Rozmowa z Pawłem Kikowskim, rzucającym Śląska Wrocław

Łukasz Haraźny, wtorek, 5 marca 2013

Jest jedynym – poza Radosławem Hyżym – graczem Śląska, który ma na karku koszykarskie doświadczenia na poziomie międzynarodowym i reprezentacji Polski. Występował też w Meczach Gwiazd. Po słabszym ostatnim sezonie w ekstralidze przeniósł się do I-ligowego Śląska. Po pół roku nie żałuje swojego wyboru. – To tu odbudowałem swoją pewność siebie – przyznaje Paweł Kikowski.

avatar
Paweł Kikowski

Emocje związane z polsko-czeskim Meczem Gwiazd, w którym wziąłeś udział już opadły?
PAWEŁ KIKOWSKI:
– Czułem się wyróżniony, że zostałem wybrany jako przedstawiciel Śląska Wrocław do gry w Meczu Gwiazd. Było to wielkie i emocjonujące przeżycie.
Ale nie pierwsze. Już kilka lat temu występowałeś w Meczu Gwiazd…

– Tak, to prawda. Nie był to pierwszy tego tupu mecz z moim udziałem. Szczególnie ciepło wspominam 2005 rok, kiedy we Włocławku odbył się Mecz Gwiazd juniorów. Zostałem wówczas wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania i wygrałem konkurs wsadów. To był mój pierwszy kontakt z tak dużą imprezą.
Atmosfera w Hali Stulecia podczas polsko-czeskiego Meczu Gwiazd dowiodła, że Wrocław tęskni za koszykówką na najwyższym poziomie?
– Nasz mecz w Pucharze Polski przeciwko Anwilowi dowiódł, że wrocławianie tęsknią za rywalizacją na najwyższym poziomie. Hala Orbita wypełniona była po brzegi a atmosfera była odlotowa. Tamto spotkanie miało dla nas szczególną wartość. Chcieliśmy sprawdzić, czy jesteśmy gotowi na ekstraklasę. Anwil obnażył nasze słabości, ale udowodniliśmy, że potrafimy walczyć z najlepszymi.
Porozmawiajmy o rozgrywkach ligowych. II trener Śląska Jerzy Chudeusz powiedział, że wasza obecna sytuacja w tabeli „demoralizuje”. Macie bowiem ogromną przewagę nad drugim zespołem i ciężko o mobilizację. Jak to wygląda z perspektywy zawodnika?
– Na pewno taka liczba zwycięstw sprawia, że zaczynamy się przyzwyczajać do wygrywania. Jednak nasza praca na treningach jest wciąż na najwyższym poziomie i z szacunkiem podchodzimy do kolejnych rywali. Zdarzają nam się co prawda gorsze mecze, ale nie jest to spowodowane brakiem koncentracji czy motywacji. Zdajemy sobie sprawę z siły naszego zespołu, ale wiemy też, że możemy być jeszcze lepsi.
Cały czas śrubujecie rekord zwycięstw z rzędu, jednak kilka ostatnich wygranych przyszło wam ciężej.

– Każdy przeciwnik gra ostro przeciwko nam. Rywale wiedzą, że jeśli nie skupią się na sto procent, to mogą przegrać bardzo wysoką różnicą. Poza tym każdy zespół chce pokazać, że potrafi ograć lidera tabeli. Wystarczy spojrzeć na niedawny mecz przeciwko Kielcom. Zwycięstwo zapewniliśmy sobie dopiero w ostatniej kwarcie. I nie dlatego, że graliśmy słabo. Po prostu kielczanie byli świetnie dysponowani. To, że rywale spinają się specjalnie na nas i wznoszą się na wyżyny swoich umiejętności nie ułatwia nam wygrywania, ale jak widać wciąż sobie radzimy.
Przed sezonem mówiłeś: „Ostatni sezon był w moim wykonaniu trochę nijaki, nie miałem w zespole określonej funkcji. Nie był tragiczny, był po prostu nienajlepszy”. A jak byś ocenił obecny sezon?

– Po przeciętnym poprzednim sezonie teraz się odbudowałem. Jestem bardzo zadowolony z roli jaką pełnię w Śląsku. Zyskałem pewność siebie, którą widać było w meczu pucharowym z Anwilem. Mam nadzieję, że play-offy nie zmienią mojej dotychczasowej oceny, według której jestem bardzo zadowolony, że przyjechałem do Wrocławia.
Jak rozumiem, po tym odbudowaniu się na I-ligowych parkietach będziesz chciał wrócić do ekstraligi? Już nigdy nie zagrasz w I lidze?

– Nigdy nie mów nigdy (śmiech). Na pewno nie przyszedłem do I ligi po to, aby zapaść w zimowy sen i zostać tam na dłużej. Chcę wywalczyć awans. I jeśli uda nam się wrócić do ekstraklasy, to na pewno będę chciał zostać w Śląsku.

Rozmawiał
ALEKSANDER ŁOŚ


źródło: własne


Proste pytanie: 5 + 6 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.