Rozmowa z Martinem Kaczmarskim, kierowcą rajdowym

, środa, 27 listopada 2013

Za to, co zdziałał w dobiegającym końca 2013 roku, z pewnością zasłużył na znalezienie się wśród mocnych kandydatów w kategorii: uwaga talent. Bo choć nie wygrał żadnej prestiżowej imprezy międzynarodowej, sympatykom sportów motorowych (także poza granicami naszego kraju), a szczególnie rajdów cross country, dał się poznać jako niezwykle utalentowany, czyniący błyskawiczne postępy, kierowca.

avatar
(Fot. archiwum M. Kaczmarski) Martin Kaczmarski w 2014 roku zadebiutuje w rajdzie Dakar

Martin Kaczmarski – bo o nim mowa – to zaledwie 23-letni sportowiec, mimo to podczas rajdów zaliczanych do Pucharu Świata wprowadził w osłupienie sławnych rywali. Debiutując w cyklu, kilka razy plasował się w czołówce, a w kończącym sezon Baja Portalegre zajął 2. miejsce, wyprzedzony jedynie przez mistrza świata, zarazem swojego mistrza i nauczyciela z Lotto Teamu Krzysztofa Hołowczyca. Teraz przed Martinem intensywne przygotowania do imprezy, o starcie w której jeszcze rok temu nie mógł nawet marzyć. To słynny Dakar, gdzie kierowca X-raid wystartuje jako pełnoprawny uczestnik samochodem Mini All4 Racing. Czyli jednak marzenia się spełniają.
Po ostatnich sukcesach uważa się już Pan za wielkiego?
Martin Kaczmarski: – Ależ skąd. Wprawdzie ludzie mówią o mnie dobrze, ale ja sam oceniam tegoroczne wyniki jako średnie. Brak mi konsekwencji w tym, co robię, o czym świadczy fakt, że jedne imprezy kończę na wysokim miejscu (najświeższy przykład to Portugalia), w innych – z różnych względów – nie dojeżdżam do mety. Zatem moim celem jest stabilizacja na dobrym poziomie, unikanie wpadek, to zaś przychodzi wraz ze zdobywaniem doświadczenia. Te wahania spowodowane były też częstymi zmianami. Na początku (w Baja Italia) podróżowałem Bowlerem, potem była Toyota Hilux, no i wreszcie Mini z X-raidu. Na przestrzeni roku 3 razy zmiana zespołu – to nie mogło pozostać bez wpływu na wyniki.
Mini to jest to, czym chciałby Pan ścigać się w przyszłości?
– X-raid to najlepszy team na świecie, zaś Mini to najlepiej dopracowany samochód. Na początku miałem problemy z opanowaniem go, bo absolutną nowość stanowiły dla mnie jego rozwiązania techniczne. To samochód skomplikowany, trudny do prowadzenia, ale powoli uczę się go i mam nadzieję, że do Dakaru dobrze się poznamy. O tym, jaka to „bryka”, świadczy deklaracja, iż planuję starty Mini do końca kariery.
Jeszcze niedawno mistrzowie klasy Peterhansela to byli faceci znani Panu wyłącznie z telewizji. Teraz Martin Kaczmarski stał się ich rywalem. Świat zwariował?
– W styczniu tego roku oglądałem zespół X-raid na Dakarze zza oddzielających takich jak ja kibiców plastikowych taśm, podziwiałem Romę, Peterhansela, „Hołka”, Terranovę – to było niczym abstrakcja. Dziś jestem już po drugiej stronie tych taśm, razem trenujemy, jemy kolację. Czyż można chcieć więcej? Teraz czeka nas wspólny wyjazd kondycyjny, będzie więc okazja, by poznać się jeszcze lepiej.
W Portugalii uczeń Kaczmarski dołożył na etapie mistrzowi Hołowczycowi.
– Zacznijmy od tego, że Krzysiek jest zadowolony, iż jego praca nie poszła na marne. Jeżeli jestem na mecie przed „Hołkiem” to dlatego, że on zwolnił, bo na pewno ciągle jest szybszym kierowcą, niż ja. I jeszcze długo będzie.
W Portugalii obok Pana pojawił się też nowy pilot.
– To Filipe Palmeiro, z którym pojadę w rozpoczynającym się 5 stycznia 2014 Rajdzie Dakar. Portugalczyk startował w nim już 8 razy, w ostatnim Dakarze pilotował Krzyśka Hołowczyca. Jak będzie wyglądał cały przyszłoroczny sezon, jeszcze nie wiem. Chciałbym wrócić do współpracy z Bartkiem Bobą, bardzo dobrze nam się razem jechało, jednak to będzie zależało nie tylko ode mnie. Pilot to bardzo ważna osoba, dobrze, by był nią przyjaciel, ponieważ ryzyko nawet utraty życia w czasie rajdu jest naprawdę duże. Z człowiekiem na prawym fotelu przez dwa tygodnie na 2 metrach sześciennych, w ogromnym napięciu, w ekstremalnych warunkach – trzeba się tolerować, więcej: akceptować. Razem wygrywamy, razem też ponosimy porażki, dlatego zaufanie jest takie ważne.
Słucha Pan podpowiedzi tych, którzy już Dakar zaliczyli?
– Oczywiście, i to nie tylko tych, którzy wzięli w nim udział w charakterze kierowców. Każda uwaga jest cenna. Przede wszystkim chcę w Dakarze dojechać do mety, dopiero w drugiej kolejności liczyć się będzie wynik. Nie należy zapominać, że to mój pierwszy Dakar w życiu. To tak, jakby ktoś przed rokiem zaczął biegać maraton, a wybierał się na igrzyska olimpijskie.
Czego najbardziej obawia się Pan na Dakarze? Siebie?
– Dokładnie tak. Nie wiem, jak mój organizm zareaguje na ogromny wysiłek, jak wytrzyma to moja psychika. Nie wiem też, jak będzie wyglądała moja współpraca z Filipe, choć jestem pełen optymizmu.
Wsparcie rodziny ma znaczenie?
– Ogromne. Ważne, by czuć, że bliscy są z tobą, że cię dopingują, są obecni na starcie i mecie. Dlatego cieszę się, że w Dakarze 2015 będą ze mną mama i tato, choć serdecznie im współczuję, bo to trudne dwa tygodnie nawet dla oglądających. Coś o tym wiem – to nie są wczasy, ponieważ codziennie trzeba przejechać 600-700 km, często w ekstremalnych warunkach. To naprawdę bardzo męczące.
Plan Martina Kaczmarskiego na najbliższy Dakar?
– Zakładam wygranie klasy rookie, czyli debiutantów, jednak – jak już wspominałem – celem nr 1 jest osiągnięcie mety. Już to byłoby sukcesem.

Waldemar
Niedźwiecki


źródło: własne


Proste pytanie: 9 + 8 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.