Rozmowa z Marcinem Fliegerem, rozgrywającym, który wywalczył z ekipą WKS-u awans do ekstraklasy

Maciej Szumski, poniedziałek, 20 maja 2013

Kontrakt Marcina Fliegera ze Śląskiem wygasł 15 maja. Koszykarz wrócił do rodzinnego Poznania, w którym czeka na podjęcie rozmów z wrocławskim klubem na temat dalszej współpracy. – Chciałbym grać dla Śląska w ekstraklasie. Jeśli klub będzie zainteresowany pracą ze mną, na pewno się dogadamy – zapewnia Flieger.

avatar

Marcin Flieger okazał się bardzo istotnym ogniwem Śląska. Przez cały sezon zdobywał średnio ponad 13 punktów w meczu, a co najważniejsze, nie zawiódł w decydujących momentach. W 5. spotkaniu półfinałowym z Sidenem Toruń zdobył 27 punktów, a w dogrywce finałowego meczu nr 3 rzucił aż 10 oczek! To nie pierwszyzna dla tego 29-letniego rozgrywającego, bowiem kilka lat temu był liderem Zastalu, gdy ten grał o awans do ekstraligi. Kontrakt Fliegera ze Śląskiem wygasł 15 maja. Zawodnik czeka na decyzję włodarzy Śląska odnośnie współpracy w kolejnym sezonie.
Chcesz kontynuować swoją koszykarską przygodę z Śląskiem w PLK?
MARCIN FLIEGER: – O klubie i mieście mogę wypowiadać się tylko w superlatywach. Gra dla najbardziej utytułowanego zespołu w Polsce to nobilitacja. Bardzo chciałbym zostać na kolejny rok we Wrocławiu, zagrzać tu miejsce. W najbliższych dwóch tygodniach siądziemy do rozmów. Jeśli władze Śląska wykażą chęć dalszej współpracy, to na pewno się dogadamy.
Pozycja rozgrywającego często bywa obsadzona zagranicznym zawodnikiem. Nie obawiasz się, że Śląsk także pójdzie tą drogą? W tym roku byłeś liderem, ale w poprzednich latach pełniłeś również rolę zmiennika dla np. Waltera Hodge’a w Zastalu…
– Przyjęło się, że pozycje rozgrywającego i podkoszowego są kluczowe. Klub z pewnością będzie szukał wzmocnień. Jeśli zostanie mi zaproponowana rola zmiennika dla jakiegoś nowego rozgrywającego, nie będę miał z tym problemu. Potrafię się dostosować w taki sposób, aby klub miał z tego jak najwięcej korzyści. To prawda, pełniłem różne zadania w różnych klubach. Trudniejsza jest moim zdaniem rola lidera. To od niego zależy wynik zespołu. Zmiennik ma dać odpocząć podstawowemu zawodnikowi albo pobudzić zespół do lepszej gry. Pokazałem w Zastalu, że umiem funkcjonować jako zmiennik w ekstraklasie. Jestem już doświadczony. Grałem w swojej karierze jako podstawowy zawodnik oraz jako zmiennik, więc myślę, że umiałbym odnaleźć się w takiej roli, jaką zaproponuje mi klub.
Jeśli jednak Śląsk zrezygnuje z dalszej współpracy, gdzie spędzisz kolejny sezon?
– Wiem od swojego agenta, że jeden zespół z ekstraklasy i kilka klubów I-ligowych wstępnie o mnie pytało. Jeśli miałbym ponownie grać w I lidze, to tylko dla klubu, który będzie się bił o awans. Jednak przede wszystkim czekam na ruch ze strony Śląska. Chciałbym z tym klubem zagrać w ekstraklasie!
Przyjeżdżając do Wrocławia przed poprzednim sezonem, mówiłeś, że lubisz wyzwania i cieszy Cię wizja gry o awans do ekstraligi. Jak z perspektywy czasu oceniasz swój udział w tym wyzwaniu?
– Od początku wiedziałem, że będzie na nas presja, że gramy o awans. Jeszcze nie zdążyliśmy rozegrać choćby jednego meczu, a już każdy mówił, że nie ma innego wyjścia poza wygraniem ligi. Wiedziałem, że Wrocław jest spragniony koszykówki. Skład budowany był tak, aby od strony sportowej awans był możliwy. Rola, jaką pełniłem w drużynie, była zgodna z tym, na co się umawiałem z trenerami i zarządem. Sezon uważam za udany, bo wypełniliśmy stawiany przed nami cel.
Wypełniliście, ale w play-off emocji i krytycznych momentów nie brakowało.
– Przez sezon zasadniczy przeszliśmy jak burza. Byliśmy bezkonkurencyjni. Problemy zaczęły się w półfinałach, gdy po dwóch wygranych pojechaliśmy do Torunia i daliśmy się dwukrotnie pokonać. Zrobiło się nerwowo, ale decydujący mecz mieliśmy u siebie i przewagę parkietu wykorzystaliśmy. Dla nas to był taki mały finał, bo nie mogliśmy się pomylić. Drugim krytycznym momentem był ścisły finał, gdy przegraliśmy u siebie mecz nr 2 i straciliśmy przewagę parkietu. Na szczęście potrafiliśmy się odbudować i ostatecznie okazaliśmy się najlepsi.
Zastal Zielona Góra, Twój były klub, wywalczył awans do finału mistrzostw Polski. Kibicujesz tej ekipie?
– Myślę, że zawsze będę miał sentyment do Zastalu. Wywalczyliśmy kilka lat temu awans do ekstraklasy, zdobyliśmy też brązowy medal mistrzostw Polski. Moim zdaniem Zastal zasłużył swoją postawą na awans do tegorocznego finału. Będę kibicował byłym kolegom.
Spędziłeś kilka lat w ekstralidze i I lidze. Jakie są różnice między tymi ligami – pomijając oczywistości, że w wyższej lidze grają lepsi koszykarze.
– Oczywiście obcokrajowcy podnoszą poziom ekstraklasy. Poza tym różnica jest w przygotowaniach taktycznych. W ekstraklasie jest więcej szachów, bardziej skupia się na konkretnej taktyce. I liga jest nieco bardziej żywiołowa i nieszablonowa.
Tobie jakie granie bardziej odpowiada? Szachy czy żywiołowość?
– To zależy od momentu w meczu (śmiech). Prawda o koszykówce leży gdzieś po środku. Trzeba umieć dostosować styl gry do konkretnych meczów i rywali. Najważniejsze jednak, niezależnie od poziomu gry, aby ciężko pracować. Tak było właśnie we Wrocławiu. Trener Jankowski rozliczał nas z postawy na treningach. Kładł ogromny nacisk na obronę i podkreślał, że defensywą się wygrywa. To się sprawdziło w ostatnim meczu finałów. Nie szło nam w ataku, ale straciliśmy tylko 50 punktów i wygraliśmy.
Rozmawiał
ALEKSANDER ŁOŚ


źródło: brak danych


Proste pytanie: 4 + 2 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
advertisment
Najbliższe wydarzenia
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment