłożyłbym po równo. Jeśli spotkają się dwie drużyny, które są podobnie przygotowane od strony fizycznej, to o zwycięstwie zadecyduję przygotowanie mentalne. Z drugiej jednak strony trening czyni mistrza i bez pracy nad motoryką nie będzie efektów. Niektóre drużyny, przyjeżdżając grać ze Ślęzą, myślą, że są lepsze. W rzeczywistości tak nie jest i ta nieodpowiednia pewność siebie je gubi.

Rozmawiał

MACIEJ PIASECKI

II liga: koniec laby!

Górnik Wałbrzych wznowił zajęcia już w ubiegły piątek. Chrobry i Miedź zrobią to w tym tygodniu.

„Kaz” do 2014 roku!

Pomocnik Śląska Wrocław, Przemysław Kaźmierczak przedłużył do 2014 roku kontrakt wiążący go z liderem rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy.

Wilusz w GKS?

Wychowanek Śląska Wrocław - Maciej Wilusz być może wiosną zadebiutuje w polskiej ekstraklasie. Bynajmniej nie w barwach macierzystego klubu, a w GKS Bełchatów.

Z wizytą u Żmudy

Władysław Żmuda to twórca sukcesów piłkarskiego Śląska w latach 70. To on ponownie wprowadził WKS do I ligi, awansował z nim do europejskich pucharów, wywalczył Puchar i mistrzostwo Polski.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij