Rozmowa z Ryszardem Tarasiewiczem, legendą Śląska Wrocław

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 3 lutego 2020

Z Ryszardem Tarasiewiczem legendą Śląska, człowiekiem, który przyczynił się do budowy wielkiego WKS-u z lat 2010- 2012 rozmawia nasz reporter Łukasz Ciona. To rozmowa nie tylko o Śląsku, ale i o wszystkich bolączkach naszej piłki ligowej. Z trenerem porozmawiałem w Tychach, gdzie obecnie walczy o awans do Ekstraklasy z zespołem GKS-u Tychy.

avatar
Ryszard Tarasiewicz nadal ma żal do Śląska Wrocław (fot. archiwum)

Fajnie, że w ogóle udało się z trenerem umówić. To nie jest łatwe.
Ryszard TARASIEWICZ:
– Wie Pan, ja nie mam jakiegoś szczególnego parcia na szkło. Rozumiem jednak, że w naszym zawodzie trzeba być dostępnym dla mediów, kiedy trzeba jestem.
Przygotowując się do naszej rozmowy, obejrzałem wywiad Pana z Darkiem Tuzimkiem z 2015 roku. On tam pyta, czy wciąż ma Pan żal do Śląska za zwolnienie w 2010 roku, kiedy zespół z Wrocławia poprowadził Pan z II ligi do Ekstraklasy. Ja dzisiaj zadam to samo pytanie.
– Co prawda minęło trochę czasu od tych wydarzeń, ale nadal źle się z tym czuję. Mam żal do ówczesnych działaczy Śląska Wrocław, drużynę budowałem długo i mozolnie. Wydaliśmy wówczas bardzo skromne pieniądze, a ściągnęliśmy bardzo dobrych zawodników. Zespół się świetnie prezentował w lidze. Ja już w 2010 roku mówiłem, że Śląsk może walczyć o tytuł mistrzowski. I tak się przecież stało w 2012 roku! Nie było żadnych powodów, żeby mnie wówczas zwalniać. Graliśmy ładnie a po sześciu meczach mnie zwolniono. To dzisiaj to boli. Zespół miał styl, atakował. Nie rozumiem tego do dziś. Myśmy to budowali wszystko od trzeciej ligi! To ja ściągnąłem Milę, Gancarczyków, Fojuta, Celebana. Wnioski można łatwo wyciągnąć samemu. W innych zespołach ligowych miałem więcej szacunku niż w rodzinnym Wrocławiu.
Jak dużą satysfakcję ma Pan dzisiaj, że dla polskiej piłki udało się przywrócić Sebastiana Milę – gdyby nie Pan wtedy, być może nie byłoby gola z Niemcami. Przecież Sebastian w zasadzie miał skończoną karierę, po fatalnych wojażach w Austrii i grze w marnym wówczas ŁKS-ie, Pan  tymczasem kupił go do Śląska….
– On zasłużył, by grać w kadrze. Stało się to nawet za późno! On już wcześniej powinien grać, wtedy w 2010 roku! Był wówczas w lepszej dyspozycji niż później w 2013! On miał wtedy wszystko. Potrafił i dobrze bronić i atakować, trzymał wagę. Miał niespełna 73 kilo wagi, zyskiwał na dynamice. Wtedy miał nawet, moim zdaniem, szansę znaleźć dobry klub za granicą.

Rozmawiał
ŁUKASZ CIONA


Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 8 + 5 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.