Raz, dwa, trzy… Jaga patrzy

Maciej Piasecki, poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Kanonada bramkowa, kontrowersje, zmiany wyniku, zabójcza końcówka – w piątkowym meczu KGHM Zagłębia z Jagiellonią Białystok było praktycznie wszystko co niezbędne w piłkarskim widowisku. Bohaterami i – niestety dla gospodarzy – antybohaterem okazali się obcokrajowcy, którzy w ostatnich minutach zapewnili zwycięstwo liderowi.

avatar
Po piątkowej porażce Zagłębie musi bić się o pierwszą ósemkę do ostatniej kolejki (fot. K. Ziółkowski)

A wszystko w typowo... jesiennej aurze. To, że w Lubinie – i chyba w całej Polsce – padało długo przed meczem, padało po meczu, i proszę zajrzeć za okno – całkiem prawdopodobne, że pada także w tym momencie, można było się przekonać już po pierwszych zagraniach. Piłka na zielonym dywanie przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie poruszała się szybciej, jak magnes uciekała do band okalających boisko.

Często bywa tak, że przy takiej właśnie niedogodności o losach meczu decyduje jedna bramka, ciężko odrabia się straty… A bywa też tak, że do sieci wpada więcej niż zwykle, no i właśnie z takim przypadkiem mieliśmy do czynienia.

Sheridan razy dwa

Ostatni czas był dla Zagłębia trudny, brązowi medaliści 2016 w pięciu ostatnich pojedynkach powiększyli swój dorobek o zaledwie jeden punkt. Każde kolejne zawody są dla nich tymi na przełamanie, zarówno niekorzystnej, wiosennej serii, jak i w ogóle słabej dyspozycji na własnej ziemi. Drużyna Michała Probierza nie jest liderem z przypadku, w piątek była jednak mocno osłabiona. Cały czas kontuzjowany jest as zespołu, najlepszy asystent i strzelec, Estończyk Konstantin Vassiljev. Jak się jednak okazało i bez niego „Żubry” potrafią kreować grę ofensywną. Przeszkadzać starał się debiutujący w ekstraklasie niespełna 20-letni Dominik Jończy, który – trzeba mu oddać – był wyróżniającym się zawodnikiem ZL.

Pierwszą groźną sytuację stworzył sobie ten, który pół godziny później miał już na koncie dwa trafienia. W 7. minucie Irlandczyk Cillian Sheridan wpadł w pole karne, ale uderzył dwa metry obok słupka. Nie minęło dziesięć minut, a goście trzykrotnie strzelali na bramkę Martina Polacka. Zagłębie odpowiedziało jednym, za to bardzo konkretnym. Po podaniu Krzysztofa Janusa oko w oko z Marianem Kelemenem wyszedł występujący na „dziewiątce” Arkadiusz Woźniak (to chyba najwłaściwsze miejsce dla niego) i dał swojemu teamowi prowadzenie. Tę sytuację błędnie ocenił jednak sędzia, który nie zauważył, że „Wąski” znajdował się na pozycji spalonej. Stadionowy spiker nie zdążył odłożyć mikrofonu, a już musiał oznajmić nazwisko strzelca bramki wyrównującej. Jeden ze strzałów przed siebie wypiąstkował Polacek, a do odbitej piłki dopadł wspomniany Sheridan – 1:1. Ten sam zawodnik skutecznie wykonał „jedenastkę” po faulu bramkarza miejscowych na Przemysławie Frankowskim i zrobiło się 1:2. Raz piłkę „wypluł” także Kelemen, czym sprokurował kontrowersyjną sytuację we własnym polu karnym. Do futbolówki dopadł Janoszka, któremu były bramkarz Śląska Wrocław rzucił się pod nogi. Rzutu karnego arbiter słusznie jednak nie podyktował.

ARKADIUSZ BARSKI

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 9 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.