Rozmowa z Agatą Ozdobą-Błach i Łukaszem Błachem

Od lat są najlepszymi judokami w Polsce. O swoich karierach, współpracy, małżeństwie i judo, jako sposobie na życie opowiadają Agata Ozdoba-Błach i Łukasz Błach.

Zapewne często słyszcie to pytanie… To, że jesteście małżeństwem pomaga Wam w pracy czy raczej przeszkadza? Jest może rywalizacja między Wami?

ŁUKASZ BŁACH: – Rywalizacji nie ma na pewno, raczej współpraca i wzajemna pomoc. Jako asystent trenera kadry brałem udział w przygotowaniach Agaty do najważniejszych imprez. Jej sukcesy to były też moje sukcesy, z których cieszyłem się jak ze swoich. Dobrze nam się ta współpraca układała i przyniosła wymierne efekty w postaci chociażby medalu mistrzostw świata. Tak więc współpracujemy i bardzo się wspieramy.

Sądzę jednak, że pracy nie udaje Wam się oddzielić od życia domowego?

ŁB: – W sporcie już tak jest, że właściwie czy na sali, czy w domu jest się w pracy. Poza tym judo jest całym naszym życiem, więc życie prywatne przeplata się z zawodowym. Staramy się to oddzielać, gdyż na treningach ja byłem trenerem a Agata zawodniczką. Wydaje mi się, że ten aspekt nam jednak nie przeszkadzał, a wręcz czasem pomagał. Jako trener miałem pełne informacje na temat zawodniczki jej problemów, także tych zdrowotnych. Wykorzystywałem te informacje w przygotowaniach. Pozwalało to nam się lepiej zrozumieć.

AGATA OZDOBA-BŁACH : – Judo jest naszą pracą, pasją i sposobem na życie. Nic więc dziwnego, że siedzimy czasem z Łukaszem w domu i nagle on pokazuje mi jakąś technikę, jak powinnam ją wykonać i generalnie nawet w domu zaczyna mnie szkolić (śmiech). Bywa to czasem dla nas obojga męczące, ale efekty naszej wspólnej pracy są naprawdę dobre.

A podczas treningu zdarzają się niesubordynacje zawodniczki?

ŁB: – Zaznaczę tylko, że ja nie byłem głównym trenerem Agaty w kadrze i w klubie. Byłem asystentem trenera kadry. W klubie natomiast trenuje ją mój tata, można wiec powiedzieć, że wszystko zostaje w rodzinie.

AB: – Muszę przyznać, że często się zdarzało, że byłam nieco niegrzeczna i buntowałam się. Wynikało to jednak przede wszystkim ze zmęczenia. Kiedy byliśmy w Japonii na zgrupowaniu, treningi trwały ponad trzy godziny, na sali było około 40 stopni. Non stop w ruchu, na treningu traciłam po 3-4 kg. Niesamowite zmęczenie, a z boku jeszcze trener Łukasz wskazywał błędy i podpowiadał, co muszę poprawić. Trochę się w tym wszystkim gubiłam i zdarzało mi się wtedy z Łukaszem pokłócić.

ŁB: – Tak jak mówiłem wcześniej, wszystko ma swoje plusy i minusy. W normalnej relacji trener – zawodnik ostatnie słowo należy z reguły do szkoleniowca. U nas bywa czasem inaczej i parę razy musiałem Agatę „ustawić do pionu”.

Rozmawiała
ALEKSANDRA SZUMSKA

Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".

Sześć medali Polaków

W stolicy Dolnego Śląska po raz kolejny zorganizowano stojący na wysokim poziomie turniej judo. Na dwa dni hala Orbita stała się bowiem areną dla młodych gwiazd judo.

Tylko jeden medal

Osiemnastu polskich judoków walczyło o medale Młodzieżowych Mistrzostw Europy, które od piątku do niedzieli rozgrywane były we wrocławskiej Hali Orbita. Ilość nie przełożyła się jednak na jakość, nasi rodacy w osobie Łukasza Kiełbasińskiego zdobyli tylko jeden medal.

Podolak najlepsza

We wrocławskiej hali Orbita najlepsi judocy w kategorii junior rywalizowali w pucharze Europy.

Brawo Szwarnowiecki!

Damian Szwarnowiecki (Gwardia Wrocław) po raz drugi w tym roku stanął na najwyższym stopniu podium mistrzostw starego kontynentu w judo. Tym razem zaledwie 19-letni Damian wystartował w mistrzostwach do lat 23 i znów okazał się bezkonkurencyjny.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij