Radość beniaminków IV ligi, żal w Wierzbicach

To lekko nietypowy „obrazek” z czołówką wrocławskiej okręgówki na pierwszym planie. Niby nic się nie zmieniło – radość z awansów do IV ligi MKP Wołów i Mechanika Brzezina przeplata się z niedosytem, bo WKS Wierzbice plany o grze w IV lidze będzie musiał przełożyć. W ekipie WKS-u żal potęguje jednak fakt, że rozgrywek w sezonie 2019/20 nie udało się dokończyć.

Plan był taki: zadzwonić do trenerów trzech czołowych ekip zakończonego sezonu i zapytać uprzejmie: Co słychać? Wiadomo, nie chodziło o plany na weekend, jakie mają Piotr Bolkowski (MKP Wołów), Jacek Kucharski (Mechanik Brzeźna) i Grzegorz Podstawek (WKS Wierzbice), ale o to, jaka sytuacja panuje w ekipach, które prowadzą. Mieliśmy porozmawiać już w pierwszych tygodniach marca przy okazji publikacji wiosennego Skarbu Kibica wrocławskiej okręgówki. Tyle, że grania na wiosnę nie było.

Często mówi się teraz o “nowej postpandemicznej rzeczywistości”, której na dodatek “będziemy się uczyć”. Dla autora nowością w dziennikarskiej przygodzie miało być relacjonowanie od początku marca rundy rewanżowej rozgrywek klasy okręgowej we Wrocławiu na łamach “Słowa Sportowego”. Dostałem wydzielone poletko z bogatej piłkarskiej mapy regionu. Rozgrywki, o które samodzielnie, nie z doskoku, będę się troszczył od A do Z. Ale zanim zdążyłem choćby spróbować uszeregować sobie alfabetycznie nazwy zespołów  – od Baryczy Sułów do WKS Wierzbice) okazało się, że nawet przygotowany terminarz drugiej części rozgrywek można wyrzucić do kosza.   

Trzy dość długie rozmowy ze szkoleniowcami ekip, które w zeszłym sezonie rywalizowały we wrocławskiej okręgówce służyły więc poszerzeniu horyzontów, wypracowaniu pewnego obrazu czołówki tych rozgrywek. Wnioski z rozmów pozwoliły opowiedzieć co nieco o sytuacji w zespołach MKP Wołów, Mechanika Brzezina oraz WKS-u Wierzbice.

Historyczny awans Mechanika

Na pierwszy ogień idą dwaj beniaminkowie grupy wschodniej IV ligi: Mechanik Brzezina i MKP Wołów. Oba zespoły zdobyły po 40 punktów, miały identyczny bilans – 13 zwycięstw, remis, porażka. Z wypowiedzi szkoleniowców przebija się radość z awansu, choć lekko niespodziewana z racji na wcześniejsze zakończenie sezonu. – Chcieliśmy zająć miejsca w czołówce, a w ciągu sezonu zaczęło nam iść tak dobrze, że udało się zająć miejsca premiowane awansem – w takim duchu wypowiadali się Piotr Bolkowski i Jacek Kucharski. W zespole MKP Wołów, spadkowicza z IV ligi, przed rozpoczęciem sezonu 2019/20 dokonały się spore zmiany. – Nie spodziewaliśmy się że awans przyjdzie tak szybko, bo przed sezonem straciliśmy prawie połowę pierwszego składu – przyznaje Bolkowski, jasno dając do zrozumienia skalę wyzwania, jaka stała przed drużyną. – Do tych, którzy zostali dołączyło wielu młodych chłopaków, którzy dostali szansę pokazania się. Po spadku pokazaliśmy wspólnymi siłami, że możemy wspólnie zrobić coś dobrego dla Wołowa. Taki miałem cel, kiedy zostawałem w klubie na ten sezon – podsumowuje. – Byliśmy przyzwyczajeni do gry z kontry z czasów występów na czwartoligowych boiskach. Po serii zwycięstw musieliśmy się jednak przestawić na atak pozycyjny i efekt końcowy pokazał, że dobrze nam to wychodziło. A przed wiosną pełni optymizmu, bo bardzo dobrze radziliśmy sobie w sparingach z zespołami z IV ligi, chcieliśmy bronić pozycji lidera – deklaruje Bolkowski.

Trener podkreśla kolektywny wysiłek. Nie chce wyróżniać szczególnie żadnego z zawodników. Jedno z najczęstszych zdań, jakie można usłyszeć od szkoleniowca jak kraj długi i szeroki. Zero zdziwienia, trener akurat w taki sposób postanowił zadbać o team spirit. – Każdy z zawodników miał swój udział w tym awansie – stwierdza krótko. Jak podają klubowe statystyki najwięcej goli zdobył Marek Gacek (14, w tym 4 przeciwko ekipie z Siechnic), spędził też na boisku najwięcej minut. Tuż za nim w klasyfikacji strzelców uplasowali się Kamil Żbik (9 trafień) i Kamil Miłkowski (8 goli). 

Trener Mechanika, Jacek Kucharski w ciągu kilku lat awansował z zespołem od B-klasy do IV ligi. Jeszcze nigdy w swojej historii klub nie grał tak wysoko. Trener ekipy z Brzeziny podzielił się ze mną kilkoma zdaniami, których można się było spodziewać. Z jednym frazesem podczas podsumowania sezonu nawet sam postanowił się rozprawić. Potrafił też w rozmowie nieco zaskoczyć, zwłaszcza gdy padły cytaty Jana Tomaszewskiego i Billa Shankly’ego, a gdyby ktoś się uparł również słowa Tomasza Hajty.  – O awansie decydują często detale. W naszym przypadku sprawdziło się, że ligę wygrywa się albo przegrywa w starciach ze słabszymi zespołami. Niezwykle ważny był wygrany 2:1 mecz z Energetykiem Siechnice. Jeden z naszych bramkarzy Jarosław Krawczyk przy stanie 1:1, blisko 80. minuty obronił jedenastkę. W końcówce to my wywalczyliśmy rzut karny, najlepszy strzelec Paweł Ujas go wykorzystał i zdołaliśmy zgarnąć trzy punkty – twierdzi. – Kiedy ktoś mi mówi, że rzuty karne to loteria, to absolutnie się z nim nie zgadzam, wszystko można wyćwiczyć. Paweł Ujas strzelił dla nas 6 z 11 goli właśnie z rzutów karnych. Udało mi się nauczyć go bardzo dobrze je wykonywać. Jako doświadczony były bramkarz muszę się zgodzić z Janem Tomaszewskim, że nie ma dobrze obronionych karnych, są tylko źle strzelone. – twierdzi Kucharski. Dla słów Billa Shankly’ego znajduje się miejsce przy okazji krótkiej charakterystyki kadry i stylu gry zespołu. – Drużyna potrzebuje mieć tych, którzy będą nieść fortepian i tych, którzy umieją na nim grać. U nas na fortepianie gra Przemek Ujas, brat Pawła. Świetny technicznie zawodnik, dobrze dogrywa ze stałych fragmentów gry, na których mocno się skupiamy. Ale jest mało ruchliwy, więc w obronie w środku pola bardzo mocno haruje Łukasz Deneka. Jak wygląda zdaniem trenera gra całego zespołu wsparta umiejętnościami Ujasa? Dość bezpośrednio, piłka najprostszym sposobem i jak najszybciej ma się dostać pod bramkę rywala, nie ma prób koronkowych akcji. – Chcielibyśmy grać w IV lidze szybko, ofensywnie. Zawsze powtarzam, że gra się dla kibiców. Choć wiadomo, że musimy zachować balans między defensywą, a ofensywą – twierdzi Kucharski.

W Wierzbicach żal i niedosyt

Słowna deklaracja chęci ofensywnej gry przyjęta. ale trzeba przyznać, że w realiach IV ligi beniaminek z niewielkiej Brzeziny będzie z całej siły musiał bić się o utrzymanie. – Myślę, że IV liga dla klubu z takiej miejscowości jak Brzezina, to na ten moment nasz sufit. Na pewno powalczymy o to, by nie spaść z ligi – stwierdza.  – Jesteśmy po dwóch tygodniach treningów. Pewnie zdarzy się jeszcze parę ruchów w kadrze, ale nie chcę uprzedzać faktów. Zobaczymy jak to wszystko będzie wyglądać ostatecznie – przyznaje szczerze Kucharski. Wiadomo jednak, że dojdzie do jednej ważnej zmiany. Z racji na to, że Łukasz Krawczyk chce skupić się na roli trenera golkiperów, szkoleniowiec Mechanika zamierza postawić między słupkami 27-letniego Daniela Wójcika.

Cel utrzymania stawia sobie także MKP Wołów, a trener Piotr Bolkowski ma świadomość, że nie będzie to łatwe zadanie. – Dochodzą słuchy, że mimo pandemii i kryzysu wiele klubów się wzmacnia, podpytuje też o naszych najlepszych zawodników. Więcej zespołów będzie po nadchodzącym sezonie spaść z ligi z racji na zakończenie minionych rozgrywek bez spadków, a z awansami. Dodatkowo rywalizację we wschodniej grupie utrudnia przeniesienie do nas drużyny ze Strzegomia – twierdzi. Obaj szkoleniowcy beniaminków przyznają, że o kwestie organizacyjne czy licencyjne się nie martwią, podkreślając dobrą współpracę odpowiednio z prezesem Robertem Przewłockim z Mechanika i Robertem Sadowskim, byłym prezesem Zagłębia Lubin, obecnie w MKP Wołów. – Ostatnio w klubie przeprowadzona była renowacja płyty głównej i bocznej boiska, pod względem infrastrukturalnym stoimy bardzo dobrze – mówi trener wołowskiej drużyny. Jak jego zawodnicy wyglądają po powrocie do treningów? – Bardzo różnie. Jedni z powodzeniem po krótkim czasie wspólnej pracy mogliby z powodzeniem grać ligę, inni potrzebują nieco więcej czasu – ocenia Bolkowski.

Nieco więcej czasu na awans do IV ligi musi dać sobie WKS Wierzbice, który od początku sezonu aspirował do gry poziom wyżej. Drużyna z bodaj najlepszym finansowym zapleczem i kadrą na półmetku sezonu znalazła się na trzecim miejscu, z dwoma punktami straty do Mechanika Brzezina. – Gdyby nie pandemia, wywalczyliśmy awans – mówi bez cienia wątpliwości wiceprezes Zbigniew Zgoda. Wtóruje mu trener Grzegorz Podstawek. – W rundzie jesiennej pokonaliśmy ekipę Mechanika i zremisowaliśmy z Wołowem, bezpośredni bilans mieliśmy więc lepszy. O trzecim miejscu zadecydował m.in. nieszczęśliwy remis z KS Żórawina, w czasie, gdy z powodu kontuzji wypadli nasi dwaj podstawowi gracze – stwierdza. – Przygotowywaliśmy się na cały sezon. Przed rundą wiosenną, do kiedy była możliwość, trenowaliśmy trzy-cztery razy w tygodniu i dokonaliśmy dużych wzmocnień, dołączył do nas chociażby Konrad Kątny z Orła Prusice. A taki Mechanik się osłabił np. do nas trafił jeden z ich podstawowych obrońców Kamil Suppan – wymienia szkoleniowiec i odpiera plotki, że urazy Patryka Gołębiewskiego i Rafała Rybińskiego były spowodowane zbyt częstymi treningami. – To nie były kontuzje mięśniowe, a mechaniczne. Gołębiewski wpadł w dziurę na boisku w Wołowie i zerwał sobie więzadła, a Rybiński miał uraz łękotki, rywale często go faulowali – ocenia.

Podstawek jest rozczarowany,, że sezonu nie udało się dokończyć. – Byłem zwolennikiem podzielenia tabeli na pół i dokończenia sezonu, gdy gra będzie możliwa. Czas pokazał, że warto było poczekać, teraz można już przecież trenować, rozgrywać sparingi. Pozostał niesmak i uważam, że jesteśmy zespołem pokrzywdzonym takim rozwiązaniem – podsumowuje trener.

We wrocławskiej lidze okręgowej do WKS-u Wierzbice oraz GKS-u Kobierzyce dołączyć może jeszcze jeden zespół z terenu gminy Kobierzyce – Galacticos Solna. 27 czerwca w meczu barażowym zmierzy się z Sokołem Smolec. 

DOMINIK MAZUR

W odmiennych nastrojach

Od lat mecze ostatniej kolejki piłkarskiej ekstraklasy rozpoczynają się o tej samej godzinie. W tym sezonie piłkarze dobiegli do mety sezonu zasadniczego wyjątkowo późno, bo w niedzielę, kilka minut po godzinie 20.

O co powalczy Djurdjević?

W Głogowie po pandemii koronawirusa nie widać różnicy. Zawodnicy Chrobrego tak jak byli niepokonani na wiosnę, tak nadal są.

Nadal zamrożeni

Przerwa spowodowana koronawirusem nie wpłynęła korzystnie na polkowickiego Górnika. Beniaminek II ligi przegrał oba mecze po wznowieniu sezonu.

Śledzie stanęły okoniem

Siódma minuta doliczonego czasu gry w meczu Arki Gdynia ze Śląskiem Wrocław. Marko Vejinović dobija własny rzut karny, dając zwycięstwo gospodarzom, którzy mimo niekorzystnego rezultatu do przerwy, rzutem na taśmę odrabiają straty.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij