Rozmowa z Rafałem Jurkowlańcem – prezesem Dolnośląskiego Związku Kolarskiego

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 25 lutego 2019

Były wojewoda, marszałek Dolnego Śląska, redaktor naczelny „Słowa Sportowego”, a obecnie prezes Dolnośląskiego Związku Kolarskiego – Rafał Jurkowlaniec – spełnia swoje kolarskie marzenia. Niedawno wrócił z wyprawy rowerowej przez Azję. W ciągu 10 dni przejechał 1200 km z Tajlandii przez Kambodżę, aż do Wietnamu.

avatar
Rafał Jurkowlaniec w 10 dni przejechał 1200 km z Tajlandii do Wietnamu (fot. archiwum R. Jurkowlaniec)

Jak Pan zniósł powrót z gorącej Azji do zimnej Polski?
RAFAŁ JURKOWLANIEC:
– Całkiem nieźle! Udało mi się uniknąć przeziębienia i chorób, które czasami pojawiają się w związku ze zmianą klimatu. U mnie było odwrotnie. Do Azji jechałem chory. Już przed wyjazdem było nieciekawie, a w samolocie przeziębienie rozłożyło mnie całkowicie na łopatki. Po wylądowaniu w Bangkoku i konsultacji z lekarzem wziąłem antybiotyki, które na szczęście postawiły mnie na nogi. Później już obyło się bez żadnych zdrowotnych czy kondycyjnych problemów. Cel, który sobie obrałem, grono kibiców, zarówno w Polsce, jak i tych poznanych na miejscu oraz fantastyczna azjatycka kuchnia dodawały mocy!
Nawet robaki czy żaby?
– Wszystko (śmiech). Kuchnia azjatycka jest bardzo zdrowa. Dużo ryżu, warzyw, trochę mięsa. Robaki to też czyste białko, więc idealne rozwiązanie dla kogoś, kto codziennie sporo kilometrów pokonuje na rowerze. Zamiast zjadać batony białkowe, jadłem więc robaki. W smaku były bardzo przyzwoite. Podobnie jak szaszłyki z żab. Nie mogłem się tylko przemóc, żeby zjeść ok. 10-centymetrowe, wielkie robaki. To już było dla mnie za dużo. Tłumaczenia, że są zdrowe i żywią się drewnem, wcale nie pomogły.
A co najbardziej przypadło Panu do gustu?
– Zakochałem się w kokosach. Kiedy miałem już dość upału, zatrzymywałem się, kupowałem kokosa i wypijałem wodę ze środka. Z jednej strony to było genialne orzeźwienie, z drugiej dostarczałem swojemu organizmowi niezbędnych mikroelementów. Wszelkie izotoniki były więc zbędne. Drugą rzeczą, którą bardzo dobrze wspominam, są koktajle owocowe. Koktajle z marakui, mango, czasami z dodatkiem banana. To było świetnie zakończenie ciężkiego dnia.

Rozmawiała
ALEKSANDRA SZUMSKA


Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 8 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
advertisment
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment