Rozmowa z Krzysztofem Gajewskim, który w siedem dni przepłynął siedem największych polskich jezior

Arkadiusz Barski, wtorek, 26 czerwca 2018

Pływać nauczył się cztery lata temu. A dziś jest jednym z najlepszych pływaków długodystansowych w Polsce, który właśnie przypłynął siedem największych jezior w siedem dni. – Pomysł zrodził się ok. dwóch lat temu, kiedy z Bogusławem Ogrodnikiem płynąłem Śniardwy nocą. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się myśl, żeby rozszerzyć projekt o więcej jezior – mówi Krzysztof Gajewski.

avatar
K rzysztof Gajewski pr zep łyn ął siedem największych j ezio r w s iedem dni (fot. archiwum K. Gajewski)

Odpocząłeś już po tak wielkim wyczynie, był czas na świętowanie?
KRZYSZTOF GAJEWSKI:
– Na świętowanie czasu nie było. Byliśmy wszyscy strasznie zmęczeni i bardziej myśleliśmy o odpoczynku niż o świętowaniu. Poza tym po powrocie było sporo spraw do załatwienia, kwestie mediów, odpowiedniego jedzenia, odwiedziny u fizjoterapeuty.
Fizjoterapeuta… To znaczy, że nabawiłeś się kontuzji?
– Kontuzją bym tego nie nazwał, bardziej przeciążenie. Mam problem z ramieniem. Bolało mnie już podczas pokonywania jezior. Praktycznie cały czas płynąłem z bólem i mam tego bólu dość. Kiedy mam coś zrobić i pomyślę sobie, że ma mnie boleć, to wolę sobie odpuścić. Ale wody wcale nie mam dosyć (śmiech).
Jak jeszcze reaguje organizm na tak skrajny wysiłek?
– Jeśli chodzi o to, czy schudłem, to nie, ale moje ciało bardzo mocno się przebudowało. Straciłem bardzo dużo tkanki tłuszczowej. Najbardziej zmieniło się we mnie to, że czuję, że napuchły mi mięśnie rąk, ramion, i to dość mocno.

Rozmawiała
ALEKSANDRA SZUMSKA


Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 2 + 2 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.