Rozmowa z Martą Sobolską, przyjmującą Impela Gwardii Wrocław

Klan Sobolskich jest we wrocławskiej Impel Gwardii coraz bardziej pokaźny. Tomasz Sobolski może z podziwem zerkać, jak we Wrocławiu rozwijają się jego córki: Dominika oraz Marta. Ta druga, miłośniczka siatkówki plażowej i dobrych butów (niekoniecznie sportowych), opowiada m.in. o życiu w Polsce oraz falstarcie wrocławianek w PlusLidze Kobiet.

Przed sezonem stwierdziłaś, że przychodzisz do Impelu Gwardii przede wszystkim…więcej trenować. Trening treningiem, ale kiedy zobaczymy Martę Sobolską w wyjściowej szóstce meczowej?

MARTA SOBOLSKA: – Zdałam sobie sprawę z tego, że najpierw muszę podciągnąć się od strony fizycznej i dużo trenować. Wtedy trener być może zdecyduje, że jestem gotowa na rozegranie meczu w większym wymiarze czasowym. Do tej pory parę razy wchodziłam z ławki, grałam raz dłużej, raz krócej. Powoli przyzwyczajam się do tego trochę wyższego niż w lidze belgijskiej poziomu. A może nawet więcej niż trochę…

Różnica między belgijską a polską ligą jest aż tak wyraźna?

– W Belgii są dwa zespoły, które odstają od reszty stawki. Wydaje mi się, że gdyby występowały w PlusLidze Kobiet, to byłyby siatkarsko podobne do Gwardii. Reszta belgijskich zespołów jest dużo słabsza. Liga jest również mniej profesjonalna. Pierwsze dwa zespoły trenują codziennie, reszta trzy razy w tygodniu. Wychodzę z zasady, że im więcej się trenuje, tym lepiej się gra.

Jesteś specyficznym przykładem rodowitej wrocławianki. Ze stolicy Dolnego Śląska wyjechałaś razem z rodzicami jako półtoraroczne dziecko…

– Rodzice wyjechali, ponieważ tata (Tomasz Sobolski, były siatkarz Gwardii Wrocław – przyp. eMPe) grał w siatkówkę na wysokim poziomie. Jakbyśmy zostali tutaj, to pewnie życie zupełnie inaczej by się potoczyło. Cieszę się, że wyjechaliśmy. Teraz powracam ze względów sportowych. W Belgii nie ma takich warunków do trenowania, jak tutaj, w systemie dwa razy dziennie. Już w zeszłym roku mogłam grać w Gwardii. Miałam jednak niedokończone studia i zdecydowałam się zamknąć ten etap. Obecnie mam przed sobą jeszcze pracę magisterską i staram się ją pisać.


Kilka miesięcy we Wrocławiu już spędziłaś. Dostrzegasz więcej plusów czy minusów?

– Wrocław mi się jak najbardziej podoba. W Belgii jest jednak nieco inny standard, a raczej komfort życia. Będąc zupełnie szczerą: czuję się tam lepiej. Pewnie ze względu na to, że tam spędziłam większą część życia.

Wrocław znasz jednak pewnie głównie z trasy Orbita – hala przy Krupniczej…

– Nie, nie (śmiech). Poznałam już trochę Wrocławia.

Posmakowałaś nocnego życia?

– Tak. Jak najbardziej (śmiech). Byłam tutaj latem, jesienią i teraz mam okazję być zimą. Za każdym razem to miasto ma swój niepowtarzalny urok. Podoba mi się Rynek. Jestem zauroczona tym miejscem.

W takim razie szybki egzamin z zauroczenia – święta spędzone w Polsce czy w Belgii?

– Święta spędzamy w Polsce. Zawsze u babci jest wigilia i ten czas spędzamy razem z rodziną. To wyjątkowy czas. Cieszę się, że mamy takie tradycje. Dzięki temu możemy na przykład obdarować się prezentami.


Podobno masz wyjątkową słabość do butów.

– (śmiech) Tak. Zgadza się.

Ale wyłącznie sportowych?

– Ależ oczywiście. Tylko i wyłącznie (śmiech). Mówiąc poważnie, lubię każdy rodzaj butów. Pod choinką nie znalazłam jednak żadnej nowej pary.

Czyli był płacz i zgrzytanie zębów?

– Tak… Buty to jednak byłoby to…(śmiech). Oczywiście, przeżyłam brak nowej pary obuwia pod choinką. Prezenty okazały się jednak bardzo przyjemne. Ogólnie święta się jak najbardziej udały. Najważniejsze, że mogliśmy je spędzić z rodziną i czuć było to domowe ciepło.

W belgijskim domu państwa Sobolskich można znaleźć polskie akcenty?

– U nas zawsze było tak, że jak wchodziło się do domu, to już była Polska. Zarówno radio jak i telewizja były po polsku. Mówiliśmy i mówimy w domu zawsze w polskim języku.  Mogę więc powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że polskość w naszym domu jest jak najbardziej pielęgnowana.

Tata komentuje i ocenia występy córek na bieżąco?

– Jak najbardziej. Tata ogląda mecze regularnie. Komentuje, co było dobrze, co było źle, co można poprawić. Zawsze tak było i cieszę z tego powodu. Rady taty nigdy nam nie zaszkodziły.


Jak się gra u boku siostry? W końcu trafiłyście do jednego zespołu. Bardziej sobie zazdrościcie, czy jednak pomagacie i dopingujecie?

– Współpracujemy bez żadnych problemów, nie mogę narzekać. W ubiegłym roku grałam jeszcze w lidze belgijskiej, więc bardziej korespondencyjnie obserwowałyśmy swoje poczynania. W Belgii mamy polską telewizję i całą rodziną dopingowaliśmy występy Dominiki. Teraz jesteśmy już razem w Gwardii i dobrze się dogadujemy. Mieszkamy niedaleko siebie, tak że jest OK.

Martę Sobolską można również zobaczyć podczas turniejów siatkówki plażowej. Bardziej ciągnie do piasku, czy przyzwyczaiłaś się już do występów w hali?

– Przyszłości w siatkówce plażowej za bardzo nie ma. Gdyby była – wybrałabym bez wahania plażówkę. Świetnie się czuję w grze na piasku. Panuje tam nieco inna atmosfera.  Na boisku jest nas tylko dwójka i przez to ma się większy wpływ na wydarzenia. Niestety, problemem jest to, że w Belgii nie ma możliwości do częstego grania.

A siatkówka plażowa w wydaniu polskim? Turniej m.in. w Starych Jabłonkach…

– Słyszałam, że mają dobrą renomę i są ciekawe. Ja jednak traktuję siatkówkę plażową jako przerwę między sezonami halowymi. Może mnie ciągnąć do gry na piasku, ale rzeczywistość jest taka, a nie inna. Taki siatkarski odpoczynek w… równie siatkarskim wydaniu. Teraz mam dylemat, co zrobić. Czy odpoczywać i pojechać na wakacje, czy ciągnąć dalej plażówkę. Najdłuższe wakacje, na których byłam, to trochę więcej niż tydzień. Mam jeszcze trochę czasu na decyzję.


Jak oceniasz Rafała Błaszczyka? Wydaję się być wyjątkowo spokojny i opanowany. Potrafi czasem, mówiąc kolokwialnie, opieprzyć?

– Oj, potrafi… (śmiech). Nie wiem, czy w Polsce jest takie określenie, ale dobry człowiek, który wygląda na spokojnego, zazwyczaj jest taki, że w końcu wybucha.

Cicha woda, tak?

– Właśnie o to mi chodziło. Zawsze wydawało mi się, że trener Błaszczyk jest spokojny. Z czasem jednak zobaczyłam, że jak trzeba, to potrafi krzyknąć. Ale jakby było za spokojnie, to też nie wyszłoby to nikomu na dobre.

Na koniec czas na wyjaśnienie kulinarnej zagadki. Dlaczego na Martę Sobolską koleżanki z drużyny mówią… „Sałata”?

– Wszystko wzięło się od siostry. W zeszłym roku Dominika udzielała wywiadu i później w gazecie ukazało się, że nazywa się nie Sobolska, tylko… Sałacka. Dziewczyny z drużyny szybko wyłapały rewelację i zaczęto na nią mówić „Sałata”. Jak się okazało, w Gwardii pojawiła się druga Sobolska. Dziewczyny zaczęły na mnie mówić „stara Sałata” bądź „Kapusta”. Teraz już jednak od tego odeszły i nazywają mnie „Martoszka” albo „Marti”.

Świątecznie pod siatką

Już w najbliższy poniedziałek siatkarki Impelu Gwardii Wrocław ponownie zagrają o ligowe punkty. Tym razem przeciwnikiem podopiecznych trenera Rafała Błaszczyka będzie KS Pałac Bydgoszcz.

Ogromna ulga

W końcu się udało. Siatkarki Impela Gwardii Wrocław wreszcie solidnie zapunktowały.

Kamień z serca!

Od przekonującego zwycięstwa rozpoczęły swoją przygodę z europejskimi pucharami siatkarki Impelu Gwardii Wrocław. Podopieczne trenera Rafała Błaszczyka we wtorkowy wieczór pewnie pokonały bułgarską Maritzę Plovdiv 3:0.

Za mocny Aluprof

Siatkarki Impelu Gwardii Wrocław po dłuższej przerwie powróciły do rozgrywek PlusLigi Kobiet. Gwardzistki na pierwszy ogień rozegrały mecz z mocną ekipą BKS Aluprofu Bielsko-Biała.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij