Rozmowa ze Zbigniewem Zakrzewskim, piłkarzem Miedzi Legnica

, wtorek, 5 listopada 2013

Już w najbliższą środę o godz. 18 wielki piłkarski hit w Legnicy. Miedź podejmie Lecha Poznań w ramach 1/8 Pucharu Polski. O zbliżającym się spotkaniu rozmawiamy ze Zbigniewem Zakrzewskim, jednym z liderów Miedzi i wychowankiem Lecha, który w poznańskich barwach rozegrał blisko 100 meczów w ekstraklasie.

avatar
(Fot. Ł. Haraźny) Zbigniew Zakrzewski (w środku) ma ogromny sentyment do Lecha Poznań

Mecz z Lechem Poznań to dla Pana szczególne wydarzenie?
ZBIGNIEW ZAKRZEWSKI: – Jestem wychowankiem tego klubu i mecze przeciwko Lechowi zawsze są dla mnie szczególne. Pochodzę z Poznania, cały czas mocno utożsamiam się z tym klubem i jeśli tylko jestem w rodzinnym mieście zaglądam na stadion przy ul. Bułgarskiej. W obecnym składzie „Kolejorza” mam wielu kolegów z którymi przez wiele lat grałem w jednej drużynie, cały czas utrzymujemy kontakt. Mam też bardzo dobry kontakt z wieloma kibicami Lecha. Z wieloma znam się wręcz od dziecka. W środę czeka nas więc takie trochę koleżeńskie spotkanie, chociaż zastrzegam, że na boisku nie będzie tego widać. Na pewno podchodzę do Lecha z ogromnym szacunkiem i sentymentem, ale trakcie meczu nie będę miał dla niego taryfy ulgowej.
I wierzy Pan, że uda się wyeliminować tego przeciwnika?
– Nie mam wątpliwości co to tego, że Lech jest faworytem. Ale my też mamy wiele atutów. Po pierwsze gramy u siebie. Mam nadzieję, że kibice dopiszą, trybuny będą pełne i dadzą nam wielkie wsparcie. Zagramy do przodu, nie będziemy się cofać. Jeśli nie zagramy bojaźliwie i defensywnie mamy szanse na sukces. Jesteśmy w niezłej formie, co pokazujemy ostatnio w lidze i co pokażemy także w środę. Mamy w zespole wielu zawodników, którzy grali w przeszłości w ekstraklasie, więc nie stoimy na straconej pozycji. A wręcz uważam, że z takim przeciwnikiem jak Lech Poznań będzie nam się grało lepiej niż z niektórymi I-ligowcami. Tym bardziej, że pamiętam nasz sparing przed obecnym sezonem. Wtedy we Wronkach udało nam się wygrać 1:0, więc już na starcie mamy jaką tam przewagę psychiczną (śmiech).
Od tamtego sparingu widział Pan Lecha w akcji na żywo?
– Tak, nawet wybrałem się na prestiżowy mecz z Legią Warszawa. Dla każdego poznaniaka ten mecz jest jak święto, więc i mnie nie mogło zabraknąć na stadionie. Zresztą, kiedy tylko terminy meczów Lecha i Miedzi się nie nakładają, staram się być przy Bułgarskiej. Mam bardzo dobry kontakt z Krzyśkiem Kotorowskim, z Murasiem, z Piotrkiem Reissem, więc jest za kogo ściskać kciuki (śmiech). A z Marcinem Kamińskim to nawet jesteśmy w jednej grupie na studiach.
A co studiujecie?
– W Wyższej Szkole Umiejętności Społecznych w Poznaniu uczymy się na kierunku Marketing Sportu, który jest bardzo popularny wśród piłkarzy. Jest kilku kolegów z Lecha, jak Bartek Ślusarski, Reiss, Łukasz Trałka, są koledzy z Warty. Zgłaszają się też piłkarze z Pogoni Szczecin, z GKS Katowice. A od nas z Miedzi jest aż siedmiu zawodników.
Więc Miedź z Lechem spotyka się częściej niż może się wydawać...
– Średnio co dwa, trzy miesiące. Mogło by być częściej, ale tak to już jest gdy w szkolnych ławach siedzą sportowcy. Każdy z nas mam mnóstwo innych zajęć i trudno jest zgrać terminy tak, aby wszystkim pasowały.
A wracając do środowej konfrontacji. Czego w Lechu powinniście bać się najbardziej?
– Z meczu na mecz coraz lepiej prezentują się poznańskie boki, czyli Lovrencsics, Pawłowski... Będziemy musieli zwrócić uwagę na grę Lecha w środku pola. Bo i Muraś, i Trałka, potrafią grać w piłkę. Ostatnio rozkręca się też Hämäläinen, chociaż cały czas nie imponuje. Na pewno Lech grający z kontrataku może być dla nas problemem. Ale jesteśmy przygotowani na wszystko.
Jak się Pan zachowa, jeśli strzeli bramkę Lechowi?
– Coś o tym wiem, bo strzelałem już bramki Lechowi, kiedy byłem zawodnikiem Arki Gdynia. Pamiętam, że wygraliśmy w lidze w Gdyni 2:1, a obie bramki były moim dziełem. Moja radość była jednak przytłumiona, bo trudno było się tak otwarcie cieszyć z pokonania klubu z którym było i jest się tak mocno związanym. W środę, oczywiście jeśli w ogóle uda mi się trafić do siatki, też nie będę okazywał radości. Co nie znaczy, że wewnętrznie nie będę się cieszył. To jest moja praca, od ponad dwóch lat strzelam bramki dla Miedzi i w środę wyjdę na boisko z myślą o poprawieniu swojego dorobku.
Tym bardziej, że tak jak cała drużyna, jest Pan w bardzo dobrej formie. W tym sezonie zdobył Pan już sześć bramek, a więc o dwie więcej niż w całych poprzednich rozgrywkach...
– Cieszę się, że znów mam moc pod bramką rywali. Przecież z tego jestem rozliczany. Ta poprawa to jednak nie tylko moja zasługa. Od pewnego czasu gramy bardzo ofensywnie, stwarzamy bardzo dużo sytuacji i jest pole do popisu. Mam nadzieję, że tymi sześcioma trafieniami nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w tym sezonie.
A ta obecna forma jest porównywalna z najlepszymi latami, kiedy grał Pan w Lechu Poznań?
– Aż tak dobry już chyba nie jestem. Wtedy byłem jednak o kilka lat młodszy, dynamiczniejszy. Jeszcze częściej byłem w polu karnym. Inna sprawa, że moje obecna forma nie jest jeszcze najwyższa jak na moje aktualne możliwości. Wszyscy w Miedzi wychodzimy z założenia, że to co najlepsze, a więc i szczytowa forma, jeszcze przed nami. Z tygodnia na tydzień mamy zamiar prezentować się coraz lepiej.

Rozmawiał
ŁUKASZ HARAŹNY


źródło: brak danych


Proste pytanie: 6 + 4 =


Komentarze:
  • nickname:
    3 lata temu
E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.