Rozmowa z Katarzyną Ostapską, zawodniczką MAKS TYTAN Oława

, poniedziałek, 16 grudnia 2013

Ładna, drobna dziewczyna, na pierwszy rzut oka nikt nie powiedziałby, że potrafi podrzucić 116 kg! A jednak Kasia Ostapska (MAKS Tytan Oława) łamie panujące stereotypy, że kobieta dźwigająca ciężary musi być mało kobieca i masywna. Nam opowiedziała o relacjach ze swoim tatą i trenerem w jeden osobie, ukochanej pracy, wrocławskich mistrzostwach świata, planach na nowy rok i … świątecznym bigosie.

avatar

Podrzut, czy rwanie?

KATARZYNA OSTAPSKA: - Zdecydowanie podrzut. Od dziecka dużo bardziej lubiłam ten bój.

Jak to było z tymi ciężarami… Ze względu na to, że Twój tato jest trenerem, musiałaś trenować akurat tę dyscyplinę?

- Nie, wręcz przeciwnie. Rodzice, a nawet bardziej tato byli przeciwni. Jako dziecko grałam w tenisa ziemnego, ale nie da się ukryć, że byłam też blisko ciężarów. Jeździłam z tatą i bratem, który też trenował na zawody, obozy, dużo czasu spędzałam na sali, aż stwierdziłam, że chcę spróbować.

I?

- Zrezygnowałam z tenisa i zmusiłam tatę, żeby w końcu zabrał mnie na siłownie. Miałam wtedy z 12 albo 13 lat. Pamiętam, że po kilku miesiącach bardzo denerwowało mnie to, że nie mogę podrzucić 35 kg. Oczywiście jak to dziecko stwierdziłam, że się kompletnie do tego nie nadaję. Po pół roku wróciłam.

Od razu zaczęłaś trenować z tatą?

- Tak. Był moim pierwszym trenerem i jest nim do dziś. Oczywiście zdarzają się między nami jakieś drobne nieporozumienia, ale nie dlatego, że jest moim ojcem. To raczej normalne na linii trener – zawodnik. Nie ukrywam jednak, że niełatwo jest być córka trenera. Zawsze tę poprzeczkę miałam postawioną trochę wyżej niż inni.

A jak relacje między Wami wyglądają na zawodach? Tato bardziej denerwuje się, kiedy Ty wychodzisz na pomost?

- Myślę, że nie. Raczej jest tak, że wszystkie zawodniczki traktuje tak samo. Miesiące wspólnej pracy, a później tylko 6 podejść, żeby tę formę zaprezentować. Wiadomo, że nasze starty dla taty są dużym stresem, bo na zawodach już w żaden sposób nie może nam pomóc.

Temat ciężarów pojawia się też w Waszym domu?

- Zawsze tak było. Mój tato był zawodnikiem, później trenerem, trenował też starszy brat. Nie było mowy, żeby uniknąć tego tematu. Całe szczęście mama nie miała nic przeciwko. Zresztą to był dla nas zawsze przyjemny temat. Ja chyba najbardziej lubiłam, jak tato opowiadał o czasach, kiedy sam był zawodnikiem.

W tych dziecięcych latach miałaś jakiegoś ciężarowego idola?

- To zdecydowanie byli tato i brat. Oprócz tego, że ich podziwiałam, to jeszcze zawsze mogłam na nich liczyć. Pamiętam, że brat nawet w domu mi pomagał, udzielał rad. Z jednej strony mama gotowała obiad, a z drugiej mój brat kazał mi pokazywać, jak biję górę. Śmiesznie było.

Co to znaczy „bić górę”?

- Tak potocznie nazywamy ostatnią fazę podrzutu.

Wróćmy do Twoich początków... 12, 13 lat i co? Od razu treningi codziennie? Nie bałaś się, że trochę zniekształci się Twoja sylwetka?

- Nie. Na początku zajęcia były 3, 4 razy w tygodniu. Głównie treningi ogólnorozwojowe, uczyłam się techniki. Dopiero później pojawia się trening specjalistyczny. A jeżeli chodzi o figurę to, jest stereotyp, że wszystkie kobiety dźwigające ciężary muszę byś wielkie. Jest przecież kategoria do 49 kg, a tam dziewczyny są naprawdę drobniutkie.

Zresztą po Twojej sylwetce nie widać, że dźwigasz…

- Dziękuję, ale mimo wszystko trochę widać. Chyba pewne mankamenty dobrze tuszuję ubraniami.

Pamiętasz swoje pierwsze zawody?

- Jasne. Były we Wrocławiu, w hali Śląska. Pamiętam, że byłam bardzo zdziwiona, że sztanga jest taka lekka. Wyrwałam wtedy 20 kg, a podrzuciłam 30. Byłam trochę zdenerwowana, bo zapomniałam, że do rwania sztangę chwyta się trochę szerzej. Tato krzyczał mi wtedy zza kulis „Kasia, ale teraz rwanie, złap szerzej”.

Pierwszy poważny sukces?

- Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży do 18 lat w 2003 roku. Miałam wtedy 15 lat, ale przeniesiona zostałam do wyższej kategorii wiekowej, ze względu na to, że miałam szansę walczyć o wyjazd na mistrzostwa świata do lat 20. Wyrwałam wtedy 72,5 kg i podrzuciłam 90 kg, zajęłam 3. miejsce i tym wynikiem zapewniłam sobie wyjazd na mistrzostwa świata.

Później już jakoś poszło z tymi wynikami…

- Poszło. Dwa razy na mistrzostwach świata juniorów byłam 4. Zdobyłam brązowy medal mistrzostw Europy do lat 23 i wygrałam akademickie mistrzostwa świata.

Trochę się najeździłaś.

- Rzeczywiście. Z takich najbardziej egzotycznych podróży to była Korea Południowa, Meksyk, Chiny, czy na Teneryfa. Niejeden album ze zdjęciami zapełniłam.

 


źródło: własne


Proste pytanie: 9 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.