Rozmowa z Moniką Szewczyk-Gierszon, prezesem Wiwy Goszcz

Maciej Piasecki, poniedziałek, 19 grudnia 2016

Monika Szewczyk--Gierszon od sześciu lat stoi na czele Wiwy Goszcz. W mijającym roku doprowadziła klub do historycznego awansu do IV ligi. Wiosną zespół też spisywał się znakomicie i na półmetku rozgrywek w grupie wrocławsko-wałbrzyskiej zajmuje trzecie miejsce. A nam pani prezes opowiedziała m.in. o drodze (swojej i drużyny) do tego sukcesu, piłkarskich priorytetach w Goszczu oraz o szansach Wiwy na awans do III ligi. Zapraszamy do lektury!

avatar
Monika Szewczyk-Gierszon już od sześciu lat stoi za sterami Wiwy Goszcz (fot. archiwum)

Wiwa Goszcz ma za sobą pierwszą, bardzo udaną rundę w IV lidze. Jak jest obecnie atmosfera w zespole ?
Monika Szewczyk-Gierszon:
– Udało nam się zbudować całkiem dobre relacje w drużynie. Duża w tym zasługa samego trenera drużyny seniorskiej, który jest nie tylko wymagający, ale wie, jak wytworzyć odpowiednio dobrą relację w piłkarzami. Potrafi też dobrze skoordynować działania wszystkich działaczy klubowych. Mamy do siebie zaufanie i to chyba jest najważniejsze. Wszyscy znają swoje zadania i starają się dobrze je realizować. Nie ma między nami napięć i znamy się na tyle dobrze, że unikamy niepotrzebnych sporów.

Pamięta Pani swój pierwszy dzień w klubie?
– Tak naprawdę od wielu lat byłam związana z klubem. Mój tata przez wiele lat był jego prezesem, a brat Grzegorz grał w nim. Bardzo często jeździłam z nimi na mecze, więc chcąc nie chcąc sprawy kluby były mi znane. Trudno więc wskazać ten pierwszy dzień. Mimo to decyzję o jego prowadzeniu podjęłam bez dłuższego namysłu, mając świadomość, z jaką odpowiedzialnością wiąże się jego prowadzenie. Na pewno czułam się przygotowana do tej roli i miałam jasno sprecyzowaną wizję rozwoju klubu, tym samym była to bardzo świadoma i przemyślana decyzja.

Jaka była pierwsza reakcja na Pani decyzję?
– Pamiętam, że początkowo mój mąż miał pewne obawy, czy pogodzę prowadzenie klubu z rodziną i pracą w firmie (śmiech). Wiedział jednak, że jestem zdeterminowana, aby podjąć to wyzwanie, a to w połączeniu z moją pracowitością zwiększa szansę, że sobie poradzę. Wydaję mi się, że moja ambicja i determinacja przekonały innych, że będę odpowiednią osobą na tym stanowisku. Potwierdzeniem tego były wybory klubowe, w których zostałam obdarzona zaufaniem działaczy, pomimo, że mieli przecież inną alternatywę. Teraz z perspektywy czasu myślę, że ich nie zawiodłam.

Miała Pani obawy?
– Sześć lat temu było zupełnie inaczej, a ja zastanawiałam się jak mnie odbierze to męskie środowisko, inni prezesi, działacze, zawodnicy, sędziowie, kibice. Na początku spotykałam może się z pewnym niedowierzaniem, ale dosyć szybko przekonałam do siebie nawet największych sceptyków. Nie chciałam dać nikomu argumentu, że nie znam się na futbolu. Dlatego musiałam pracować od początku dużo ciężej niż mężczyźni i wykazać się ambicją i pokazać charakter. Postawiłam na zdecydowane przywództwo, sprawne zarządzanie klubem mając przy tym wsparcie rodziny i działaczy.

Początki były trudne?
– To prawda, że na początku nie było łatwo. Diametralnie zmienił się tryb mojego życia i obowiązków, odpadły wolne soboty i musiałam wygospodarować więcej czasu na sprawy klubowe. Drużyna opierała się wtedy na świętej pamięci Leszku Rusieckim, który stanowił swego rodzaju filar zespołu. Zespół potrzebował zmian personalnych i pewnej mobilizacji, aby myśleć o jakimkolwiek awansie. Podjęłam pewne decyzje kadrowe, aby wzmocnić drużynę, pozyskując nowych, dobrze zapowiadających się piłkarzy. Jedne z pierwszych z nich na fotelu prezesa to były kwestie organizacyjne mające na celu wzmocnienie dyscypliny wśród piłkarzy, zmianę systemu szkolenia. Po pewnym czasie sytuacja się ustabilizowała, a pozytywne efekty moich decyzji były coraz bardziej zauważalne.

A minionej wiosny udało się wywalczyć upragniony awans do IV ligi…

– Bardzo cieszymy się z tego awansu, aczkolwiek z góry nie zakładaliśmy, ze musimy go osiągnąć. Moja polityka kadrowa zmierzała do tego, aby tworzyć zespół oparty o zawodników z Goszcza i okolic. Szczycę się tym, że w Wiwie grają nasi chłopcy, nasi wychowankowie, a zaledwie jeden czy dwóch zawodników z zewnątrz, którzy są dopełnieniem zespołu. Wiwa ma być drużyną dla tej miejscowości i z osób z tej miejscowości złożoną. Bardzo cenię jej lokalny charakter i pochodzenie, to jej wielki atut. Miałam świadomość, że w historii klub z Goszcza nigdy nie był w IV lidze i byłoby fajnie gdyby taki sukces osiągnąć, mimo to znam też realia jakie panują w sporcie. Na pewno awans ten nie był celem samym w sobie. Jednakże bardzo mobilizująco wpłynęła na nasz zespół decyzja Zarządu DZN o stworzeniu drugiej grupy IV ligi, i dlatego udało mi się na tyle zmobilizować zespół do walki, że stawał się on coraz bardziej realny. Myślę, że przede wszystkim udowodniliśmy coś sobie, że mamy zapał, potencjał i wiarę we własne możliwości. Bez ciężkiej pracy i potu na boisku nie byłoby to możliwe. W tym sensie odczuwam jednak pewną satysfakcję z naszego awansu. Jestem dumna z drużyny.

A gdyby nie było reformy…
– Gdybyśmy zajęli pierwsze miejsce w tabeli, to byśmy awansowali. Na pewno nigdy nie było też tak, że zabraniałam zawodnikom walki o awans. Wykorzystaliśmy swoją życiową szansę wiedząc, że sporo zależy od nas. W końcu w ostatnich latach trzykrotnie kończyliśmy sezon na drugi miejscu w tabeli. To nie był przypadek, a raczej konsekwencja naszej determinacji. W sporcie wszystko jest możliwe.

RED

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 3 + 8 =


Komentarze:
  • nickname:
    miesiąc temu
  • nickname:
    miesiąc temu
  • nickname:
    miesiąc temu
E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment