Rozmowa z Damianem Janikowskim, zapaśnikiem Śląska Wrocław, brązowym medalistą igrzysk w Londynie

, wtorek, 21 sierpnia 2012

Od kilku sezonów zaliczany jest do jednych z najlepszych zapaśników w Polsce i na świecie. Rodowity wrocławianin był jednym z pewniaków do medalu olimpijskiego i jako jeden z niewielu wytrzymał presję i stanął na podium igrzysk w Londynie. Po tym, jak odebrał medal w Londynie płakał rzewnymi łzami, czym wzruszył całą Polskę. – Ja na co dzień nie płaczę, kiedyś tak, ale to było jak byłem mały i przegrywałem walki – opowiada Damian Janikowski, zapaśnik Śląska Wrocław.

avatar

 

Szum medialny wokół Ciebie wciąż trwa? Służy Ci to?
DAMIAN JANIKOWSKI: – Wciąż trwa. Można powiedzieć, że jestem rozchwytywany, jak nie radio, to gazeta. Generalnie mało śpię po powrocie z Londynu, bo ciągle coś się dzieje, ciągle w podróży. Jak nie Warszawa, to znowu Festiwal Sportu nad morzem. Ale to dobrze, muszę wykorzystać swoje pięć minut i może coś się w końcu ruszy.
Mówisz o sponsorach?
– Tak. Szczerze mówiąc, to już się zaczęli zgłaszać. Mam menedżera, który z nimi rozmawia. Może coś z tego wyniknie.
Wróćmy do Londynu. Jechałeś tam jako poważny kandydat do medalu. Czułeś tę dodatkową presję?
– Sporo ludzi twierdziło, że jestem faworytem. Ja się tym nie przejmowałem. Niech sobie mówią, a ja muszę zrobić swoje. Jednym uchem wpuszczałem, drugim wypuszczałem. Nie myślałem tak o sobie i może dlatego nie czułem tej presji. Chociaż zdawałem sobie sprawę, że jak nie przywiozę medalu, to mogą mnie gdzieś później obsmarować, że był pewniakiem, a nie dał rady.
Stres przed zawodami olimpijskimi i takimi na mistrzostwach świata, czy Europy jest porównywalny? Czy igrzyska to zupełnie inna bajka?
– Ja te zawody traktowałem, tak jak każde inne, chociaż pojawiała się myśl, że przecież w igrzyskach startuje się raz na cztery lata. Tak samo jest z medalem. Jest jak każdy inny, tylko, że trochę droższy. Nawet nie ma swojego specjalnego miejsca w domu, tylko leży ze wszystkimi innymi.
Ale jak już go odebrałeś, to się wzruszyłeś i to bardzo.

– Rzeczywiście. Od razu mówię, ja na co dzień nie płaczę. Owszem, jak byłem mały i przegrałem walkę to płakałem z nerwów, że ktoś mnie pokonał, ale to już minęło. W Londynie zdałem sobie sprawę, że na ten brązowy krążek ciężko pracowałem przez ostatnie 12 lat, że teraz ten medal może mi bardzo pomóc i bardzo dużo dać, chyba stąd te łzy.


źródło: własne


Proste pytanie: 2 + 10 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.