Rozmowa z Krzysztofem Gajewskim – pływakiem ekstremalnym

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 1 lipca 2019

W zeszłym roku w siedem dni przepłyną siedem największych polskich jezior, zimą zorganizował także zawody Underground Swim, tym razem przed Krzysztofem Gajewskim jeszcze większe wyzwanie. – Chciałbym pobić rekord świata w ciągłym pływaniu na wodach otwartych w kategorii „the Longest Lake Swim”. Planuję przepłynąć 170 km w trzy doby – mówi wrocławski pływak ekstremalny.

avatar

Kiedy rozmawialiśmy ostatnim razem, mówiłeś, że zamierzasz bić rekord świata w pływaniu ciągłym na otwartych wodach na jeziorze Balaton na Węgrzech. Skąd więc zmiana planów i Mazury?
KRZYSZTOF GAJEWSKI:
– Wcześniej mówiliśmy o Balatonie, ale zmieniliśmy plany z kilku względów. Po pierwsze, okazało się, że na Balatonie nie dostaliśmy zgody na obstawę w postaci łodzi silnikowych tylko elektrycznych. W związku z tym musielibyśmy pięć razy wymieniać baterie, co jest bardzo uciążliwie. Druga sprawa, kluczowa, to to, że dostaliśmy zgodę na przepłynięcie w Polsce, na Mazurach. Wcześniej wydawało nam się to nierealne, ze względu na to, że na Mazurach jest sporo kanałów, wąskich gardeł, ruch jest bardzo duży, a my ten ruch, nie da się ukryć, będziemy nieco utrudniać.
Jak to się więc stało, że dostaliście zgodę?
– Myślę, że jest to spowodowane rozmachem wydarzenia. Otrzymaliśmy patronat Miasta Giżycka, bardzo zaangażował się w całą sprawę tamtejszy wojewoda, policja wojewódzka, a także media w tym TVN, który będzie z nami płyną codziennie. W sumie otrzymaliśmy zgody od 26 instytucji! Okazało się także, że jeśli chodzi o zabezpieczenie, to będę płynął w kosmicznych jak dla mnie warunkach. Na jednego pływaka będą przypadać trzy łodzie, plus łódź ratownicza z niebieskim kogutem, będziemy mieć także obstawę policji. Powiem szczerze, że to wszystko przeszło moje oczekiwania. Nie spodziewałem się, że aż tle osób, instytucji zaangażuje się w ten nasz projekt.
Czujesz z tego powodu presję?
– Czuję, nie będę ukrywał. Do tej pory moje projekty pływackie były raczej z gatunku tych drobnych, za kilka tysięcy złotych. Tym razem budżet to ok. 40 tys. zł i duży rozgłos i zaangażowanie tylu ludzi. Trochę się tym wszystkim stresuję. Mam taki plan, że na pięć dni przed startem wyłączę telefon i będę starał się skoncentrować na tym, co mam do przepłynięcia. Póki co, spraw do załatwienia jest mnóstwo i mam takie wrażenie, że z amatorskiego uprawiania sportu przechodzę na profesjonalizm.
O logistyce jeszcze porozmawiamy, ale najpierw to, co najważniejsze w tym projekcie, czyli Ty i przygotowanie fizyczne do tak ekstremalnego wysiłku.
– Z przygotowań jestem bardzo zadowolony. Wszystko idzie zgodnie z planem. Pływam obecnie po 130 km tygodniowo, co daje 40 godzin treningu w wodzie tygodniowo, czyli trzy razy więcej niż przed rokiem. Do tego dochodzą spotkania z fizjoterapeutą i przede wszystkim dużo snu i regeneracja.
Masz jakąś specjalną dietę?
– Specjalnej nie. Głównie polega ona na tym, żeby nie schudnąć. Trudno jest nie stracić kilogramów przy takich obciążeniach treningowych. Tak więc dziennie muszę przyjąć ok. 7-8 tys. kalorii! Jem więc naprawdę wszystko. Dietę wprowadzam na trzy tygodnie przed startem, żeby żołądek był czysty.
170 kilometrów do przepłynięcia bez przerwy. Zakładasz, że w jakim czasie sobie poradzisz z tym dystansem?
– Od 60 do 72 godzin. Mamy już zaklepane miejsce w szpitalu w Olsztynie na oddziale neurologicznym ze względu na brak neuroprzekaźników spowodowany brakiem snu.
Nie boisz się?
– Bardzo się boję. To nie jest do końca zdrowe ani bezpieczne, ale to jest sport i jak każdy sportowiec podejmuję ryzyko poniesienia jakiś strat. Wyboru nie mam. Jeśli chce się rozwijać w tym co robię, czyli w ekstremalnym pływaniu, muszę podjąć próbę. Ja jestem w pełni świadomy ryzyka, jakie podejmuję, dlatego wspiera mnie cały sztab ludzi na czele z lekarzem, który będzie starał się to ryzyko zminimalizować.
Jaką trasą popłyniesz?
– Zaczynam na północy jeziora Mamry, czyli w Węgorzewie. Płyniemy przez cały kompleks Mamry aż do kanału Giżyckiego i miasta Giżycko. Dalej kierujemy się przez Niegocin na południe, płyniemy przez sieć kanałów i mniejszych jezior aż do Mikołajek. Za Mikołajkami wypływamy na Śniardwy, przepływamy to jezioro i to już będzie 85 km. Zawracamy i do punktu wyjścia wracamy tą samą drogą. Celowo płyniemy tą samą trasą w dwie strony, a nie w kółko po to, żeby nie było argumentów, że coś mi pomagało. Międzynarodowe federacje, które ratyfikują rekordy mogłyby np. stwierdzić, że celowo płynąłem w danym kierunku, bo np. jest prąd, który powoduje, że płynie się łatwiej.
Wróćmy do logistyki, czyli z kim będziesz płynął, kto Cię będzie wspierał, co będziesz jadł?
– No więc zacznijmy od początku. Całe wydarzenie nazywa się „Wpław po rekord – 170 km bez piany”. Równolegle ze mną płynie drugi pływak – Michał Jeka. Jesteśmy dobrymi znajomymi, często też razem trenowaliśmy. Jego próba i moja są jednak organizowane zupełnie niezależnie. Wystartować chcemy 15 lipca ok. godziny 13-14. Może to jednak ulec zmianie ze względu na pogodę. Cały czas przy pływaku płynie duża łódź, która będzie centrum dowodzenia. Będzie jeszcze mniejsza łódź, która płynąć będzie z przodu i będzie nas zabezpieczać przed ruchem innych jednostek. Bezpośrednio obok pływaka płynąć będzie kajak, bo jest to jedyna jednostka, która nie wytwarza fal. Tak jak wspominałem wcześniej wspierać nas będzie także łódź uprzywilejowana, a także policja. W organizacji skupiamy się na trzech sprawach. Pierwsza to, żebym płynął, druga, żeby ktoś cały czas mnie pilnował. Będzie lekarz, nurek, a także ratownicy. Trzecia sprawa to zabezpieczenie, żeby nikt z zewnątrz nie zrobił mi krzywdy. W sumie w naszej ekipie znajdować się będzie ponad 20 osób, 7 jednostek pływackich.
Są jakieś szczególne fragmenty trasy, które mogą sprawić Ci największą trudność?
– Szczerze mówiąc, najbardziej obawiamy się zmęczenia i niewyspania. Podstawowe czynności stają się bardzo trudne do wykonana dla osoby, która nie śpi dwie doby, a co dopiero skrajny wysiłek. Trzy doby bez snu w ciągłym wysiłku, z narastającym wychłodzeniem organizmu, zmęczeniem i irytacją. To jest to, co najbardziej mnie przeraża. Jeśli chodzi o trasę, to będziemy przepływać przez 13 jezior i 7 kanałów. Kanały są płytkie, wąskie i zamulone, woda jest brudna. Z kolei na jeziorach istnieje duże ryzyko fal. Płynąć będziemy w dzień i w nocy. W dzień jest duże natężenie ruchu, w nocy z kolei jest ciemno, trudniej jest nawigować, a dodatkowo noc zawsze budzi jakieś lęki. Kolejnym czynnikiem, który może utrudnić nam życie jest pogoda. Nie boimy się deszczu, fali, zimna, najgorsze są dla nas burze. Burza powoduje, że będę musiał wyjść z wody i przerwać próbę.
Jakim stylem będziesz płynął i co będziesz jadł?
– Płynąć będę kraulem ze względu na to, że jest to najszybszy styl i ma największą efektywność energetyczną. Często pojawia się pytanie dlaczego nie na plecach. Otóż po tak wielu godzinach w wodzie, przewrócenie się na plecy spowoduje takie problemy z błędnikiem, że próbę trzeba będzie zakończyć.
Czyli ani na chwilę nie będziesz mógł się odwrócić na plecy, żeby odpocząć?
– Nie ma takiej opcji. Pierwsza kwestia to ten błędnik, a druga sprawa, to będę walczył z niewyspaniem. Każda minuta przerwy spowoduje przedłużenie tego mojego niewyspania. Jeżeli chodzi o jedzenie, pamiętajmy, że jest to pływanie tak więc wszystko co spożywamy jest dużo cięższe, przez to, że jemy w wodzie. Problem jest też z gryzieniem, bo wtedy pojawia się problem z oddechem. Wszystko musi być więc łatwe do przezucia i połknięcia. Całość planuję przepłynąć wyłącznie na sprawdzonych żelach energetycznych, które przystosowane są do długotrwałego, ekstremalnego wysiłku, izotonikach i ewentualnie na naleśnikach z serkiem mascarpone
„Wpław po rekord…” Jaki rekord będziesz bił?
– Pierwszą liczbą, jaką będziemy musieli pobić to 95 km, czyli rekord Europy, który ustanowiony został na Balatonie na Węgrzech kilka lat temu. To jest dla nas absolutne minimum. Myślę, że właśnie po przepłynięciu tego dystansu zacznie się prawdziwa walka o pobicie rekordu świata, który obecnie wynosi 168 km. Będziemy również starać się o wpis do księgi rekordów Guinessa. Wierzę, że nam się uda.

Rozmawiała
ALEKSANDRA SZUMSKA


źródło: brak danych


Proste pytanie: 2 + 5 =


Komentarze:
  • nickname:
    18 dni temu
E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
advertisment
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment