Rozmowa z Maciejem Zeganem, bokserem i wrocławskim radnym

, środa, 27 listopada 2013

Maciej Zegan to bokser z „przeszłością”. Ongiś był bliski wywalczenia tytułu mistrza świata prestiżowej federacji, ale został skrzywdzony przez sędziów, którzy niezasłużenie przyznali wygraną Grigorianowi. Potem Maćkowi wiodło się różnie (przeważnie dobrze), ale na szczyt wrocławianin nie powrócił.

avatar
(Fot. archiwum M. Zegana) Maciej Zegan jeszcze nie podjął decyzji, czy walka z Dariuszem Snarskim była ostatnią w jego karierze

Mając 34 wiosny zawiesił rękawice na kołku, zaczął zarabiać na utrzymanie rodziny poza ringiem, został radnym miejskim, a ostatnio otworzył własny klub. Nie rozrywkowy, a bokserski. Ciągnie wilka do lasu, a jak bardzo, mogliśmy się przekonać w sobotę 17 listopada, kiedy to stoczył pojedynek ze starszym o 8 lat Dariuszem Snarskim. W Białymstoku, na terenie rywala, który koniecznie chciał się odegrać za – jego zdaniem – niezasłużoną porażkę przed laty. Ale i tym razem białostocczanin poległ. Z Maciejem Zeganem rozmawiamy po tej w pewnym sensie historycznej walce.
Skąd pomysł takiej walki, co chciałeś w ten sposób udowodnić?
MACIEJ ZEGAN: – Chciałem się sprawdzić, zobaczyć, jak się będę czuł, czy stać mnie jeszcze na boks w przyzwoitym wydaniu. Do pojedynku namówił mnie Darek Snarski, to było jakieś pół roku temu. Przeanalizowałem wszelkie za i przeciw, pogadałem z sobą i postanowiłem podjąć rękawicę. A skoro tak, musiałem nieco zmienić swoje życie, narzucić sobie reżim, od którego odwykłem, solidnie się przygotować do walki. I z pewnym zdziwieniem stwierdziłem, że daję radę, że nie jest ze mną źle. Ale o tym, czy warto było podjąć ryzyko, mogłem się dopiero przekonać na ringu w Białymstoku.
Wróciłeś po 3-letniej przerwie. Twój rywal to też facet „po przejściach”, na dodatek starszy od Ciebie o 8 lat. Dla obu zatem to było spore wyzwanie.
– Jak wspomniałem, dość długo się wahałem, bo z powrotami różnie bywa. Żona – przynajmniej początkowo – była tej walce przeciwna, odradzała mi występ po tak długiej przerwie. Zwłaszcza iż miała świadomość (przecież zna mnie, jak nikt inny), że wszystko podporządkuję przygotowaniom do pojedynku ze Snarskim. Darek bardzo chciał tej walki, choć także zdawał sobie sprawę, że to duże wyzwanie. To miał być definitywnie ostatni jego pojedynek, dlatego przygotował się do niego solidnie. Ale przegrał.
Przygotowania do tej walki wymagały nie tylko mnóstwa czasu, ale i wyrzeczeń. Warto było?
– Nie żałuję, choć gdybym przegrał, zapewne trochę bym w oczach kibiców (a na nich zależało mi najbardziej) stracił. Po walce wiele osób ze środowiska namawiało mnie na kolejne pojedynki, twierdząc, że zbyt szybko rozstałem się z ringiem. I choćby dlatego warto było.
Co dalej? To był jednorazowy przypadek czy sygnał o powrocie?
– O komentarzach po walce wspomniałem przed chwilą. Także w drodze powrotnej z Białegostoku odebrałem kilka telefonów i SMS-ów, bym wrócił. Dziś jeszcze nie potrafię powiedzieć, jaką podejmę decyzję, choć nęci propozycja, jaką złożył mi red. Borek, żebym wystąpił na Polsat Boxing Night 22.02.2014. Muszę to jeszcze mocno przemyśleć. Obiecuję, że kiedy powezmę decyzję, powiadomię o tym Czytelników „Słowa Sportowego”.

Waldemar
Niedźwiecki


źródło: własne


Proste pytanie: 10 + 1 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.