Przez Dzierżoniów i Wodzisław na MŚ w Korei i Japonii

Arkadiusz Barski, poniedziałek, 18 listopada 2019

Całą karierę gonił rówieśników i jako 31-latek wystąpił na MŚ w Korei i Japonii. Przetarł szlak dla Krzysztofa Piątka, a obecnie szuka jego następców. Między innymi o zaskakującym powołaniu na mundial oraz młodych adeptach futbolu porozmawialiśmy z Pawłem Sibikiem, trenerem Lechii Dzierżoniów i dolnośląskim działaczem.

avatar
Były kadrowicz Paweł Sibik jest obecnie trenerem IV-ligowej Lechii Dzierżoniów (fot. Ł. Haraźny)

Przed mistrzostwami świata w 2006 roku krążyło pytanie: ale że Dudka nie wzięli na mundial? Przed mundialem w 2002 roku wszyscy pytali: dlaczego ten Sibik?
Paweł SIBIK:
– Dużo już o tym napisano i powiedziano. Sam trener Jerzy Engel twierdzi dzisiaj, że gdyby mógł cofnąć czas, wybrałby inaczej. Tak to jest w sporcie, że gdy zawodnik z podstawowego składu doznaje kontuzji, na jego nieszczęściu może skorzystać ten z listy rezerwowej. I właśnie tak było w mojej sytuacji. Ja się cieszyłem, niezadowoleni byli kontuzjowany Bartosz Karwan i Tomek Iwan, którego selekcjoner wówczas nie wybrał. Wielka sensacja? Na pewno, bo nie brałem udziału w eliminacjach, byłem tylko na zgrupowaniu na Cyprze. Przede wszystkim dobrze grałem w klubie – miałem wtedy za sobą życiowy sezon w malutkiej Odrze Wodzisław. To był czynnik, dzięki któremu trener Engel mnie zauważył. Widział we mnie zadaniowca. Osobę, która w razie potrzeby, z moim doświadczeniem i jakością, jaką wówczas prezentowałem, może być przydatna dla reprezentacji Polski. Jestem mu za to niezwykle wdzięczny, bo dzięki temu, że mnie wybrał, przeżyłem sportowy wyjazd życia. Spełniło się moje marzenie. Szkoda tylko, że sam występ na turnieju wypadł bardzo słabo.
Który moment był dla Was jako drużyny najbardziej rozczarowujący? Porażka 0:4 z Portugalią?
– Mimo, że odpraw było naprawdę wiele – także pod względem motywacji czy psychologii – nie sprostaliśmy tak wielkiej imprezie jak mistrzostwa świata, głównie mentalnie. Pokazał to nawet pierwszy mecz z Koreą Południową, gdzie przed pierwszym gwizdkiem byliśmy pewni, że ze słabszym piłkarsko rywalem uda nam się wygrać albo przynajmniej zremisować. Biegamy wszyscy podobnie, umiejętności piłkarskie też mamy zbliżone, a różnica jest często właśnie w sferze mentalnej, jeśli pojawia się jakaś obawa, lęk. Wtedy zawodnik nie jest w stanie przenieść umiejętności na boisko. Starcie z Portugalią kompletnie obnażyło naszą słabość psychiczną. Tam nikt nie biegał szybciej, niż my byliśmy w stanie. Może oprócz Paulety (śmiech). Proszę zobaczyć – gdy graliśmy mecz o honor ze Stanami Zjednoczonymi bez presji, ograliśmy ich „ligowym” składem.
Podczas tego meczu Paweł Sibik zadebiutował na mistrzostwach świata. W którymś z wywiadów przeczytałem, że jest Pan osobą, dla której mogło zostać wymyślone stwierdzenie „mieć swoje pięć minut”.
– Nie przywiązuję wielkiej wagi do tego, ile grałem. Oczywiście wspaniale byłoby zagrać więcej minut, byłem przygotowany do każdego spotkania. Przed meczem z USA trener Engel powiedział mi, że wejdę z ławki – chciał, żeby niemal każdy z powołanych dostał szansę gry. Ważne jest dla mnie to, że biegałem po boisku w meczu mistrzostw świata.

Rozmawiał
DOMINIK MAZUR

Więcej w aktualnym wydaniu "Słowa Sportowego".


źródło: brak danych


Proste pytanie: 5 + 6 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
advertisment
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment