Rozmowa z Ryszardem Tarasiewiczem, legendą Śląska Wrocław

Z Ryszardem Tarasiewiczem legendą Śląska, człowiekiem, który przyczynił się do budowy wielkiego WKS-u z lat 2010- 2012 rozmawia nasz reporter Łukasz Ciona. To rozmowa nie tylko o Śląsku, ale i o wszystkich bolączkach naszej piłki ligowej. Z trenerem porozmawiałem w Tychach, gdzie obecnie walczy o awans do Ekstraklasy z zespołem GKS-u Tychy.

Fajnie, że w ogóle udało się z trenerem umówić. To nie jest łatwe.

Ryszard TARASIEWICZ: – Wie Pan, ja nie mam jakiegoś szczególnego parcia na szkło. Rozumiem jednak, że w naszym zawodzie trzeba być dostępnym dla mediów, kiedy trzeba jestem.

Przygotowując się do naszej rozmowy, obejrzałem wywiad Pana z Darkiem Tuzimkiem z 2015 roku. On tam pyta, czy wciąż ma Pan żal do Śląska za zwolnienie w 2010 roku, kiedy zespół z Wrocławia poprowadził Pan z II ligi do Ekstraklasy. Ja dzisiaj zadam to samo pytanie.

– Co prawda minęło trochę czasu od tych wydarzeń, ale nadal źle się z tym czuję. Mam żal do ówczesnych działaczy Śląska Wrocław, drużynę budowałem długo i mozolnie. Wydaliśmy wówczas bardzo skromne pieniądze, a ściągnęliśmy bardzo dobrych zawodników. Zespół się świetnie prezentował w lidze. Ja już w 2010 roku mówiłem, że Śląsk może walczyć o tytuł mistrzowski. I tak się przecież stało w 2012 roku! Nie było żadnych powodów, żeby mnie wówczas zwalniać. Graliśmy ładnie a po sześciu meczach mnie zwolniono. To dzisiaj to boli. Zespół miał styl, atakował. Nie rozumiem tego do dziś. Myśmy to budowali wszystko od trzeciej ligi! To ja ściągnąłem Milę, Gancarczyków, Fojuta, Celebana. Wnioski można łatwo wyciągnąć samemu. W innych zespołach ligowych miałem więcej szacunku niż w rodzinnym Wrocławiu.

Jak dużą satysfakcję ma Pan dzisiaj, że dla polskiej piłki udało się przywrócić Sebastiana Milę – gdyby nie Pan wtedy, być może nie byłoby gola z Niemcami. Przecież Sebastian w zasadzie miał skończoną karierę, po fatalnych wojażach w Austrii i grze w marnym wówczas ŁKS-ie, Pan  tymczasem kupił go do Śląska….

– On zasłużył, by grać w kadrze. Stało się to nawet za późno! On już wcześniej powinien grać, wtedy w 2010 roku! Był wówczas w lepszej dyspozycji niż później w 2013! On miał wtedy wszystko. Potrafił i dobrze bronić i atakować, trzymał wagę. Miał niespełna 73 kilo wagi, zyskiwał na dynamice. Wtedy miał nawet, moim zdaniem, szansę znaleźć dobry klub za granicą.

Rozmawiał

ŁUKASZ CIONA

Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".

Na pół roku spokój

Transferowe przymiarki, testy, przedłużanie kończących się kontraktów i podpisywanie nowych – zimowa normalka w klubach ekstraklasy. Ruch panował między innymi w gabinetach KGHM Zagłębia Lubin, które mimo że w rozgrywkach spisuje się dość przeciętnie, ma w swoim składzie mocno pożądanych przez konkurencję zawodników.

Step by step

Sędzia, trener personalny i mentalny, a poza tym bloger i coach językowy. Step by step to dla niego nie tylko wyświechtany slogan i nazwa jego firmy, a przede wszystkim to klucz do jego życiowej filozofii.

Szukam planu B

Wzoruje się na Lewym, gra w Fifę, jesienią zdobył 13, a nie 12 bramek jak informowały niektóre serwisy i – gdyby nie powiodło się w piłce – szuka planu B. Kto taki?

Trenujemy w...

Spotkanie z Czesławem Michniewiczem rozpoczęliśmy od miłych wspomnień. Szkoleniowiec, mimo upływu lat, doskonale pamięta nasz tygodnik.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij