Rozmowa z Adrianem Kocurem z Szarży Wrocław

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że jeszcze w latach 90. Wrocław był silnym ośrodkiem speedrowerowym. Adrian Kocur wspólnie z mistrzem świata Marcinem Szymańskim postanowili wrócić do tradycji i reaktywowali klub w dyscyplinie, która jest połączeniem żużla i kolarstwa. – Plan zakłada, że w przyszłym roku Szarża Wrocław zostanie zgłoszona do ligi – opowiada Adrian Kocur.

Speedrower to bardziej żużel czy jednak kolarstwo?

ADRIAN KOCUR: – Jeśli chodzi o zasady, to zdecydowanie żużel. Startuje czterech zawodników, do pokonania mają cztery okrążenia. Trochę inaczej liczy się punkty, bo zwycięzca wyścigu otrzymuje cztery, kolejni zawodnicy: 3, 2, 1. Tor jest oczywiście zdecydowanie krótszy, bo mierzy 60-80 m, a ten żużlowy ok. 300-400 m.

Tor speedrowerowy ma podobną nawierzchnię do tego żużlowego?

– Tak. To mieszanka różnego rodzaju nawierzchni. Na pewno taki tor nie mógłby być asfaltowy. To groziłoby poważnymi urazami zawodników. W naszym sporcie kraksy i przepychanki na łokcie są dość częste. Na szczęście prędkość jest dużo mniejsza niż w klasycznym żużlu, więc cotygodniowe łamanie obojczyków nie wchodzi w grę.

Jak wygląda sprzęt potrzebny do uprawiania tej dyscypliny?

– Rower powinien być jak najlżejszy. Nie ma hamulców, ani przerzutek. Zawodnicy startują w ubraniach z długim rękawem, nie tak jak kolarze na krótko. Natomiast poza kaskiem nie mają praktycznie żadnych ochraniaczy, jak to ma miejsce w przypadku żużla. Ochraniacze po prostu przeszkadzają podczas jazdy.

Zawody – wspomniałeś, że zasady ich rozgrywania są bardzo podobne do tych żużlowych. Jest liga, jest cykl GP, który wyłania mistrza świata?

– Jest troszkę inaczej. Rzeczywiście liga odbywa się na podobnych zasadach, jak to ma miejsce w przypadku speedwaya. Obecnie w tej najwyższej klasie rozgrywkowej mamy dziewięć drużyn. Natomiast o mistrzostwo świata walczy się podczas jednego turnieju. W tym roku zawody miały być rozegrane w Australii, ale w związku z pandemią zostały przeniesione na kolejny rok.

Speedrower to nowy temat we Wrocławiu?

– Raczej reaktywowany. W latach 90. działał w stolicy Dolnego Śląska klub. Jednak od 15 lat w tym temacie nic się u nas nie działo. W 2016 roku został wyremontowany tor przy Zespole Szkół nr 9 na wrocławskim Sępolnie. Nikt jednak nie robił nic w tym kierunku, żeby powstała drużyna. Któregoś dnia wpadł mi w ręce wywiad z Marcinem Szymańskim – dwukrotnym mistrzem świata w speedrowerze, których pochodzi z Obornik Śląskich. Marcin w wywiadzie mówił o tym, że marzy, żeby we Wrocławiu powstała drużyna, żeby mógł wrócić do domu. Postanowiłem się do niego odezwać. Od dwóch miesięcy działamy wspólnie, żeby speedrowery na dobre wróciły do Wrocławia.

Sam byłeś zawodnikiem?

Jeździłem 10 lat temu. Jestem natomiast wielkim pasjonatem żużla, do którego speedrower jest bardzo podobny.

Trenujecie już, macie pierwsze chętne osoby, które będą startować w barwach Szarży Wrocław?

– Tak. Grupa jest już znacząca. Opiera się przede wszystkim na byłych zawodnikach, którzy kilka lat temu zakończyli kariery. Kiedy jednak usłyszeli, że speedrower wraca, pasja i miłość do tego sportu spowodowały, że i oni wrócili. Pojawiły się także nowe osoby, które chcą spróbować swoich sił. Plan mamy taki, żeby w przyszłym roku wystartować w lidzie i walczyć o mistrzostwo Polski.

Ile osób musi liczyć drużyna, żeby została dopuszczona do najwyższej ligi?

– W tym roku federacja nieco zmieniła zasady. Drużyna powinna składać się z sześciu zawodników i czterech rezerwowych. W składzie muszą znajdować się seniorzy bez ograniczenia wiekowego, ale także zawodnicy do lat 23, 18 czy 16. Oprócz ligi organizowane są zawody weteranów, turnieje młodzieżowe. Najmłodsza kategoria wiekowa to U-6. Najmłodsi zawodnicy ścigają się jeszcze na swoich rowerach, z hamulcami, przerzutkami. W tak młodym wieku chodzi przede wszystkim o to, żeby poznali zasady, zasmakowali tego uczucia, jak to jest się ścigać na rowerze. Jeśli chodzi o ligę, to z pewnością w przyszłym roku będziemy jeszcze posiłkować się osobami z zewnątrz. Mamy plan, żeby przez dwa, trzy lata wychować swoich zawodników. Powiem szczerze, że chcemy, żeby nasz klub był taką nową jakością w Polsce. Szukamy sponsorów, planujemy budżet, chcemy, żeby nasi zawodnicy mieli wypłacane wynagrodzenie, co będzie mobilizowało ich do dalszych treningów. Mam nadzieję, że pokażemy innym, że można działać w pełni profesjonalnie.

Jak wyglądają Wasze treningi?

– Trenujemy we wtorki i czwartki na naszym torze o godzinie 19. Powoli też startujemy z treningami dla najmłodszych adeptów tej dyscypliny. Szczegóły odnośnie naboru do grup młodzieżowych będzie można znaleźć na naszym profilu facebookowym. Zapraszamy każdego, kto chce popatrzyć lub spróbować swoich sił. Zabawa jest naprawdę genialna i właściwie dla osób w każdym wieku. Nasz tor jest oświetlony, w bardzo dobrym stanie. Jak mówi wspominany już przeze mnie Marcin Szymański, wystarczy popracować trochę nad nawierzchnią, a będziemy mieli jedno z najlepszych miejsc do ścigania się na świecie. Musimy także zainstalować maszynę startową, która będzie podobna do tej żużlowej

Wróćmy jeszcze na chwilę do treningów. Rozumiem, że spotykacie się dwa razy w tygodniu, żeby trenować na torze. Pytanie, czy każdy z zawodników jeździ na co dzień na rowerze, żeby trenować wytrzymałość, żeby mieć jakąś bazę pod wyścigi?

– Tak oczywiście powinno być. Każdy z zawodników powinien także solidnie przetrenować zimę, żeby wiosną być gotowym do startów. Niestety ludzie różnie do tego podchodzą. Niestety to, jak kto przetrenował wolny czas, od razu można zweryfikować podczas wyścigu.

Mówiliśmy o bliskości speedrowera i żużla. Czy jest taka prawidłowość, że w miastach, w których speedway stoi na wysokim poziomie, są także klubu speedrowerowe?

– Nie ma takiej reguły. Owszem mocnymi ośrodkami są: Leszno, Częstochowa, Toruń. W tym roku do ekstraklasy wraca Ostrów Wlkp., próbuje się odrodzić Wrocław i Rybnik. Bardzo dobrym ośrodkiem zwłaszcza pod względem szkolenia są Świętochłowice. Tam akurat żużla nie ma.

A jak polscy speedrowerzyści wyglądają na świecie?

– Bardzo dobrze, czego najlepszym przykładem jest Marcin Szymański – mistrz świata. Z resztą wielokrotnie turniej o czempionat globu rozgrywany był w naszym kraju. Silnymi krajami są także Australia czy Wielka Brytania. My wierzymy, że uda nam się wypromować naszą drużynę także we Wrocławiu.

CZY WIESZ, ŻE…

* Speedrower to inaczej żużel na rowerowych.

* Dyscyplina powstała już w latach 40. XX wieku.

* W Polsce speedrower pojawił się w latach 90. głównie w Lesznie i Rawiczu.

* Pierwszym rowerem używanym do ścigania się po torze były Wigry.

* W Polsce od 1995 roku działa Polska Federacja Klubów Speedrowerowych.

Rozmawiała

ALEKSANDRA SZUMSKA

Lucyna – sportowiec bez barier

Jelenia Góra, 2009. Lucyna postawiła na lekką atletykę.

Na gruzach Wrocławia

Ślęza zajmuje w moim życiorysie ważne miejsce, z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze jako przedmiot zawodowych, dziennikarskich doświadczeń, po drugie z racji działalności społecznej przede wszystkim mojego ojca (choć i ja mam w tej materii swój skromny udział), po trzecie sympatii do ludzi z I K.

Nowe szaty Hrabin

Takiego połączenia w Polsce jeszcze nie było! Hrabiny Wrocław, jeden z najbardziej utytułowanych klubów softballu w Polsce, od najbliższego sezonu zagrają w barwach Panthers Wrocław.

W szczytnym celu

W sobotę 6 czerwca o godzinie 2:15 spod sklepu triathlonowego Veloshop - BMC LAB Wrocław rozpoczęła się rowerowa eskapada nad Bałtyk. Udział wzięli w niej członkowie klubu kolarsko-triathlonowego GVT, a dokładniej dwunastu zawodników i jedna zawodniczka!

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij