Rozmowa z Witoldem Szydełką, hodowcą koni sportowych (cz. 1)

Aleksandra Szumska, wtorek, 8 lipca 2014

Jego konie to objawienie ostatnich miesięcy. 1 czerwca na Wrocławskim Torze Wyścigów Konnych – Partynice pierwszą gonitwę w swoim debiucie wygrał jego stuprocentowy „arab” El Mahdi. Jako hodowca Witold Szydełko, bo o nim mowa, może pochwalić się również wicemistrzostwem Polski w skokach, które wywalczył jego czterolatek Borneo.

avatar
Fot. Ł. Haraźny/ Borneo z Maciejem Pekańcem wywalczył wicemistrzostwo Polski w skokach

– Przegraliśmy tytuł o zaledwie dwie setne punktu, przy czym wygraliśmy zarówno pierwszą, jak i drugą rundę mistrzostw Polski. Przegraliśmy tylko punktami na płycie, gdzie jest opisywany koń. Ale jeśli chodzi o same skoki, to wygraliśmy je bezwzględnie – mówi hodowca koni sportowych z Twardogóry, Witold Szydełko, z którym spotkaliśmy się krótko po ostatnim sukcesie jego „podopiecznego”.


W czym tkwi tajemnica sukcesów pańskich koni? Może w doborze odpowiednich trenerów?
WITOLD SZYDEŁKO: –
Znalezienie odpowiedniego trenera to już sukces sam w sobie. Szczególnie w przypadku trenerów koni wyścigowych. Potrzebni są ludzie z duża wiedzą, a jednocześnie zaufani. Inaczej niejednokrotnie można natrafić na nieprzewidziane problemy.


Problemy jakiego typu?
– Niesłowność trenerów.

Nie pracują z końmi tyle, ile powinni?
– Jeden z naszych trenerów pracował z koniem zbyt dużo. Mieliśmy konia dolnej krwi angielskiej. Te konie czasami wcześniej dojrzewają i czasami mogą startować już w wieku dwóch lat. Ale zawsze jest to przypadek indywidualny. Nie każdy koń musi wystartować w takim wieku. Może nie być gotowy na to psychicznie lub fizycznie. A te dwa czynniki, plus wiedza trenera, muszą ze sobą współgrać, jeśli chcemy mieć pełnowartościowego konia wyścigowego. Zresztą te same warunki muszą być spełnione w skokach.
Rozumiem, że do pełni szczęścia bez zarzutu musi być też jeździec.
– Oczywiście, chociaż ja na jeźdźca, który na koniu Borneo wywalczył wspomniane wicemistrzostwo Polski w skokach, trafiłem trochę przypadkowo. Telefonicznie polecił mi go znajomy trener Tadeusz Zgłoskowski. Maciej Pekaniec był człowiekiem zupełnie nieznanym, aczkolwiek pochodził z rodziny, która od dawna uczestniczy czynnie w różnych imprezach końskich. Jego ojciec miał stadninę Kalników. Ten duet, czyli Maciej Pekaniec i koń Borneo, zgrał się doskonale i z miejsca wywalczył wicemistrzostwo Polski, a przecież to dopiero początek.
Maciej Pekaniec miał jakieś szczególne predyspozycje, które pozwoliły mu osiągnąć sukces w jeździectwie?
– Moim zdaniem na jeźdźca nadaje się każdy, kto jest w stanie robić to z pasji i poprzez tę pasję zdobywa doświadczenie. Aczkolwiek preferowane są też szczególne warunki fizycznie, głównie wzrost w granicach 175-180 cm. Chociaż to nie jest regułą. Jeśli mamy odpowiedniego konia, możemy do niego dopasować każdego jeźdźca.
A jaką wagę ma to wicemistrzostwo Polski w skokach?
– Bardzo dużą, to znaczy, że mamy jednego z najlepszych koni w Polsce. Przy czym wśród koni cztero-, pięcio- i sześcioletnich oceniany jest przede wszystkim styl. Czyli nie ścigamy się na czas, aczkolwiek są już parkury organizowane specjalnie dla takich koni. Ale nam w tej chwili zależy na uzyskaniu wysokiego indeksu skokowego, to sprawa priorytetowa i najbardziej prestiżowa. A ścigać się zawsze zdążymy. Dlaczego podjąłem taką decyzję? Dlatego, że Borneo to młody koń i nie wolno go za bardzo forsować. A o uszkodzenie konia na takim etapie rozwoju naprawdę nie jest trudno. Powiedziałbym, że jego obecne starty to forma zabawy na bardzo wysokim poziomie.
Co ze startami międzynarodowymi?
– Z tym też jeszcze się wstrzymamy. To będzie kolejny etap rozwoju Borneo, chociaż już dziś wiadomo, że bardzo ciekawa będzie jego rywalizacja z końmi z zagranicy, głównie z Niemiec i Holandii, bo w tamtejszych koniach płynie ta sama krew co w Borneo. Jego ojciec Placido to czempion zakładu treningowego z Holandii. Tamtejsze ośrodki wiodą prym w szkoleniu koni sportowych.
A na jakim poziomie są dziś polskie hodowle koni sportowych?
– Niestety, co mnie martwi, zalewa nas coraz większa fala koni zagranicznych. Na przykład polskie księgi stadne z Wielkopolski czy Małopolski mają bardzo mało krajowego dolewu i ta polska hodowla w niektórych miejscach wręcz zanika. Polskie konie zaczynają być wypierane przez konie zagraniczne. A jeszcze w latach 80. nasz kraj był potęgą w hodowli sportowej. Mało kto już pamięta, ale na igrzyskach olimpijskich w Moskwie psikusa gospodarzom zrobił nie tylko Władysław Kozakiewicz. Złoty medal w skokach zdobył koń z Janowa Podlaskiego – Artemor. Jeszcze 30 lat temu i wcześniej polskie konie sportowe były bardzo poważną konkurencją dla koni z Niemiec Zachodnich czy Holandii. To u nas kupowało się konie. I to bez względu na pochodzenie. Od tamtego czasu jakość polskich hodowli zdecydowanie podupadła, chociaż na różne sposoby, szczególnie w mniejszych, prywatnych hodowlach, staramy się ją odbudować.
Wróćmy do pańskich koni. Jak długo może startować taki koń jak Borneo?
– Nie ma na to reguły, górny pułap sięga granic szesnastu, a nawet siedemnastu lat. Holsztyński ogier Kasal ma czternaście lat i startuje z powodzeniem w najważniejszych zawodach międzynarodowych, startował na igrzyskach olimpijskich, gdzie niestety doznał kontuzji i w decydującej fazie musiał zostać wycofany. Niemniej w tym wieku jest jednym z najlepszych koni na świecie. A więc mam nadzieję, że przed pięcioletnim dziś Borneo jeszcze wiele lat świetnych startów. Tym bardziej że to urodzony skoczek (śmiech). Już jako dwudniowe źrebię przypadkowo dostał się do korytarza przygotowanego do skoków dla starszych koni i bez zawahania pokonał 60-centymetrowy krzyżak i stacjonatkę.
A jaka przyszłość przed El Mahdim, który tak wspaniale zadebiutował w swojej pierwszej gonitwie na wrocławskich Partynicach?
– Wspomniany start był dla niego pierwszym i jedynym jak do tej pory. Moglibyśmy wystawić go już do kolejnych startów, ale nie śpieszymy się. Chcemy mieć konia wyścigowego na przyszłość, a nie tylko na ten sezon. Kolejna gonitwa z udziałem El Mahdiego najprawdopodobniej dopiero w sierpniu. Uważam, że to koń wielkiego formatu, ciągle progresujący, predysponowany do wysokich nagród, ciągle zaskakujący nas czymś nowym i dobrym.
El Mahdi, podobnie jak Borneo, również ma szczęście do ludzi?
– Bez cienia wątpliwości. Najlepiej świadczy o tym historia z dżokejem, który miał go dosiąść w pierwszej gonitwie. Pierwotnie miał to być Rumen Ganczew-Panczew, starszy pan, ale cały czas świetny dżokej, jeden z najlepszych w Polsce. Niestety, w ostatniej chwili coś mu wypadło i odmówił nam. Wtedy przypomniałem sobie o Andrzeju Mazurkiewiczu, który jest na początku swojej kariery. I to był doskonały wybór Andrzej Mazurkiewicz umiał dostosować się do wskazówek trenera Wiesława Kryszyłowicza i we wspaniałym stylu wygrał na El Mahdim pierwszą gonitwę. I co najciekawsze, Borneo rywalizował z końmi, które wcześniej startowały przynajmniej po dwa razy. Był w tym gronie kompletnym nowicjuszem, a jednak nie miał sobie równych. Nie był faworytem, w programie gonitw jako kandydatów do zwycięstwa wymieniano zupełnie inne konie. Nie mogę już doczekać się jego kolejnych sukcesów.
Rozmawiał
ŁUKASZ HARAŹNY


źródło: własne


Proste pytanie: 4 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.