Rozmowa z Damianem Dykasem, siatkarzem Cuprum Mundo Lubin

Maciej Szumski, poniedziałek, 25 lutego 2013

Atakujący Cuprum Mundo Lubin Damian Dykas to od sześciu lat ważny element zespołu, który w bieżącym sezonie walczy o awans do Plus Ligi. Co ciekawe, zawodnik ten, podobnie jak część kolegów z zespołu, łączy zawód siatkarza z pracą w kopalni, co jednak nie przeszkadza mu w grze na wysokim poziomie.

avatar

Jest Pan obecnie zawodnikiem z najdłuższym stażem w zespole, a przyszedł Pan do drużyny, kiedy ta wkraczała dopiero do II ligi. Jak zmieniło się Cuprum przez te lata?
DAMIAN DYKAS: – Przyszedłem do Lubina z Wołowa równo sześć lat temu, kiedy klub walczył o drugą ligę. Na pewno miło wspominam ten okres. Dwa razy walczyliśmy o utrzymanie, dwa razy o awans do pierwszej ligi. Kiedy startowaliśmy w drugiej lidze, nie było łatwo, ale z czasem doszli sponsorzy, KGHM i Mundo, w czym duża zasługa zarządu. Gdy dochodzili nowi zawodnicy, gra wyglądała coraz lepiej i mogliśmy odwdzięczyć się awansem. Obecnie w naszym składzie tamte lata pamięta jeszcze Marcin Kozar, który wrócił do nas z wypożyczenia ze Złotoryi.
Oprócz gry w siatkówkę pracuje Pan na co dzień jako górnik. Jak to się stało, że sportowiec codziennie zjeżdża kilkaset metrów pod ziemię?
– Klub zaproponował niektórym zawodnikom, którzy tu trafiali, pracę w kopalni. Niektórzy się zgodzili, niektórzy odmówili, chociażby z powodu klaustrofobii. Trudno się dziwić, pracujemy bowiem w małych, ciemnych przestrzeniach 650 metrów pod ziemią, często w czterdziestostopniowym upale. Mnie udało się to jakoś pogodzić, choć zwłaszcza na początku nie było łatwo.
Czy nie miał Pan chwil zwątpienia i nie chciał czasem rzucić tej pracy?
– Najgorsze były dla mnie pierwsze dwa miesiące. Trzeba wstać o piątej rano i do 13.30 pracować pod ziemią. Później delikatny obiad i trening. Wiadomo, że organizmu się nie oszuka i czasem zmęczenie daje o sobie znać. Często jesteśmy ponad 12 godzin w pracy i dopiero po godzinie 18 można położyć się i odpocząć. Były momenty zwątpienia i myśli „Boże, już nie dam rady, nie mam sił i nogi odmawiają posłuszeństwa”. Dostałem jednak dobrą pracę, a siatkówka to większość mojego życia, moja pasja. W kopalni na różnych stanowiskach pracuje zresztą blisko połowa naszego zespołu oraz część sztabu szkoleniowego i władz klubu i myślę, że nikt nie narzeka.
W miniony sezonie jako beniaminek sięgnęliście po wicemistrzostwo 1. ligi. Co złożyło się na ten sukces?
– Startowaliśmy jako beniaminek z bardzo nierównej pozycji. Zaczęliśmy od wygranej, później jednak przyszły porażki i pod koniec pierwszej rundy zajmowaliśmy ostatnią lokatę. Już wtedy niektórzy nas skreślali, zmienił się jednak trener, a zarząd powiedział, czego od nas oczekuje. Do zespołu dołączył również Robert Szczerbaniuk i nagle coś ruszyło. Trener mocno zmotywował nas do działania, zasuwaliśmy na treningach i to przełożyło się na zwycięstwa. Celem był awans do ósemki, a dzięki świetnym meczom z wiceliderem z Ostrołęki awansowaliśmy do półfinału.
Jak Pan uważa, duży wpływ na zespół miało pojawienie się w nim Roberta Szczerbaniuka i czy udało się w tym sezonie zastąpić zawodnika tej klasy?
– To znakomity środkowy i reprezentant Polski. Jego przyjście sprawiło, że zaczęliśmy inaczej ustawiać się na boisku, Robert szybko wkomponował się w zespół i nasza gra świetnie wyglądała. Wyniki z poprzedniego sezonu to w dużej mierze jego zasługa. Teraz w zespole są również dobrzy środkowi, Bartek Buniak i Adaś Michalski. Nie mieli może jak dotąd takiej kariery jak Robert, ale uzupełniają po nim lukę. Oprócz tego w drużynie są młodzi i zdolni zawodnicy, Łukasz Łapszański i Michał Superlak, którzy z powodzeniem mogliby grać w Plus Lidze.
W grudniowym meczu z Czarnymi Radom nabawił się Pan groźnie wyglądającej kontuzji. Czy jest Pan już w pełni sił?
– Okazało się, że uszkodziłem staw skokowy. Odczuwam jeszcze delikatny ból, ale gram w stabilizatorze. Mógłbym położyć się na dwa miesiące, ale jak mówią koledzy, jestem jak maszyna nie do zajechania. Już trzy dni po kontuzji zgłaszałem chęć do gry w Pucharze Polski. Siatkówka sprawia mi ogromną przyjemność i chcę dawać z siebie wszystko.
Od pewnego czasu Pana drużyna ma swój własny, efektownie oklejony klubowymi emblematami i zdjęciami autokar. Czy mieliście już okazję z niego skorzystać?
– Po tym, jak zapalił się tył poprzedniego autokaru, musiał on pójść do kasacji. Ten nowy wygląda świetnie i jest konkurencją dla pojazdów piłkarek, piłkarzy ręcznych oraz nożnych. Już za kilka dni wyruszymy nim po raz pierwszy w długą trasę do Suwałk i na pewno będzie to przyjemna podróż.
Jakie cele stawiacie sobie w tym sezonie?
– Cel postawiony przez zarząd jest jasny. Mamy zająć miejsce w pierwszej czwórce i wywalczyć awans do Plus Ligi. Hala jest w trakcie budowy, a jeżeli awansujemy, znajdą się również niezbędne fundusze. Chcemy zająć jak najlepsze miejsce na koniec rundy zasadniczej i awansować. Lubinianie oczekują kolejnej dyscypliny sportu na najwyższym poziomie i chcemy im to dać.
Rozmawiał
ANDRZEJ CZECH


źródło: brak danych


Proste pytanie: 4 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.