Rozmowa z Tomaszem Motyką jednym z najlepszych polskich szpadzistów

Aleksandra Szumska, poniedziałek, 27 lipca 2015

Tomasz Motyka od lat uznawany jest za jednego z najlepszych szpadzistów w historii Polski. Na swoim koncie ma m.in. srebrny medal igrzysk olimpijskich w Pekinie, mistrzostwo Europy indywidualne i drużynowe, medale mistrzostw świata, o tytułach mistrza PolskI już nie wspomnę. Dziś reprezentant klubu AZS AWF Wrocław znalazł się poza reprezentacją. Nam tłumaczy, dlaczego tak się stało i opowiada o bardzo trudnej sytuacji w polskiej szermierce.

avatar
Fot. K. Ziółkowski

Polska szermierka sięgnęła dna?
TOMASZ MOTYKA: – Może nie ujął bym tego tak ostro, ale faktycznie poza szablą kobiet pozostałe bronie zmierzają w tym kierunku, o czym świadczą wyniki mistrzostw świata w Moskwie.

Mistrzostw na które nie pojechałeś…
– Nie pojechałem, ale chyba nie chcę roztrząsać całej sprawy. Taka była decyzja trenera. Skończyło się tym, że nasi szpadziści nie zrobili wyniku, ani w rywalizacji indywidualnej, ani w drużynowej. Czy gdybym tam był byłoby inaczej? Nie wiem. Nie mnie to oceniać, ale za tę decyzję, a raczej za brak wyniku powinien odpowiedzieć trener.

Decyzja decyzją, ale ponoć był między Tobą a pozostałymi zawodnikami konflikt?
– Tak, a na koniec zostałem oskarżony o wszelkie niepowodzenia naszej drużyny, z czym się nie zgodzę. Owszem nie byłem święty, ale na pewno nie jest tak, że mi nie zależało na wyniku, że się nie starałem, nie trenowałem. To nie było tak, ale o tym nie chcę mówić, bo afery teraz nikomu nie są potrzebne. Teraz trzeba się poważnie zastanowić co z tym wszystkim dalej zrobić.

Myślisz, że gdyby była taka propozycja byłbyś w stanie zgodzić się jeszcze z kolegami z kadry, mówię tu głównie o Radosławie Zawrotniaku i Krzysztofie Mikołajczaku?
– Ostatnie pół roku było dla mnie bardzo trudne. Padło wiele słów, dużo złych rzeczy się zdarzyło. Nie, myślę, że nie jesteśmy już w stanie tworzyć razem drużyny, choć przez te pół roku ja się bardzo starałem.

Ale z kariery zawodnika nie zamierzasz rezygnować?
– Nie. Mam nadzieję, że uda mi się pojechać jeszcze na puchary świata, coś osiągnąć i zakończyć karierę w blasku.  Zresztą patrząc na ostatni wyczyn 41-letniego Węgra – Gezy Imre – który zdobył w Moskwie mistrzostw świata, to może wszystko jeszcze przede mną.

A kwestia finansowania?
– W lipcu kończy mi się umowa z Polskim Związkiem Szermierczym i pieniędzy od państwa już nie będę dostawał. Zresztą może i lepiej, skoro mają być kością niezgody. Teraz wiem, że sobie poradzę. Pracuję jako trener, mam swoje grupy, chcę rozwijać szermierkę w szkołach, przedszkolach, kończę doktorat. Będzie dobrze.

Z szermierką też?
– Oj, z tym może być gorzej. Poza szablą kobiet potrzebne są gruntowne zmiany, ale czy ktoś się na nie zgodzi? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, żeby odbudować wszystko i żebyśmy znów mogli osiągać sukcesy potrzebne są lata.

Co jest Twoim zdaniem największym problemem?
– To nie jest tak, że jest jeden problem, który można szybko rozwiązać. Tu winien jest cały system, od finansowania po szkolenie. Finansowanie związku prawie w 100 proc. opiera się o pieniądze publiczne. A co się stanie jeśli tych pieniędzy zabraknie? Zresztą już brakuje i mamy tego skutki. Od szermierki odchodzi młodzież, nie mamy za co wysyłać młodych zawodników na puchary świata, a co dopiero o jakichkolwiek stypendiach mówić. Druga sprawa to to, że od lat nie wychowaliśmy naszych następców. Nie ma obecnie zawodników, którzy mogliby nas godnie zastąpić. Oczywiście życzę im jak najlepiej, ale z drugiej strony nie wróżę świetlanej przyszłość, bo są to szpadziści bardzo przeciętni, słabo wyszkoleni, którzy kiedy awansują do turnieju głównego na pucharze świata to jest wielkie święto. Przykre to, ale prawdziwe. Z drugiej strony praktycznie wśród seniorów nie ma teraz konkurencji, trener kadry nie ma zbyt wielkiej możliwości rotowania składem, próbowania nowych rozwiązań.

Dlaczego?
– Bo tak jak wspominałem młodzi ludzie odchodzą od szermierki. Obecnie młodzież inaczej podchodzi do sportu niż my kiedyś. Oni od samego początku kalkulują, myślę co im się opłaci, a co nie. Nic w tym dziwnego. W tym młodszym pokoleniu praktycznie nie ma już pasjonatów, zresztą nie można się temu dziwić, z pasji przecież nie można żyć, nie wyżywi się rodziny. A związek, czy nazwijmy to ogólnie – polska szermierka ma mało do zaoferowania. Trenuj, wkładaj we wszystko swoje pieniądze, spędzaj 200 dni w roku poza domem, bo może się uda, że pojedziesz na imprezę mistrzowską, na której zajmiesz punktowane miejsce i dostaniesz stypendium. Trzeba przyznać, że wygląda to nieciekawie. Zbyt duży nakład pracy i zbyt wiele niewiadomych.

W innych krajach jest inaczej?
– Tak. W Rosji np. nie tylko topowi zawodnicy, ale ich sparingpartnerzy dostają jakieś środki za to, że walczą z tymi najlepszymi, pomagają się im przygotować do najważniejszych imprez. U nas też kiedyś było podobnie, ale się skończyło. Finansowania często nie mają nawet najlepsi, a co dopiero mówić od średniakach, to wszystko powoduje, że nasze środowisko niestety mocno się kurczy.

Zawodnicy to jedno, ale wspomniałeś też o słabym wyszkoleniu, czyli że mamy problem z trenerami?
– Zdecydowanie ich w Polsce brakuje, część rozjechała się po świecie, część wybrała inną drogę. Doszło do tego, że obecnych trenerów kadry nawet gdybyśmy chcieli zastąpić to nie bardzo jest kim. Nie ma też za bardzo komu szkolić młodzieży. Pozostali już ci starsi szkoleniowcy dla których szermierka jest wielką pasją i często całym życiem, ale co będzie jeśli ich zabraknie? W młodym pokoleniu jest kilka osób, które starają się coś zmienić. Dużo dobrego dla szermierki robi np. Piotr Sadowy w Warszawie. Oprócz tego, że prowadzi zajęci z najmłodszymi, to rozwija także szermierkę amatorską. Organizuje wielki turniej właśnie dla ludzi, którzy naszą dyscypliną chcą się przede wszystkim bawić. Oby więcej takich inicjatyw.

Masz pomysł co zrobić, żeby rozwiązać te najważniejsze problemy polskiej szermierki?
– Trzeba gruntownych zmian. Nie chcę się wymądrzać, ale moim zdaniem trzeba do szermierki przyciągnąć ludzi, trzeba powiększyć środowisko. Zacząć od najmłodszych, wprowadzić szermierkę do przedszkoli, do szkół. Im będzie nas więcej, tym atrakcyjniejsi będziemy dla potencjalnych sponsorów, których tak w szermierce brakuje. A przecież środki z zewnątrz pozwoliłyby nam na bardziej swobodne funkcjonowanie i na rozwój dyscypliny. Musimy też wyszkolić trenerów, bo tych w naszym kraju jest zdecydowanie za mało. Fakt, że zmieniła się ustawa i trenerem dziś może zostać każdy, ale może warto, żeby ludzie, którzy chcą nauczać szermierki wiedzieli jak się to robi? Może PZSzerm mógłby wydać książkę – taki podręcznik do szermierki. Wiem, że powstała strategia rozwoju szermierki. To już pierwszy krok, ale przed nami jeszcze bardzo długa i bardzo ciężka droga. Mam jednak nadzieję, że coś zacznie się zmieniać.

Rozmawiała
ALEKSANDRA
SZUMSKA


źródło: własne


Proste pytanie: 5 + 4 =


Komentarze:
  • pasjonata:
    2 lata temu

    A o problemach Tomka z alkoholem to nikt nie wspomniał...
    A młodzi są ale nie dostawali szans od trenera .

E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.