Rozmowa z Piotrem Baronem, menedżerem Betardu – Sparty Wrocław

, czwartek, 14 lutego 2013

Drużyna wrocławskich żużlowców wróciła już ze zgrupowania w Zakopanem. Wszyscy naładowali akumulatory przed zbliżającym się sezonem. Niektórzy zawodnicy dostali niezły wycisk, może pierwszy taki w karierze. – Peter Ljung tak zakwasił sobie mięśnie, że sam przyznał, iż dopiero teraz przekonał się o istnieniu ich pewnej grupy – przyznaje ze śmiechem Piotr Baron.

avatar
Piotr Baron

Kto skorzystał z zajęć w Zakopanem?
PIOTR BARON:
– Z polskich zawodników byli wszyscy, czyli Tomek Jędrzejak, Zbyszek Suchecki, Łukasz Bojarski, Patryk Malitowski, Patryk Dolny oraz Mike Trzensiok. Z obcokrajowców dotarli Peter Ljung oraz Nicolai Klindt. Zajęcia prowadził oczywiście sprawdzony Tomek Skrzypek. Tai Woffinden chciał uczestniczyć w tym obozie, ale miał anginę, dlatego musiał pozostać w domu. Gdyby przyjechał, rozłożyłby nam całą drużynę. Nie można było ryzykować. Troy Batchelor załatwiał z kolei sprawy wizowe i też nie dał rady przyjechać.
Wszystko poszło zgodnie z planem?
– Zrealizowaliśmy wszystkie założenia. W tym czwarty oraz piąty mikrocykl. Ja jestem zadowolony z tego okresu. Zawodnicy dostali niezły wycisk. Peter Ljung tak zakwasił sobie mięśnie, że sam przyznał, iż dopiero teraz przekonał się o istnieniu ich pewnej grupy (śmiech). Drużyna mocno się zintegrowała, zawiązały się grupy koleżeńskie. Jesteśmy bardzo wdzięczni sponsorom oraz zarządowi klubu, którzy w sposób niezwykle profesjonalny zorganizowali nam to zgrupowanie. Mieszkaliśmy w nowym hotelu COS-u. Tam wszystko było na tip-top. Razem z nami były grupy innych sportowców, więc takie towarzystwo dodatkowo dopingowało nas do pracy. Mamy swoich specjalistów od żywienia i mieliśmy swoją dietę, ale ukradkiem podpatrywaliśmy, co wcinają inni. Może z niektórych pomysłów skorzystamy w przyszłości?
Zainicjowaliście nowy rodzaj zajęć wspinaczkowych?

– Już przed rokiem korzystaliśmy z pomocy Klaudii Tasz. Ona jest przewodnikiem tatrzańskim, więc wie, jak poruszać się po górach. Z nią nie baliśmy się wyjść w teren, bo wiedzieliśmy, że jesteśmy bezpieczni. Dodatkowo zafundowała nam trening wspinaczkowy. Świetnie wywiązała się ze swojego zadania. Chłopaki zaliczyli w górach trzy godziny 20-kilometrowym marszu z przewyższeniem ponad tysiąca metrów! Niektórzy mieli łzy w oczach już po dwóch godzinach, bo „baterie zaczęły im się wyczerpywać” i błagali kolegów chociaż o kawałek batona.
Rozważaliście tam swoje szanse w rozgrywkach?

– Jakieś luźne rozmowy były, ale nie robiliśmy sobie żadnych konkretnych założeń. Realizowaliśmy plan zajęć na tym etapie przygotowań. Na razie „ładujemy akumulatory” i nie wybiegamy daleko w przyszłość. Od wtorku rozpoczynamy kolejny mikrocykl przygotowań. Teraz rozszerzamy nieco zakres zajęć i zamiast jak dotychczas rozpoczynać treningi o 19, rozpoczynać je będziemy już od godziny 14. Będziemy trenowali do czwartku we Wrocławiu. Ljung oraz Klindt otrzymali od nas zalecenia indywidualne, co mają robić w domu, by nie stracić formy. Myślę, że jako zawodowcy wiedzą, że nie mogą tutaj niczego zaniedbać, bo później w sezonie wszystko wyjdzie na torze. To samo zresztą dotyczy także Batchelora oraz Woffindena. Jestem pewny, że oni odpowiednio ćwiczą i będą gotowi do pierwszych jazd na torze.
Sprzęt macie już przygotowany?

– Większość już jest i jest dopieszczany w warsztacie klubowym. Oczywiście ciągle będziemy jeszcze nasz park maszynowy wzmacniali. Przeglądamy, co mamy, a i młodzi zawodnicy też dużo tutaj pomagają. Czas zatem mają mocno zorganizowany i nikt nie ma prawa się nudzić. Teraz tylko trzeba czekać, by móc pojeździć na torze. Mam nadzieję, że chłopaki już tęsknią za jazdą.
Pogoda nie jest najgorsza, więc może zaczniecie pierwsze jazdy już w lutym? Przewidujecie w razie konieczności wyjazd np. do Gorican?

– Na sto procent nie wyjedziemy na tor w tym miesiącu, bo to niepotrzebne. Mamy inny cykl przygotowań. Pierwsze zajęcia na torze chcielibyśmy przeprowadzić na początku marca. Czy pojedziemy do Gorican? Powiem tak, zrobimy wszystko, by w marcu mieć Gorican we Wrocławiu.
Ze składu wypadli Jesper Monberg oraz Dennis Andersson.

– Jespera braliśmy pod uwagę, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na wariant z młodszymi zawodnikami. Dennis chyba od jakiegoś czasu nosił się z zamiarem zmiany klimatu i spróbuje teraz szczęścia w Rzeszowie. Na razie w odwodzie pozostanie nam Klindt dla zawodników zagranicznych, a w razie niedyspozycji polskiego seniora, swoją szansę dostaną juniorzy.
Ostatnio głośno zrobiło się o duńskim typie nowego tłumika.
– Słyszałem o tym. Niektórzy twierdzą, że jest ok, inni wręcz przeciwnie. Pierwszy kontakt z nim miał już Peter Ljung, ale jeszcze nie wyrobił sobie na jego temat jednoznacznej opinii. Obiecał, że jak już dłużej na tym pojeździ, to nam przekaże swoje uwagi. Niedługo z Alkiem Krzywdzińskim wybieramy się do tunera za granicę w sprawie sprzętu, więc spróbujemy się i tam czegoś więcej o tej nowince dowiedzieć.

Rozmawiał
DARIUSZ JÓZEFCZAK


źródło: brak danych


Proste pytanie: 7 + 4 =


Komentarze:
  • Spartanin:
    5 lat temu

    A co z tym, że na 3 tygodnie maja zostaje odebrany stadion Sparcie. Co gdy przez to spadniemy z ligi?

E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
Sonda
Mundial 2018 w Rosji: Czy Polska wyjdzie z grupy??