Rozmowa z Arkadiuszem Gardzielewskim, zawodnikiem Śląska Wrocław, mistrzem Polski 2013 w maratonie

Już jako dziecko wiedział, że ma predyspozycje do biegów długich. Jako młodzik startował na dystansie 2 km, a jako senior zaczął biegać maratony i trzeba przyznać, że z imponującym skutkiem. Arkadiusz Gardzielewski, zawodnik Śląska Wrocław przed tygodniem, podczas Orlen Warsaw Maraton został mistrzem Polski na dystansie 42 km i 195 m.

Pierwszy Orlen Maraton, jakieś specjalne wrażenia towarzyszyły tym zawodom?

ARKADIUSZ GARDZIELEWSKI: - To był mój pierwszy maraton w Polsce i muszę stwierdzić, że zaskoczyła mnie końcówka trasy. Ostatnie 500 metrów było niesamowite. Po obu stronach stało mnóstwo kibiców, którzy dopingowali. To wszystko niosło biegacza do mety.

Na plakatach promujących Henryk Szost, 8. zawodnik igrzysk olimpijskich, najszybszy biały maratończyk. Taka obsada mobilizowała, czy wręcz przeciwnie?

– Po pierwsze, to bardzo mnie cieszy, że Polak był twarzą takiego biegu, jak Orlen Maraton. A jeżeli chodzi o rywalizację, to raczej podchodziłem do tego neutralnie. Skupiałem się na swoim celu.

A wynik sportowy? Mistrzostwo Polski w kieszeni, ale czy jest Pan w 100 proc. zadowolony z tego biegu?

– Szczerze mówiąc, to nie do końca. Nastawiałem się na wynik 2 h 10 min. Wiadomo, że żeby taki czas uzyskać musi się na to złożyć wiele składowych, m.in.: dobra trasa, pogoda i przede wszystkim forma. Pogoda niestety nie dopisała. Trasa też nie, ale tego akurat się spodziewałem, chociaż patrząc na profil biegu myślałem, że będzie jeszcze gorzej. Szczerze mówiąc, to nie liczyłem na to złoto, właśnie ze względu na to, że startował Henryk Szost. Heniu niestety doznał kontuzji łydki i zszedł z trasy. Także, jeżeli chodzi o medal jestem jak najbardziej usatysfakcjonowany. Jeżeli jednak chodzi o wynik, to 2:13 jest znacznie poniżej moich oczekiwań. Z drugiej strony, patrząc na to, że strasznie wiało na całym dystansie, wcale nie rozpaczam.

Jak się Pan przygotowywał do tych mistrzostw?

– Rozpocząłem mniej więcej cztery miesiące przed, od obozu w Szklarskiej Porębie. Potem z trenerem i kolegą treningowym pojechaliśmy na miesiąc do Kenii. Właśnie tam wykonaliśmy największą pracę, jeżeli chodzi o ten maraton. Później wystartowałam w trzech biegach przełajowych, m.in.: w mistrzostwach świata wojskowych i cywilnych. Na koniec był obóz w Szklarskiej Porębie, z którego bezpośrednio pojechaliśmy już do Warszawy.

Zgrupowanie w Kenii. Jak wyglądało, to był pierwszy Pana treningowy wyjazd do Afryki?

– Nie. Byłem już tam w zeszłym roku, ale nie wspominam tego dobrze. Chorowałem i główną, wątpliwą atrakcją tego wyjazdu były odwiedziny szpitali. W tym roku nie chciałem jechać, ale trener mnie namówił. Trzeba było zatrzeć to niemiłe zeszłoroczne wrażenie. Zgrupowanie trwało 24 dni. Świetna pogoda, wysokość, to wszystko czego potrzebują biegacze. Z drugiej strony trzeba się przyzwyczaić do niższego standardu. Brak prądu, czy ciepłej wody, tam jest na porządku dziennym. A jednak naprawdę warto tam jeździć, bo forma rzeczywiście rośnie.

Czyli w bezpośrednim przygotowaniu do startu ile kilometrów tygodniowo Pan biegał?

– Około 200 tygodniowo. Z reguły wszystko podporządkowywane jest pod trening, bo muszę biegać dwa razy dziennie.

Od czego zaczęła się Pana biegowa kariera?

– Już w szkole na lekcjach wychowania fizycznego wykazywałem predyspozycje do biegów długich. Zostałem kiedyś wysłany na mistrzostwa powiatu młodzików. Udało się wygrać ten bieg, pokazać z dobrej strony. Tam wypatrzył mnie mój trener z Tczewa. Zacząłem się rozwijać, coraz mocniej trenować. To przynosiło rezultaty, zajmowałem czołowe miejsca na mistrzostwach Polski. Studiowałem w Gdańsku na tamtejszej AWF. Później przyszła propozycja ze Śląska Wrocław. Przeszedłem do tego klubu, zostałem zawodowym żołnierzem i tak to się wszystko potoczyło.

Trudno jest pogodzić studia, pracę, starty, treningi?

– Tak jak mówiłem, jestem zawodnikiem Wojskowego Klubu Sportowego i wojsko zapewnia nam warunki do tego, żebyśmy się rozwijali. Umożliwia stabilizację finansową. Bez tego byłoby naprawdę trudno.

A dlaczego zdecydował się Pan na bieganie akurat maratonów? To naturalny krok, po biegach średnich?

– Tak. Od najmłodszych lat wybierałem te najdłuższe dystanse. Za młodzika były to 2 km, później 3, 5, 10, aż w końcu maraton. Zawsze wiedziałem, że to właśnie do tego dystansu mam największe predyspozycje. Ale wiadomo, maraton najlepiej i najzdrowiej jest zacząć biegać od kategorii seniorskiej. Orlen Warsaw Maraton był moim piątym. Pierwszy raz dystans ponad 42 km pokonałem w Atenach, podczas wojskowych mistrzostw świata.

Nie jest trochę deprymująca obecność czarnoskórych biegaczy na prawie wszystkich biegach, także tych w Polsce?

– Oczywiście, że jest. Przede wszystkim uważam, że wszyscy organizatorzy biegów w naszym kraju powinni stworzyć kategorię dla najlepszego Polaka. Nie możemy dopuścić do takiej sytuacji, jaka miała kiedyś miejsce w Niemczech. Bardzo duża liczba czarnoskórych zawodników kompletnie zniszczyła potencjał niemieckich biegaczy. U nas też może do tego dojść. W momencie kiedy Polacy nie mają szans na zdobywanie nagród, dorobienie sobie do pensji, wielu z nich zwyczajnie kończy kariery. A przecież nie o to chodzi.

Ale mimo takiej sytuacji ten sezon był chyba bardzo udany?

– Jeżeli chodzi o medale mistrzostw Polski, to jak najbardziej. Mam już dwa na swoim koncie, poza tym zdobyłem także krążek mistrzostw świata wojska. Z drugiej jednak strony życiówkę w maratonie 2:10 zrobiłem w zeszłym roku, więc pod tym względem poprzedni sezon był zdecydowanie lepszy.

Jaka liczba przebiegniętych maratonów w roku jest optymalna dla takiego zawodnika jak Pan?

– Optymalnie dwa. Jeden mam za sobą, a jesienią wystartuję w Brazylii podczas mistrzostw świata wojska. Jednak tam za bardzo nie nastawiam się na dobry wynik i medale. Będę robił wszystko, ale zdaje sobie sprawę, że tamtejszy klimat zrobi swoje.

Przejdźmy do bardziej przyziemnych spraw. Stosuje Pan jakąś specjalną dietę?

– Na co dzień nie. W trakcie przygotowania bezpośredniego do zawodów już tak. Są to oczywiście głównie węglowodany, makaron, ryż. Podczas samego biegu staram się wspomagać żelami energetycznymi i specjalnymi napojami. Zawodnicy elity zawsze mają swoje bufety, w których możemy zostawić własne napoje. To bardzo ułatwia sprawę?

Sprzęt sportowy.

– Moim sponsorem jest firma ASICS, więc całe szczęście cały sprzęt otrzymuję od nich.

Ile par butów potrafi Pan zniszczyć rocznie?

– W sumie to nie liczę, ale myślę, że około 8.

Na koniec, jak Pan ocenia to co dzieje się w Pana dyscyplinie?

– Rzeczywiście jest wielki boom na bieganie. Jeszcze parę lat temu, kiedy trenowałem w Lasku Osobowickim byłem sam. Teraz mam mnóstwo towarzyszy. Wystarczy zobaczyć na listy startowe poszczególnych biegów. Co roku notowany jest duży wzrost uczestników.

Rozmawiała
ALEKSANDRA SZUMSKA

CYTAT:

Uważam, że wszyscy organizatorzy biegów w naszym kraju powinni stworzyć kategorię dla najlepszego Polaka. Nie możemy dopuścić do takiej sytuacji, jaka miała kiedyś miejsce w Niemczech. Bardzo duża liczba czarnoskórych zawodników kompletnie zniszczyła potencjał niemieckich biegaczy.”

Rekordowa Trzebnica

W minioną sobotę miłośnicy biegania z całej Polski i Europy uczcili rychłe nadejście Nowego Roku startem w 27. Ulicznym Biegu Sylwestrowym w Trzebnicy na dystansie 10 km.

Pobiegli w deszczu

Mimo fatalnych warunków pogodowych, w niedzielę na trasie biegu stawiło się 167 osób. Jest on częścią programu przygotowawczego do 29.

57. Mem. Kusocińskiego

Już po raz 57. w Szczecinie lekkoatleci spotkali się podczas memoriału Janusza Kusocińskiego.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij