Rozmowa z Bartoszem Huzarskim – kolarzem grupy Bora - Argon 18

Aleksandra Szumska, poniedziałek, 16 maja 2016

Jesienią ubiegłego roku przeszedł poważną operację rekonstrukcji barku, miał półroczną przerwę w ściganiu, ale wrócił. Jak sam przyznaje, pełnej sprawności nie odzyska nigdy, ale grunt, że nie boli na rowerze i można spokojnie rozpocząć przygotowania do Tour de France. – Mam nadzieję, że problem zwichnięć mam już dożywotnio za sobą. Na pewno jednak będę miał duży problem z pływaniem kraulem, więc mój cel na ­po karierze, czyli pełny triathlon, może nie dojść do skutku – opowiada Bartosz Huzarski.

avatar
Fot. Archiwum

Zacznijmy od Twojego zdrowia – jak się czujesz, czy po operacji wróciłeś już do pełnej sprawności?
BARTOSZ HUZARSKI: – Do pełnej sprawności nie wrócę prawdopodobnie nigdy, ale robię wszystko, żeby odzyskać maksymalny zakres ruchowy, jaki jest tylko możliwy po rekonstrukcji barku. W czasie ścisłej rehabilitacji pracowałem z trzema fizjoterapeutami, w tym jednym niemieckim specjalistą właśnie od barków. Efekty tej współpracy są bardzo dobre. Bark nie boli mnie podczas jazdy rowerem, nawet po drogach brukowanych, podczas wszelkich innych ćwiczeń i normalnego codziennego życia. Mam nadzieję, że problem zwichnięć mam już dożywotnio za sobą. Na pewno jednak będę miał duży problem z pływaniem kraulem, więc mój cel na po karierze, czyli pełny triathlon, może nie dojść do skutku.

Jak oceniasz pierwsze miesiące sezonu kolarskiego w swoim wykonaniu?
– Wynikowo jestem trochę rozczarowany, liczyłem na trochę lepsze nogi. Ale miałem bardzo długą, prawie półroczną przerwę w ściganiu związaną z przeprowadzoną jesienią 2015 r. operacją. Sezon również zacząłem inaczej niż zwykle. Nie chcę się tłumaczyć, ale mam specyficzny organizm, znam go bardzo dobrze i wiem, że jeszcze będę w tym roku dobry. Czasem po prostu wymaga to ciut więcej czasu i cierpliwości, niż byśmy chcieli. Najważniejsze, że wtedy, kiedy mam się wywiązywać ze swoich kontraktowych umów jestem w stanie to zrobić i jako typowy pomocnik w ekipie robię to co do mnie należy. Człowiek jest po prostu ambitny i oczekuje więcej… czasem za dużo od samego siebie.

Gdzie teraz jesteś, do jakiego startu się przygotowujesz?
– Aktualnie wraz z ekipą przebywamy na zgrupowaniu wysokogórskim w Livigno, spędzimy tu dwa tygodnie które mają wstępnie wyłonić również skład na Tour de France. Tak więc aktualnie wszystkie przygotowania idą w stronę Tour de France, po drodze mistrzostwa Polski w Świdnicy oraz Dauphine. Nie mam jeszcze potwierdzenia na tak lub na nie jeśli chodzi o Tour, ale szykuję się tak jak miałbym jechać. W drużynie mnie znają, wiedzą, że ja się eliminował na mniejszych wyścigach czy treningach nie będę. Ktoś musi mi zaufać i podjąć męską decyzję. Do tej pory na wszystkich grand tourach radziłem sobie dobrze, nie widzę powodu dlaczego teraz miałby być inaczej.

Jak wyglądają zgrupowania w Waszej ekipie, kto na nie jeździ?
– Generalnie przed sezonem mamy jedno dłuższe zgrupowanie, na którym jest cała drużyna. W ostatnich latach trenowaliśmy na Majorce. Oczywiście chłopaki w razie potrzeby, szczególnie w miesiącach grudzień-luty trenują w ciepłych krajach indywidualnie. Ja mam taki układ z ekipą, że od stycznia do końca marca przebywam w ciepłych krajach. W tym roku była to głównie Majorka i Gran Canaria. Zgrupowania drużynowe są bardzo przemyślane, a cały plan dostajemy na e-mail przynajmniej dwa tygodnie wcześniej. Tak abyśmy, odpowiednio zaplanować nasze wcześniejsze treningi. Najczęściej jesteśmy podzieleni na grupy, za każdą jedzie samochód, który nas obstawia. Mamy tam stroje na zmianę, bidony, jedzenie, zapasowe koła, czyli wszystko, co jest niezbędne celem przeprowadzenia jak najlepszej pracy. Teraz już nikt nie staje w sklepie po wodę czy batonik. Nie wyobrażam sobie, żeby na treningu grupowym, kiedy każdy pije i je w innym tempie co chwilę stawać w sklepie. Ale to chyba już standardy światowe, inaczej raczej nikt już nie robi. Na zgrupowaniach jest z nami cała obsługa. Aktualnie tutaj w Livigno, na dziewięciu kolarzy, jest dwóch masażystów, mechanik, szef kuchni i dyrektor sportowy. Codziennie rano mamy zajęcia core i przeróżne ćwiczenia. Po treningu obowiązkowo masaż i ćwiczenia już dla chętnych. Wieczorem wykłady lub luźne rozmowy z dietetykiem/szefem kuchni oraz dyrektorem sportowym celem omówienia planu na kolejny dzień i odpowiedzenie sobie na moje ulubione ostatnio pytanie: co jutro możemy zrobić lepiej?

Podróże na wyścigi i zgrupowania nie męczą Cię po tylu latach w zawodowym peletonie?
– I tak, i nie. W ekipie mamy sztab ludzi, który planuje wszelkie podróże i przeloty. Rocznie grupa robi ponad 1500 lotów, więc trzeba naprawdę się nagłowić, żeby zgrać przyloty kolarzy z całej europy, masażystów, którzy tych zawodników odbiorą z lotniska i przetransportują do hotelu. Tak więc zazwyczaj latam z Wrocławia, na lotnisko mam 35 min, a że ostatnio podróżuję tylko z plecakiem, jestem na lotnisku zazwyczaj w ostatniej chwili. Główny bagaż, kaski, torby deszczowe, które jeżdżą za nami w samochodzie, przywozi mi obsługa z naszej bazy koło Monachium. To pozawala zaoszczędzić dużo czasu na odprawy i stanie w kolejkach. Kładziemy duży nacisk, żeby w miarę możliwości i środków finansowych każdy zawodnik miał optymalnie lekką podróż. Obsługa zawsze podróżuje z noclegiem po drodze, chodzi o to, żeby wstali rano wypoczęci, odebrali nas z lotniska i byli gotowi do działania. To również wpływa pozytywnie na nastroje w grupie, wiadomo nie od dziś, że człowiek niewyspany i głodny to człowiek zły i nerwowy. Kierownictwo nie chce, aby jakiekolwiek sytuacje nerwowe przenosiły się na zawodników, a ponieważ wszyscy ze sobą rozmawiamy, najlepiej nawet nie prowokować takich możliwości. A wyścigi i zgrupowania są dla mnie jak wakacje. W domu czeka na mnie trójka dzieci 7 lat, 2 lata oraz 4,5 miesiąca więc chłopaki się śmieją, że ja na wyścigach odpoczywam i mogę się wyspać. Coś w tym jest (śmiech).

Sponsor Bora chyba zobowiązuje – jest w Waszej grupie nacisk na jakieś szczególne diety?
– Tak prawdę mówiąc, to w ciągu ostatnich dwóch lat bardzo mocno zmieniłem swój sposób odżywiania. Mamy na etacie dietetyka, który jest jednocześnie szefem kuchni, ciężarówkę kuchnię za ponad pół miliona euro, która jeździ z nami na najważniejsze wyścigi. Szef przygotowuje wszystkie nasze posiłki, w czasie jego obecności na wyścigach rzadko kiedy jemy hotelowe jedzenie. Bardzo dużą uwagę zwracamy na produkty bio, bezglutenowe oraz na łączenie ze sobą posiłków i produktów. Każdy posiłek jest omawiany w gronie szef – masażyści, chodzi o odpowiednie zbilansowanie pożywienia, które jest podzielone na etapy: śniadanie/podczas wyścigu/po wyścigu/w hotelu/kolacja. Wiadomo, że to co jemy to nasze paliwo, ale czasem jestem załamany, jak widzę, ile kasy ekipa wydaje na przeróżne produkty bio. Menedżer drużyny ma bzika na punkcie zdrowego odżywiania, więc i my możemy na tym bardzo mocno skorzystać. Oczywiście wymaga to zatrudnienia dodatkowej osoby, która przygotuje to wszystko, ale to również niezbędne standardy, gdy ekipa ma się rozwijać.

Nie od dziś wiadomo, że kolarstwo to też wyścig zbrojeń… Macie jakieś nowinki sprzętowe w tym sezonie?
– W tych czasach sprzęt jest bardzo ważny i niejednokrotnie decyduje o być albo nie być. Myślę, że sprzętowo stoimy bardzo dobrze, mamy bardzo dobre ramy, żadne reklamówki, tylko porządne, dostarczane przez ciągle rozwijającą się firmę Argon 18 ramy. Do tego koła, podzespoły i osprzęt najwyższej jakości. Elektryczną zmianę biegów w każdym rowerze (treningowym, wyścigowy, czasowy), bo tu chodzi o przyzwyczajenia i pewne odruchy. Na Tour de France w zeszłym roku miałem do wyboru cztery modele rowerów w zależności od charakterystyki etapu, łącznie sześć kompletnych przygotowanych do jazdy sztuk. Rower treningowy i czasowy w domu, tak żeby nie trzeba było podróżować z rowerem. Te wyścigowe wyposażone w ceramiczne wkłady suportowe i ceramiczne łożyska w kołach. Nasze nowinki to ulepszone, czyli lżejsze i sztywniejsze produkty naszych sponsorów oraz ambitni i doświadczeni mechanicy, którzy potrafią dobrać najlepsze podzespoły do charakterystyki zawodnika.

Nie chciał, byś na koniec kariery pościgać w którejś z polskich grup, np. CCC?
– Na pewno pomimo swojego wieku i charakterystyki, byłbym przydatnym ogniwem w ekipie, mam duże doświadczenie i wiedzę. Przejechałem niejeden wyścig na kilku kontynentach, więc wiem co się z czym je. Aktualnie jestem w bardzo dobrze zorganizowanej ekipie, o której nikt po odejściu od nas złego słowa nie powiedział, więc nie są to bajki pod publikę. Wiem, że naszym podwórkowym drużynom dość daleko do zachodnich standardów, słyszy się to i owo w peletonie. Więc kto wie, może jak już nie będą mnie chcieli w Bora Argon 18 uda się dogadać z którąś z naszych drużyn, żeby choć trochę pomóc. W końcu samopoczucie zawodników, spokój psychiczny, atmosfera i organizacja ma bardzo duży wpływ na ostateczny wynik osiągany przez całą drużynę.

Powiedz, jak się rozwija Twoja akademia?
– Jestem bardzo zadowolony z obu prowadzonych projektów, czyli zarówno akademii dla dzieci, jak i dla dorosłych. W ciągu ostatniego roku wszyscy zrobiliśmy bardzo duży postęp. Ja osobiście, dzięki bliskiej współpracy z KS Deichamann ABUS MAT Sobótka, mam dużo mniej pracy z akademią dla dzieci i mogę się skupić na swoich obowiązkach zawodowych oraz na projekcie akademii dla dorosłych. Jest to grupa ludzi z pasją, którzy tworzą świetną paczkę treningowo-wyścigową pod moimi skrzydłami. W akademii dla dzieci mamy obecnie około 15 osób, myślę że do końca roku ta liczba się podwoi, bo zainteresowanie jest coraz większe, przed nami wakacje, więc również fajny okres kiedy można prowadzić treningi i wyścigi naborowe. Akademia dla dorosłych to grupa około 15 osób głównie z okolic Wrocławia i Świdnicy którzy razem trenują, jeżdżą na wyścigi i zgrupowania. Wspierają się biznesowo poprzez wymianę różnych usług oraz wspólnie rozwijają swoją pasję jaką jest kolarstwo.

Zaangażowałeś się ostatnio w kolejny projekt Skoda Bike Challenge. O co chodzi?
Tak, dzięki mojemu sponsorowi Skoda GALL-ICM nawiązałem współpracę z organizatorem tych imprez. Mowa tu o Wrocławiu i Poznaniu, a ja w miarę możliwości chcę wziąć udział w obu tych wyścigach. Jadę oczywiście poza konkurencją, bo nauczony doświadczeniem z podobnych imprez wiem, że tak jest lepiej. Chcę się spotkać z ludźmi, dobrze pobawić na rowerze, pościgać z osobami zakręconymi na punkcie kolarstwa i nadającymi na tych samych falach. Dzięki temu chcę jednocześnie pomóc w rozwoju mojej akademii i jeszcze bardziej wypromować produkt.
Rozmawiała
ALEKSANDRA
SZUMSKA


źródło: własne


Proste pytanie: 1 + 1 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.