Rozmowa z Agatą Ozdobą-Błach i Łukaszem Błachem

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 26 listopada 2018

Od lat są najlepszymi judokami w Polsce. O swoich karierach, współpracy, małżeństwie i judo, jako sposobie na życie opowiadają Agata Ozdoba-Błach i Łukasz Błach.

avatar
R. Binda, Archiwum prywatne (fot. R. Binda, archiwum prywatne(

Zapewne często słyszcie to pytanie… To, że jesteście małżeństwem pomaga Wam w pracy czy raczej przeszkadza? Jest może rywalizacja między Wami?
ŁUKASZ BŁACH: – Rywalizacji nie ma na pewno, raczej współpraca i wzajemna pomoc. Jako asystent trenera kadry brałem udział w przygotowaniach Agaty do najważniejszych imprez. Jej sukcesy to były też moje sukcesy, z których cieszyłem się jak ze swoich. Dobrze nam się ta współpraca układała i przyniosła wymierne efekty w postaci chociażby medalu mistrzostw świata. Tak więc współpracujemy i bardzo się wspieramy.
Sądzę jednak, że pracy nie udaje Wam się oddzielić od życia domowego?
ŁB: – W sporcie już tak jest, że właściwie czy na sali, czy w domu jest się w pracy. Poza tym judo jest całym naszym życiem, więc życie prywatne przeplata się z zawodowym. Staramy się to oddzielać, gdyż na treningach ja byłem trenerem a Agata zawodniczką. Wydaje mi się, że ten aspekt nam jednak nie przeszkadzał, a wręcz czasem pomagał. Jako trener miałem pełne informacje na temat zawodniczki jej problemów, także tych zdrowotnych. Wykorzystywałem te informacje w przygotowaniach. Pozwalało to nam się lepiej zrozumieć.
AGATA OZDOBA-BŁACH : – Judo jest naszą pracą, pasją i sposobem na życie. Nic więc dziwnego, że siedzimy czasem z Łukaszem w domu i nagle on pokazuje mi jakąś technikę, jak powinnam ją wykonać i generalnie nawet w domu zaczyna mnie szkolić (śmiech). Bywa to czasem dla nas obojga męczące, ale efekty naszej wspólnej pracy są naprawdę dobre.
A podczas treningu zdarzają się niesubordynacje zawodniczki?
ŁB: – Zaznaczę tylko, że ja nie byłem głównym trenerem Agaty w kadrze i w klubie. Byłem asystentem trenera kadry. W klubie natomiast trenuje ją mój tata, można wiec powiedzieć, że wszystko zostaje w rodzinie.
AB: – Muszę przyznać, że często się zdarzało, że byłam nieco niegrzeczna i buntowałam się. Wynikało to jednak przede wszystkim ze zmęczenia. Kiedy byliśmy w Japonii na zgrupowaniu, treningi trwały ponad trzy godziny, na sali było około 40 stopni. Non stop w ruchu, na treningu traciłam po 3-4 kg. Niesamowite zmęczenie, a z boku jeszcze trener Łukasz wskazywał błędy i podpowiadał, co muszę poprawić. Trochę się w tym wszystkim gubiłam i zdarzało mi się wtedy z Łukaszem pokłócić.
ŁB: – Tak jak mówiłem wcześniej, wszystko ma swoje plusy i minusy. W normalnej relacji trener – zawodnik ostatnie słowo należy z reguły do szkoleniowca. U nas bywa czasem inaczej i parę razy musiałem Agatę „ustawić do pionu”.

Rozmawiała
ALEKSANDRA SZUMSKA


Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 6 + 7 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.