Rozmowa z Michałem Przysiężnym, drugim po Jerzym Janowiczu najlepszym polskim tenisistą

Andrzej Czech, wtorek, 17 grudnia 2013

O ile Jerzy Janowicz był największą sensacją ubiegłego roku w polskim męskim tenisie, w tym sezonie in plus zaskoczył wszystkich Michał Przysiężny. Głogowianin od lat uważany był za zdolnego, Wojciech Fibak ochrzcił go mianem „Polski jego Federera”, ale zawsze coś stawało mu na drodze do sukcesu…

avatar
Michał Przysiężny

Oficjalnie były to kontuzje, w kuluarach mówiło się o zabawowym usposobieniu tenisisty, który nie umiał się skupić tylko i wyłącznie na sporcie. W mijającym roku Przysiężny wreszcie zaczął grać na miarę swoich możliwości. Toczył równe boje z zawodnikami z czołówki i dzięki udanym startom awansował na 58. miejsce w rankingu ATP. Ostatecznie rok kończy osiem lokat niżej, ale jeśli dalej będzie prezentował się tak dobrze, jak ostatnio, czekać go może najlepszy sezon w karierze.
Powinienem chyba zacząć od pytania o Twój wyrostek robaczkowy…
MICHAŁ PRZYSIĘŻNY: – Dlaczego, co z moim wyrostkiem?
No właśnie, co z Twoim wyrostkiem?
– No tak, już wiem o czym mówisz (śmiech). Wszystko ze mną OK.
To dobrze, bo swego czasu było na ten temat sporo sprzecznych informacji. Podczas US Open na twoim oficjalnym profilu na Facebooku pojawiła się informacja, że musisz poddać się operacji i nie wystąpisz w turnieju. Potem media obiegło nagłe dementi i jednak zagrałeś.

– To nie był mój profil, ktoś się pode mnie podszywał. Jak tylko dowiedziałem się o tym wpisie, zgłosiłem to odpowiednim osobom z ATP i drugiego dnia już tej strony na Facebooku nie było.
Rozmawiamy tuż po treningu, jednym z pierwszych po powrocie z wakacji. Jak je spędziłeś, udało się naładować akumulatory?

– Spędziłem trochę czasu w ciepłym klimacie. Taki urlop był mi to potrzebny, na pewno czuję się wypoczęty.
Przed Tobą czternasty sezon na kortach w roli zawodowca. Wydaje się, że po takim czasie może pojawić się problem ze znalezieniem motywacji do treningu. Może, ale nie musi. Zwłaszcza po tak udanej jesieni.
– Dokładnie, jesień była bardzo dobra, w ogóle mam za sobą udany sezon. W kilku dużych turniejach zrobiłem niezłe wyniki, na przykład w Petersburgu i Walencji (w Rosji Przysiężny doszedł do półfinału, pokonując m.in. siedemnastego wówczas na świecie Fabio Fogniniego, w Hiszpanii wygrał z faworytem gospodarzy, Fernando Verdasco i odpadł w II rundzie po wyrównanym meczu ze światową trzynastką, Nikolasem Almagro – red.). Nie da się ukryć, że po takiej jesieni aż chce się wracać do gry w ATP. Zwłaszcza że dzięki rankingowi będę mógł grać w dużych turniejach bez udziału w kwalifikacjach.
Jedyny kamyczek do ogródka za 2013 rok to Puchar Davisa i nieudany mecz z Australią. Reprezentacja przegrała 1:4, a jedyny punkt w konfrontacji z drużyną z Antypodów zdobył debel. Tobie się nie powiodło.

– Szkoda mojego meczu z Bernardem Tomiciem (5:7, 6:7 [1-7], 4:6). Było blisko i gdyby udało się wygrać, mielibyśmy remis, przed sobą mecz deblistów i potem różnie mogło się to wszystko ułożyć. Szkoda, bo graliśmy przed własną publicznością, stawka była wysoka i mogliśmy awansować do szesnastki najlepszych drużyn świata. Trudno, powalczymy o to w kolejnym roku.


źródło: brak danych


Proste pytanie: 4 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment