Rozmowa z Bożeną Karkut, trenerką szczypiornistek KGHM Metraco Zagłębia Lubin

Maciej Szumski, poniedziałek, 27 maja 2013

Po trudnych początkach minionego sezonu szczypiornistki KGHM Metraco Zagłębia Lubin w świetnym stylu awansowały do finału play-off, zdobywając wcześniej Puchar Polski. W decydującej rozgrywce lubinianki wypadły już jednak słabiej i uległy 0:3 drużynie SPR Lublin. Trenerka Zagłębia Bożena Karkut opowiedziała „Słowu Sportowemu” o walce w lidze oraz pucharach, trudnych relacjach z kibicami z Lublina, finałach Ligi Mistrzów i drodze do dziesiątego w karierze trenerskiej medalu mistrzostw Polski.

avatar


Do minionego sezonu Pani zespół przystępował osłabiony brakiem kilku podstawowych zawodniczek. Czy spodziewała się Pani, że początek ligi może być aż tak trudny?
BOŻENA KARKUT: – Rozpoczynałyśmy sezon bez Asi Obrusiewicz, Karoliny Semeniuk-Olchawy, z powracającą powoli Klaudią Pielesz i borykającą się z problemami z kręgosłupem Kają Załęczną. Do tego odeszła Monika Migała i wiadomo było, że będziemy mieli problemy. Brakowało bowiem dziewczyn, które wciąż są naszymi zawodniczkami i nowe transfery nie wchodziły w grę. Powiedziałyśmy sobie, że musimy przetrzymać te pierwsze miesiące, choć nie było łatwo głównie z powodu braku dziewczyn grających dobrze w obronie. Od powrotu Karoliny nasza sytuacja zaczęła się poprawiać i gra wyglądała coraz lepiej. Oprócz liderującego Lublina liga była wyrównana i ciężko było się przebić z siódmego miejsca. Pokonałyśmy jednak Gdynię oraz SPR i w dobrym stylu udało nam się wrócić do czwórki przed play-off.
Niewiele zabrakło też w starciach z francuskim Metz Handball w Pucharze EHF, które okazało się jednak lepsze w rywalizacji o ćwierćfinał.
– Co roku chcemy grać w europejskich pucharach, mimo że jest to duże obciążenie dla budżetu klubu. Pojedynki z Metz były dla nas dużym wyzwaniem, zwłaszcza że grałyśmy do tego praktycznie co dwa dni w lidze i Pucharze Polski. W meczach z Francuzkami zabrakło nam trochę szczęścia (w pierwszym meczu zespół Metz wygrał 29:28, w Lubinie zwyciężył 24:22, drużyna ta dotarła później do finału Pucharu EHF – przyp. A.C.), o czym mówił zresztą po dwumeczu trener Metz. Takie pojedynki dają jednak zawodniczkom szansę rozwoju i staram się zawsze je przekonać, że można powalczyć i wygrać z każdym.
Zagłębie wywalczyło w znakomitym stylu Puchar Polski, nie dając szans Vistalowi Gdynia i SPR Lublin. Czego zabrakło zatem w przegranym 0:3 finale play-off?
– Nie chciałabym, aby wszystkie podsumowania sezonu zaczynały się od finału. System play-off powoduje, że atmosfera wokół drużyny, która przegra w finale, jest taka, jakby spadła z ligi. O to mam trochę żalu. Weszliśmy do fazy play-off z niezbyt korzystnego, trzeciego miejsca i już przed półfinałem z aktualnymi wtedy mistrzyniami Polski z Gdyni mało kto myślał, że uda nam się awansować. Wygrałyśmy jednak 3:0 w świetnym stylu, o czym wszyscy już zapominają. Z Vistalem zagrałyśmy też wspaniałe spotkanie w półfinale Pucharu Polski w Gdyni. Ten mecz dodał nam wiary i był kluczem do tego, że wygrałyśmy później w finale Final Four z Lublinem, ale też do tego, że awansowałyśmy do finału mistrzostw Polski. Pewnie, że żałuję porażek w finałowych meczach z SPR, mimo że wywalczyłam dziesiąty medal jako trenerka Zagłębia. Trzeba się liczyć z tym, że w sezonie przyjdą słabsze chwile, szkoda, że wypadło to właśnie na finał.
Po trzecim, finałowym meczu w Lubinie miało dojść do spięcia między kibicami SPR a Panią. Czy te relacje faktycznie są napięte?
– Myślę, że zaczęło się to trzynaście lat temu, kiedy zespół z Lublina dominował w lidze, a ja powiedziałam, że nie jest w życiu tak, że ktoś cały czas tylko wygrywa i będę walczyć o zwycięstwa w każdym meczu. Od tego czasu tamtejsi kibice byli mniej przyjaźni. Z czasem sytuacja stała się znacznie gorsza. Przy okazji meczów w Lublinie byłam regularnie wyzywana, uderzono mnie też w głowę jedną ze zwiniętych rolek ze sklepowej kasy, które są używane jako serpentyny. Swoje w Lublinie słyszy też chociażby Karolina Semeniuk-Olchawa. Niestety, na te ani inne tego typu zachowania nie ma odpowiedniej reakcji klubu z Lublina czy obserwatorów. Atmosferę podgrzewają też często niektórzy tamtejsi dziennikarze. Kibice z Lublina ubliżają mi od lat u siebie, ale na pewno nie będę stała i patrzyła, kiedy ubliżają mi w naszej hali.
Powracając do spraw sportowych, wydaje się, że w minionym sezonie brakowało w Zagłębiu szerszej ławki rezerwowych i zawodniczek, które mogły zastąpić szczypiornistki pierwszej drużyny.
– Myślę, że jest to w ogóle problem naszej ligi, gdzie brakuje na ławkach zawodniczek, które wejdą i odmienią wynik meczu. Takie szczęście miał w tym roku Lublin, kiedy bramki Karoliny Konsur przeważyły losy pierwszego meczu finału. Młode dziewczyny w naszym zespole wciąż dopiero się uczą, natomiast słabiej wypadły doświadczone zawodniczki. Jelena Bader nie odzyskała wciąż znakomitej formy i skuteczności z czasu, kiedy dwa lata temu odchodziła na urlop macierzyński. Agnieszka Jochymek dwie trzecie sezonu zagrała bardzo dobrze, jednak w decydującej fazie, podobnie jak Kaja Załęczna, nie pokazała tego, co potrafi. W najbliższych tygodniach czekają nas rozmowy z zawodniczkami i zobaczymy, co dalej.
W drużynie nie błyszczała również sprowadzona przed sezonem francuska rozgrywająca Seynabou Benga, która nie zostanie w klubie na kolejny sezon.
– Niestety, „Nabou” nie wpasowała się do naszego systemu obrony. Szybko łapała kary, a to coraz bardziej ją deprymowało i zaczynała się blokować. Szkoda, bo to naprawdę sumiennie pracująca zawodniczka i bardzo sympatyczna osoba. Zarówno dla nas, jak i dla niej to było cenne doświadczenie. Było mi miło, kiedy po sezonie poprosiła mnie o rozmowę i stwierdziła, że kiedy wyjeżdżała do Polski, każdy pukał się w głowę i pytał: „Gdzie ty jedziesz?!”. Po powrocie natomiast to ona może powiedzieć: „To wy puknijcie się w głowę, bo to fajny kraj i ciekawi ludzie”.
Z drużyny odchodzi do utytułowanej Buducnosti Podgorica Kinga Byzdra, która wyrosła w ostatnich sezonach na czołową polską szczypiornistkę. Czy trudno będzie zastąpić zawodniczkę takiego formatu?
– Przez kilkanaście lat odchodziły od nas różne zawodniczki i trzeba się z tym liczyć. Cieszę się, że Kinga rozwinęła się w Lubinie i wyjeżdża stąd jako ukształtowana zawodniczka. Musi jednak przygotować się na to, że nie będzie łatwo. Tutaj mogła przyjść do nas z każdym problemem, miała wsparcie. Grając w klubie za granicą, zawodnik traktowany jest jednak jak maszyna do robienia wyniku i zwłaszcza kiedy drużynie nie idzie, to zawsze pierwszym winnym jest obcokrajowiec. Trzeba umieć znieść w takich sytuacjach każdą krytykę, nawet jeśli nie będzie sprawiedliwa. Czarnogóra i cały ten region są też specyficzne, jeśli chodzi o kwestie kulturowe. Kobiety odgrywają tam raczej drugoplanowe role, a tamtejsi ludzie są bardzo spontaniczni. Trzeba więc przywyknąć do miejscowych warunków. Życzę Kindze powodzenia, a jeśli chodzi o uzupełnienia, do zespołu dołączy Paulina Piechnik, która może występować na lewym i prawym rozegraniu. Myślę, że będzie pasowała do naszej obrony, umie też rzucić z drugiej linii. Powraca do tego po urlopie macierzyńskim królowa strzelczyń poprzedniego sezonu, Asia Obrusiewicz. Co ważne, na kolejny rok zostaje z nami obrotowa Vanessa Jelić, która jest kluczowym elementem drużyny. W tej sytuacji będziemy chcieli poszukać jeszcze wzmocnień na prawe skrzydło.
Jakie cele staną przed drużyną Zagłębia w kolejnym sezonie?
– Trudno na razie mówić o konkretnych założeniach, gdy nie znamy jeszcze pełnego kształtu naszej drużyny oraz zespołów rywalek. Myślę jednak, że z tym składem możemy mierzyć w strefę medalową.
W minioną sobotę byliśmy świadkami historycznej chwili, kiedy trzech Polaków wystąpiło w finale elitarnych rozgrywek piłkarskiej Ligi Mistrzów. Pani, jako jeden z niewielu polskich sportowców, zwyciężyła w tych rozgrywkach, i to dwukrotnie, jako piłkarka ręczna austriackiej drużyny Hypo Niederösterreich. Jakie wspomnienia zachowała Pani z tych finałów?
– Sukcesy w Lidze Mistrzów były dla mnie niejako dopełnieniem kariery. Do Austrii trafiłam u jej schyłku, a kilka lat wcześniej nie myślałam nawet, że będę miała szanse grać o to trofeum. Grałam oczywiście w reprezentacji narodowej, jednak mimo że występowałyśmy na mistrzostwach świata (Bożena Karkut została królową strzelczyń i najlepszą prawoskrzydłową MŚ w 1990 r. – przyp. A.C.), brakowało mi sukcesów drużyny. W pierwszym meczu finału Ligi Mistrzów z 1998 roku pokonałyśmy obrończynie tytułu, drużynę Mar El Osito L’Eliana Walencja 28:21, a w rewanżu w Hiszpanii zwyciężyłyśmy 28:26 (B. K. zdobyła odpowiednio 4 i 5 bramek – przyp. A.C.). Walencja to wspaniałe miasto, więc i świętowanie odbywało się w znakomitej atmosferze. Na dachu naszego hotelu znajdował się basen i nie zapomnę widoku Pucharu Europy na tle wschodzącego słońca, gdy kończyłyśmy tam fetę po zwycięstwie. Drugi puchar Ligi Mistrzów wywalczyłam z Hypo w mecedońskim Skopje (austriacka drużyna w finale wygrała u siebie 32:23, a w Skopje przegrała 20:22, B. K. zdobyła odpowiednio 4 i 3 bramki – przyp. A.C.) i wspominam go niestety zupełnie inaczej. Pamiętałam z wcześniejszych spotkań, że publiczność w Macedonii jest bardzo agresywna i potrafi dać się we znaki rywalom, ale to, co spotkało nas w finale, przeszło moje oczekiwania. Po raz drugi, po tym gdy grałam w byłej Jugosławii, gdy w tamtym rejonie zaczynała się wojna, bałam się, że mogę stracić życie na obcej ziemi. Już w trakcie meczu miejscowi ciężko pobili kibicujących nam, nieuzbrojonych austriackich żołnierzy KFOR, na co organizatorzy zareagowali dopiero, gdy sytuację pokazał realizator TV. W trakcie całego meczu byłyśmy opluwane i obrzucane różnymi przedmiotami z trybun i nasz sztab musiał poprosić o specjalny daszek nad ławką rezerwowych. Po ostatnim gwizdku tam się schroniłyśmy, jednak rozwścieczony kibic zdołał uderzyć i zranić jednego z pracowników klubu. Sytuacja była coraz gorsza, jednak udało się nam w asyście ochrony dostać do hotelu, gdzie dopiero nastąpiła dekoracja. To zepsuło nam nieco świętowanie, jednak wspomnienia z tych finałów na pewno zachowam do końca życia.
Rozmawiał
ANDRZEJ CZECH


źródło: brak danych


Proste pytanie: 6 + 1 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
Sonda
Mundial 2018 w Rosji: Czy Polska wyjdzie z grupy??