Rozmowa z Radosławem Wyrzykowskim, trenerem przygotowania mentalnego

Rok 2020 został zdominowany przez codzienność spod znaku COVID-19. Obostrzenia dotykające również świat sportu dla wielu okazały się wycieczką w głąb siebie. O tej sferze sportowego świata porozmawialiśmy z Radosławem Wyrzykowskim. Trenerem przygotowania mentalnego, funkcjonującym zarówno w świecie sportu, jak i biznesu.

Rok 2020 to dla sportowego świata bardziej nowe rozdanie, czy surowa lekcja?

RADOSŁAW WYRZYKOWSKI: – Jedno i drugie. Trzeba pamiętać, że z trudnych sytuacji można wyciągnąć wartościowe lekcje. Choć należy mieć świadomość, że z tych dobrych również możemy to zrobić. O czym często zupełnie zapominamy, zamroczeni krótkotrwałą radością. COVID-19 to dla sportu nauka funkcjonowania w sferze organizacyjnej i sportowej. Inne spojrzenie na dbanie o ciało i umysł, od motoryki, na sposobie myślenia kończąc. Dodatkowo nowy rodzaj przywództwa. Budowanie struktur zespołu, w tak nietypowym okresie, wymagało zupełnie nowych kompetencji. Odpowiedzi, jak trenerzy radzą sobie z drużyną widząc ją początkowo tylko w wirtualnym okienku, pracując zdalnie...

Ale wielu sobie jednak poradziło.

– Jeden z wielu przykładów to Konrad Cop. Trener siatkówki z Warszawy, odpowiednio wykorzystujący czas pandemii do zbudowania swojej drużyny. Młodzi siatkarze potrafili się odnaleźć w takim systemie pracy, a efekt końcowy to złoto w swojej kategorii wiekowej, kilka miesięcy później. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Wszyscy jesteśmy w tej rzeczywistości i staramy się w niej odnaleźć. Dostrzegam jednak problem w dalszej perspektywie, pod względem ekonomicznym. Co możemy zastać, kiedy kurz opadnie.

Dojdzie do kolejnego, sportowego przewrotu?

– Trzeba brać pod uwagę, że sport jest dodatkiem do życia, a nie jego integralną częścią. Żyjemy z emocji sportowych, ale tak samo ważna jest oglądalność i obecność widzów na trybunach. Kibic jest w całej tej układance najważniejszy. W momencie w którym ludziom zabraknie pieniędzy, energii, radości do wybrania się na widowisko sportowe, bo inne problemy przytłoczą naszą codzienność, sport może wpaść w ogromne tarapaty. Wiadomo bowiem, że sponsorzy angażują się w projekty, które budzą zainteresowanie, przyciągają kibiców. A fani widzą dane produkty i chcą z nich skorzystać. Brak ludzi na trybunach w dalszej perspektywie może zrazić sponsorów do tej, rozrywkowej sfery życia.

Jak sportowcy przetrwali mijający rok?

– Mam do czynienia głównie ze sportami zespołowymi. Mając styczność ze sportowcami na co dzień, w trakcie treningu mentalnego nie zauważyłem wielkiej różnicy. Okej, sezon nieco wcześniej się zakończył, ale lato było bardzo luźne pod względem obostrzeń COVID-19. Z tego też względu przygotowania do nowych rozgrywek nie różniły się znacząco od wcześniejszych. Zupełnie inaczej wygląda kwestia tego, co zaczęło dziać się jesienią. Kwarantanna, przełożone mecze, brak ciągłości…

I zupełna zmiana nastrojów.

– Zgadza się. Nagle okazuje się, że to, co było dotychczasową normalnością, przestaje nią być. A w życiu sportowca przewidywalność jest mocno osadzona. Zawodnik dostaje plan, wie, kiedy wsiąść do autobusu, o której obiad, trening, odprawa, wreszcie sam mecz. To rytm, który wyznacza życie sportowca, przez kilkanaście, czasem kilkadziesiąt lat.

Jakie jest rozwiązanie?

– Banalne, ale prawdziwe… Rekomenduję mieć plan B. W skali mikro, mezo i makro. Zaczynając od hobby bądź znajomych, z którymi można odpiąć się od tematów sportowych. Taki plan B potrzebny jest człowiekowi niezależnie od branży. Często pokazuje ludziom z którymi współpracuję zawodowo wymowny filmik, od dawna krążący po sieci... Przyjeżdża ekipa telewizyjna do człowieka, który prowadzi sklep z porcelaną. Chcą nagrać reportaż na ten temat. Bohater zaczyna od zdania, że ten świat jest jego całym życiem, opowiada z dużym przejęciem. Kolekcja faktycznie jest bardzo pokaźna, mnóstwo różnych okazów z oryginalnymi wzorami, z wielu stron świata. Pech chce, że młodemu chłopakowi trzymającemu mikrofon na długim statywie, nagle takowy się zakręca i niszczy całą porcelanową kolekcję. Wyraz twarzy tego nieszczęśliwego sprawcy i człowieka, który jest świadkiem zrujnowania jego całego życia, są wymowne. To taki mocno metaforyczny przykład braku planu B. Maksymalna uwaga na czymś, co może się przecież w pewnym momencie zakończyć, tak po prostu. Jedna sytuacja może spowodować, że nasze życie traci sens. A to bardzo niepokojący bodziec. Najgorzej jeśli nie ma wtedy do czego lub do kogo uciec. W zamian poczucie ogromnej pustki. Dlatego tak ważne jest, żeby mieć tą inną przestrzeń, która może nam pozwolić dalej się spełniać i czerpać z życia radość. Pamiętajmy też, że często istotne nie są same rekomendacje, podpowiedzi, udzielanie rad. Czasem wystarczy zwykła umiejętność wysłuchania, czy – z drugiej strony patrząc – wygadania się komuś. Mężczyźni mają z tym większy kłopot, bo od razu szukają rozwiązania. Kobietom jest tu trochę łatwiej. Panowie mogliby się sporo nauczyć od płci pięknej w kwestii słuchania.

A jak wygląda dzisiejszy świat sportu twoim okiem?

– Podczas samego meczu jest mniej czynników rozpraszających, co uważam za atut. Podobnie z kwestią możliwości usłyszenia reakcji zawodników czy trenerów. Dzięki temu łatwiej można odczytywać pewne sygnały. Na tym lista zalet się niestety kończy. Przede wszystkim brak widzów na trybunach mocno wpływa na sztaby szkoleniowe i sportowców. Ich poziom energii jest inny, mniejszy. Ja zawodowo bardziej obserwuję zachowania niż same akcje. I widzę różnicę w mikroruchach, reakcjach, czy postawach ciała. Nie da się wyzwolić w sobie takiej energii jak w realiach z kibicami na trybunach. Widać to gołym okiem. Kiedy czujemy wsparcie, przychylność, jesteśmy w stanie „jechać” dłużej, dawać z siebie więcej. To trochę jak w rozmowach. Zupełnie inaczej rozmawiasz z kimś, kto chce z tobą rozmawiać, widać, że się angażuje i nie przyszedł na spotkanie z negatywnym nastawieniem. To po prostu czuć. I teraz można to sobie pomnożyć przez liczbę ludzi na trybunach podczas meczów. Taka jest właśnie skala odczuwania przez sportowców, zanim zaczęliśmy żyć w świecie COVID-19.

Przewidywania na najbliższą przyszłość?

– Boje się być szczerym… Szukając plusów, może się wydarzyć taka sytuacja, że sport będzie musiał się jeszcze bardziej sprofesjonalizować. Okaże się, że w lidze będzie nie osiemnaście, a maksymalnie dziesięć-osiem klubów. Takich, które przetrwają ten nietypowy okres, mając finansowe i organizacyjne zaplecze do działania. Posiadając wyrobioną odporność na różne, nawet skrajne wydarzenia, kreujące rzeczywistość. Niektóre ośrodki mogą nie wytrzymać tej próby. I nie mówię o ilości pieniędzy na koncie, ale jak się nimi zarządza. To jest podstawa do przetrwania. Głębiej nie chcę już analizować kolejnych miesięcy, bo musiałbym zahaczyć o politykę, a tego chcę uniknąć…

Współpracujesz nie tylko z ludźmi sportu?

– Zgadza się, jestem też powiązany ze światem biznesu.

Jak sportowcy wypadają na tle biznesmenów?

– Całkiem nieźle. Biznes doznał dziwnego, niepokojącego zastrzyku. Od marca wszystko zamiast zwolnić, przyspieszyło. Dyrektorzy, menadżerowie, prezesi – ci ludzie mają jeszcze mniej czasu niż mieli. Ich świat nabrał jeszcze szybszego tempa. Może to być sposób na ucieczkę od czarnych myśli krążących nad głową. Człowiek czasem potrafi popaść przez to w głęboki pracoholizm. Z drugiej strony, w trudnym momencie dla biznesu trzeba też robić dwa razy więcej, żeby przetrwać. Przyczyny mogą być zatem różne. Efekt jest jednak taki, że biegniemy coraz szybciej. Pytanie jednak, jakie mamy jeszcze zapasy?

Albo dokąd biegniemy…

– Dokładnie, to kolejna ważna kwestia.

Czy światu brakuje sportu?

– Pytanie w punkt, gratuluję. Na początku pomyślałem, że świat jakoś sobie radzi bez sportu w dawnym wydaniu. Nie jest to produkt pierwszej potrzeby, obrazowo to określając. Ale jest też druga strona tego medalu. Kiedy zacząłem mocniej angażować się w funkcjonowanie przy biznesie, sport zszedł na drugi, trzeci plan. Po pewnym czasie złapałem się na tym, jaki błąd zrobiłem, rezygnując z kontaktu ze sportowym światem. Sport jest bowiem wentylem bezpieczeństwa dla naszych emocji. Dla energii, która musi znaleźć gdzieś ujście. Lepiej jest coś wybiegać, wykrzyczeć do telewizora, rzucić chrupkami. Albo wyznaczyć sobie rekord życiowy na basenie. Czy też kręcić szalikiem na określonej liczbie stadionów w trakcie sezonu. Nadal nie doceniamy tego aspektu sportu.

Higiena mentalna?

– Tak i nie jest to specjalnie odkrywcze, umówmy się. Wyrzucanie złości, frustracji, tych negatywnych rzeczy, jest tego sporo. I to w trakcie zwykłego dnia, z czego nawet nie zdajemy sobie sprawy. Chowamy w sobie sporo stresu, nie mogąc go odrzucić w ciągu dnia pracy. A takie składowanie dzień po dniu prowadzi do poważnych problemów, z którymi człowiek nie radzi sobie godziną słuchania ulubionej muzyki. Dlatego właśnie, choć chwilami wydaje się to wręcz trudne do wytłumaczenia, sport ma wielką wartość. Pamiętajmy o tym.

Rozmawiał

MACIEJ PIASECKI

Radosław Wyrzykowski – trener przygotowania mentalnego w sporcie, Specjalista ds. Współpracy i Skutecznego Działania. Od kilkunastu lat pracuje na styku dwóch światów – biznesu i sportu. Pełnił wszystkie specjalistyczne i menedżerskie role w Zarządzaniu Zasobami Ludzkimi w branży IT, finansowej oraz edukacyjnej. Zdobył m.in. Puchar Polski z PGE Skrą Bełchatów oraz Mistrzostwo Polski z Panthers Wrocław. Pracuje z reprezentantami Polski, menedżerami i kadrą zarządzającą w sektorze MŚP i korporacji. Specjalizuje się w rozwoju mocnych stron, podnoszeniu efektywności osobistej oraz budowaniu skutecznych zespołów. Dodatkowo prowadzi blog, nagrywa podcasty, występuje na konferencjach oraz panelach dyskusyjnych. Prowadzi konsultacje jeden na jeden, szkolenia i wykłady. Wszystko pod wspólną marką Kierunek Skuteczność.

Rok w cieniu wirusa

W najgorszych koszmarach nie śniło nam się to, co zafundował nam rok 2020 i COVID-19. Lockdown, odwołane imprezy na całym świecie, problemy finansowe klubów i niestety śmierć wybitnych osób polskiego i światowego sportu… Były też jednak jasne momenty tego wyjątkowo trudnego, także dla naszej redakcji, roku.

Głosy x 2

Trwa plebiscyt na najpopularniejszych sportowców i trenerów minionego 75-lecia. W tym tygodniu do listy trenerów dopisaliśmy jeszcze Sylwestra Sypienia wieloletniego zawodnika i później trenera w karate kyokushin.

Lodowe centrum Wrocławia

Nie ulega wątpliwości, że w stolicy Dolnego Śląska jest wiele niespotykanych obiektów. Dotyczy to również aren sportowych, które mają swoją szczególną specyfikę – jedni je kochają, drudzy – wręcz przeciwnie.

Szurkowski i Adamek prowadzą

W tym numerze publikujemy pierwszą klasyfikację naszego plebiscytu. Na czele wśród sportowców wciąż Ryszard Szurkowski.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij