Rozmowa z Łukaszem Kaczmarkiem, atakującym Cuprum Lubin i reprezentacji Polski

Maciej Piasecki, poniedziałek, 20 listopada 2017

Kiedy myślisz Cuprum Lubin, jednym z pierwszych skojarzeń jest Łukasz Kaczmarek. Siatkarz, który jeszcze dwa sezony temu wchodził od PlusLigi jako żółtodziub, dzisiaj jest jedną z gwiazd tych rozgrywek. Świeżo upieczony ojciec i reprezentant Polski ma spore apetyty na ten sezon, chcąc z lubińskim klubem zajść jak najwyżej, najlepiej do play-off.

avatar
Łukasz Kaczmarek (nr 2) jest niekwestionowanym liderem w ofensywie zespołu z Lubina (fot. archiwum Cuprum Lubin/Ł. Hazar)

Tuż po mistrzostwach Europy na świecie pojawiła się Kalina, wasz mały skarb. Jak w roli pana taty spełnia się Łukasz Kaczmarek?ŁUKASZ KACZMAREK: – Jak się spełniam to trzeba by zapytać bardziej mojej żony. Ja jestem bardzo szczęśliwy. Muszę powiedzieć, że bycie ojcem – to same plusy. Życie się zmienia, dochodzi więcej obowiązków, ale to są przyjemne sprawy. Spędzanie czasu z córeczką dodaje jeszcze większej energii do tego, co się robi na co dzień. Na pewno córeczka i żona są dla mnie niesamowicie ważne. Mając świadomość, że w domu czekają na mnie kochające osoby, dużo łatwiej się też gra na boisku. Wiem, że wrócę po meczu i one będą na mnie czekać. To jest wyjątkowa perspektywa, jestem szczęśliwy.

Mówisz – same plusy – ale pewnie bezsenne noce też się trafiły.
– Odpukać, mała ma już 2,5 miesiąca i nie przypominam sobie, żeby była taka noc. Nie możemy w tej kwestii narzekać. Wiadomo, niedługo po narodzinach żona co 3 godziny wstawała do córki. Teraz córeczka zasypia o 21, wstaje o 4-5 rano, zatem jest dobrze. Przesypiamy noce bez najmniejszego problemu.

A jak idzie dźwiganie roli lidera Cuprum Lubin i rozpoznawalnej postaci w światku siatkarskim? Sporo w tym kończącym się roku uległo u Ciebie zmianie na plus.
– Pamiętam, jak rozmawialiśmy w Krakowie, dzień przez meczem z Rosją, podczas Memoriału Wagnera. Dodatkowo następnego dnia miała zapaść ostateczna decyzja trenera De Giorgiego odnośnie wyglądu kadry na ME. Nie ukrywajmy, większość myślała, że to Maciek Muzaj pojedzie i będzie tworzył duet z Dawidem Konarskim na ataku. Ja praktycznie tych szans do grania nie dostawałem wcale. Byłem dlatego trochę pogodzony z losem, że wrócę do domu, będę na ostatniej prostej z żoną przed porodem, będę się nią opiekował. Jedynie pewne było to, że będę w 14 meczowej na spotkanie z Rosją. Dwa pierwsze sety zagrał Maciek, później trener pozmieniał i wyszło na to, że wygraliśmy z późniejszymi mistrzami Europy. Ten skład, który pokonaliśmy, zdobył niemal w całości tytuł mistrzów. To był niesamowity zwrot akcji.

Ale sam turniej to nam, mówiąc najdelikatniej, kompletnie się nie udał.
– Trudno się nie zgodzić. Ja cieszę się jednak, że mogłem tam być, poczuć atmosferę tego święta. Zagrać na PGE Narodowym przy takim tłumie ludzi. A później, już po turnieju, karuzela rozkręciła się na dobre. Ostatni mecz zagraliśmy 30 sierpnia, dzień później rodzi się moja córka. Nawet nie miałem chwili na to, żeby usiąść w domu na kanapie i przeanalizować to, co się wydarzyło podczas mistrzostw.

Pamiętam, że nie było Cię już podczas konferencji zamykającej ME dla Polaków.
– Wtedy już jechałem na narodziny córki. Dostałem esemesa na bramkach na autostradzie koło Wrocławia, że Kalina przyszła na świat. Zatem nie udało się zdążyć, niestety. Ale to był szalony czas. Pamiętam, że córka miała 3-4 tygodnie i dopiero usiedliśmy z żoną w jakiś weekend. Zadała mi pytanie: czy ja miałem chociaż chwilę na refleksję odnośnie mistrzostw i tego, co działo się i dzieje wokół po tym turnieju? Musiałem przyznać, że nie, bo faktycznie – nie było kiedy o tym na spokojnie pomyśleć. Ostatni mecz, narodziny córki, za chwilę początek pracy w klubie, PlusLiga rozpędziła się na dobre i co, mamy dzisiaj. To był niesamowity czas dla mnie.

Wejdźmy na ligowe podwórko. Zdrowotnie los Cuprum Lubin w tym sezonie nie oszczędza.
– Zasada jest prosta. Nie da się jedną szóstką zagrać całej ligi. Do tego dokładając Puchar Polski, czasem europejskie puchary – po prostu to nie ma szansy się udać. Nie ma co ukrywać, w Cuprum się trochę ukruszyło zdrowotnie w ostatnim czasie. Zaczęło się od problemów na środku z Przemkiem Smolińskim i Dawidem Gunią. A ostatnio doszedł duży kłopot w postaci kontuzji Roberta Tähta. Wszyscy w klubie chcą, żeby „Robi” wrócił już w pełni gotowy, dając nam radość ze swojej świetnej gry. A my musimy sobie teraz jakoś radzić bez niego. Mamy Keitha Puparta, Milosa Terzicia i młodego Filipa Bieguna. Na lewe skrzydło takie są rozwiązania, grania jest dużo i liczę na potencjał tego tercetu. Choć wiadomo, takiego siatkarza jak Täht – łatwo nie jest zastąpić.

Zdajesz sobie sprawę, że kiedy nie ma Roberta w składzie, Ty masz więcej roboty.
– (śmiech) I co ja mam powiedzieć?

W sumie i tak w przypadku Łukasza Kaczmarka 50 ataków w meczu – to norma.
– Faktycznie, jak czasem spojrzę na te liczby, robią wrażenie. Gram jednak na takiej a nie innej pozycji i biorę to na swoje barki. Raz wychodzi lepiej, raz gorzej, ale staram się pomagać drużynie – jak tylko mogę. Prowadzić zespół do jak najlepszego wyniku.

W tym sezonie w Szczecinie z Espadonem wykręciłeś 37 punktów. W trakcie meczu miałeś świadomość, że idzie lepiej niż zazwyczaj?
– Szczerze, jakoś specjalnie nie odczuwałem, że wynik będzie aż tak dobry z mojej strony. Swoją drogą, jak się gra mecz, tego się nie kontroluje. Czy się ma 20 – czy 30 punktów, czy więcej. Pamiętam, że dopiero po tym meczu któryś z dziennikarzy podszedł i powiedział, że wykręciłem jeden z najwyższych wyników w historii PlusLigi. Dla mnie jednak była, jest i będzie najważniejsza drużyna. W Szczecinie zdobyliśmy wówczas 2 punkty, ja cieszyłbym się bardziej, gdybym skończył z 15 oczkami, ale komplet za wygraną pojechałby do Lubina. Indywidualne rekordy to miły dodatek. Nie są to jednak priorytety.

Rozmawiał
MACIEJ PIASECKI

Cała rozmowa w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 4 + 6 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.