Rozmowa z Jakubem Głogowskim, wiceprezesem Panthers Wrocław

Maciej Piasecki, poniedziałek, 9 października 2017

Do tarć między władzami PLFA a wrocławskim klubem odnosił się przed tygodniem prezes związku (precyzyjniej – stowarzyszenia), teraz głos oddaliśmy drugiej stronie. Z wiceprezesem i menedżerem generalnym Panthers Wrocław umawialiśmy się na wywiad jeszcze przed The World Games. Miało być o sukcesach, planowanych projektach i pracy przy igrzyskach sportów nieolimpijskich, tymczasem przyszło nam poruszyć temat z gatunku kontrowersyjnych.

avatar
Szefostwo wrocławskich Panter zarzeka się, że nie zamierza iść ze związkiem na wojnę (fot. K. Ziółkowski)

Jakub Głogowski opowiada o przyczynach nieobecności zawodników Panter na meczu reprezentacji Polski, zawieszeniu Patryka Matkowskiego i niedoskonałościach w działaniu i funkcjonowaniu Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego. W pewnym momencie do rozmowy dołączył obecny prezes klubu, Michał Latoś.

Zacznijmy od początku. Tydzień przed meczem zarząd Panthers Wrocław wystosował komunikat o nieobecności waszych futbolistów na towarzyskiej potyczce reprezentacji Polski ze Szwajcarią. Powody – przemęczenie zawodników, troska o ich zdrowie i przygotowania do kolejnego sezonu. Słowa zrozumiałe, ale przetwórzmy je jeszcze raz – mistrzowie Polski mieli zwyczajnie wypocząć po TWG, być gotowi do treningów i rywalizacji klubowej.
JAKUB GŁOGOWSKI: – Informację o tym, że nasi zawodnicy nie pojadą na to spotkanie, władze ligi otrzymały miesiąc wcześniej. W wiadomości wspomnieliśmy między innymi o niejasnej sytuacji związanej z ich ubezpieczeniem. Nikt się wówczas do tego maila nie odniósł. Z naszym oświadczeniem, które na stronie internetowej ukazało się tydzień przed meczem, czekaliśmy do momentu ogłoszenia składu. Chcieliśmy się przekonać, czy trenerzy powołają naszych graczy, czy może uszanują decyzję i tych powołań nie będzie. Dopiero wtedy otrzymaliśmy wiadomość z nominacją do kadry dla 23 osób. Uznaliśmy więc, że należy wystąpić na drogę oficjalną. Odpowiadając na pytanie – tak, to jest prawdziwa przyczyna. Dbamy o ich zdrowie. Po The World Games mamy sześciu kontuzjowanych, którzy do teraz się leczą. W ubiegłym roku natomiast, podczas przygotowań do igrzysk, kiedy reprezentacja grała ostatni mecz w październiku, cykl treningowy mogliśmy zacząć dopiero pod koniec grudnia. W drużynie narodowej gra połowa naszego składu i bez nich nie można było zacząć treningów, cały cykl musiał być przesunięty o dwa miesiące. Teraz, ten właściwy, rozpoczyna się już w najbliższą niedzielę (rozmowa została przeprowadzona w czwartek, 5 października – przyp. red.). Powód, a więc przygotowania do The World Games, był bardzo ważny, byliśmy go w stanie zrozumieć i się do niego dostosować. To było jednak starcie „o pietruszkę”, co też dobitnie pokazali Szwajcarzy – w ich reprezentacji nie zagrał żaden z zawodników mistrza kraju Calanda Broncos. Oni potraktowali to na zasadzie „trzeba sprawdzić ludzi z reprezentacji juniorskiej, z innych klubów, bo i tak wiadomo, którzy są najlepsi, nie musimy ich znowu testować”. Uważamy, że to jest właściwie podejście. Nasi zawodnicy zasłużyli na wolne i zdawali sobie sprawę, że muszą odpocząć. Dlatego sami też poparli decyzję o publicznym podaniu oświadczenia i powodów rezygnacji z gry. Nie chcieli i my wraz z nimi, by ktoś zarzucił im niechęć do gry. Chodziło o ich zdrowie i musieliśmy to podkreślić.

Czyli decyzję podejmowaliście w porozumieniu z zawodnikami?
– Oczywiście, w klubie nie decydujemy się na takie działania odgórnie. Kiedy jednak grupę stanowi 50 osób, nie da się dogodzić wszystkim. Byli tacy, którzy chcieli jechać na kadrę, wyraźnie jednak zostali poinformowani o argumentach, o tym, że decyzja zarządu jest decyzją nadrzędną. Oni są zawodnikami tego klubu, mają z nim podpisane umowy, na mocy których bez zgody sztabu trenerskiego i zarządu nie mogą uczestniczyć w innych rozgrywkach futbolu amerykańskiego.

A więc starszyzna przyszła do was i powiedziała: to nie ten czas, jesteśmy zmęczeni, nie zagramy.
– Sama decyzja wyszła z zarządu i sztabu trenerskiego, bo to on ustala harmonogram przygotowań do sezonu. Wiedzieliśmy, że to się ze sobą pokrywa więc przekazaliśmy wiadomość zawodnikom, choć i tak mieliśmy wcześniej sygnały, że niekoniecznie chcą na ten mecz pojechać. Podobnie było w ekipie Seahawks, gdzie może nie pojawiło się oficjalne pismo, ale wielu kluczowych graczy też chciało odpocząć. My postanowiliśmy, że przemówimy jednym głosem, podeszliśmy do tego profesjonalnie, ogłaszając oficjalne powody.

Robiliście rozeznanie w innych klubach Topligi w tej sprawie? Może tam mieli podobne spojrzenie?
– Nie chcieliśmy tego robić, by nikt nam nie zarzucił, że inne kluby rezygnują, bo Panthers rezygnują. To była autonomiczna decyzja naszego klubu, a jeśli chodzi o zawodników Seahawks – oni zrobili to na własną rękę.

Czy terminy meczów towarzyskich reprezentacji były lub czy powinny być ustalane z klubami?
– Ciężko mi powiedzieć, w naszym oświadczeniu podawaliśmy informację, jak wyglądają same powołania. Nigdy nie było sytuacji takiej, jak w każdym profesjonalnym sporcie, gdzie kluby otrzymują oficjalne pisma – tak jak chociażby Ślęza Wrocław – wręcz z gratulacjami z okazji nominacji do kadry Polski, bo to jest przecież nobilitacja dla zawodnika. Czymś takim na pewno byśmy się pochwalili w mediach społecznościowych albo na naszej stronie internetowej. A my o tych powołaniach dowiadywaliśmy się od samych zawodników, oni z kolei z facebookowej grupy. Nie tak to powinno działać. Poza tym, kto organizuje mecz miesiąc po igrzyskach, kiedy zawodnicy jadą na wakacje po ciężkim sezonie i są w fazie roztrenowania?

Rozmawiał
ARKADIUSZ BARSKI

Cała rozmowa dostępna w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 10 + 1 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.