Przedstawiamy beniaminka IV ligi, Polonię Trzebnica

Maciej Piasecki, poniedziałek, 3 lipca 2017

Dwa kilo gminnego wsparcia, piłkarskie doświadczenie oraz młodość – odpowiednio trzy i cztery łyżeczki, opakowanie szerokiej kadry, po jednej łyżce treningu taktycznego i wytrzymałościowego, szklanka cierpliwości do szkoleniowca i szczypta wsparcia fanów. Do tego dodać cierpliwość i zaufanie, wszystko dokładnie wymieszać i zostawić na 10 miesięcy. Efekt na talerzu gwarantowany.

avatar
Zawodnicy Polonii w zakończonym sezonie skakali wyżej (tu Krzysztof Ulatowski), biegali szybciej, podawali dokładniej, strzelali więcej i tracili mniej niż inne zespoły (fot. K. Ziółkowski)

Przed sezonem klub postawiło sobie jasny cel i konsekwentnie go realizował. Po kolei – komplet zwycięstw w rundzie jesiennej i mistrzostwo półmetka, wiosną nadal bez porażki, awans wywalczony na sześć kolejek przed końcem zmagań, wreszcie sam finisz ze zdecydowaną przewagą nad Piastem Żerniki, udokumentowany także w bezpośrednich starciach. Powrót do IV ligi stał się faktem.

Krzysztofów dwóch

Zanim jednak na głowy piłkarzy posypały się konfetti, a z klubowej lodówki wyjęto szampany, trzeba było wstać z kolan. Dwa spadki w ciągu dwóch lat musiały pozostawić ślad w psychice trenera i zawodników oraz zmienić koncepcję decydentów w budowaniu zespołu. – Nastroje po drugim z rzędu spadku rzeczywiście nie były dobre. Kiedy wraz ze nowym zarządem przejęliśmy władzę w klubie, sytuacja była praktycznie nie do uratowania. Znajdowaliśmy się w strefie spadkowej, drużyna kadrowo wyglądała słabo i tak samo prezentowała się na boisku, a w trakcie sezonu nie mogliśmy pozyskać nowych graczy. Gdy jednak taka możliwość pojawiła się w przerwie letniej, przeszliśmy do ofensywy. Zrezygnowaliśmy z kilku zawodników i w ich miejsce sprowadziliśmy takich, którzy byli gwarancją jakości – mówi prezes Polonii, Kamil Kwaśniak. Na Fair Play Arena w Trzebnicy pojawili się byli ekstraklasowcy – Krzysztofowie, Wołczek i Ostrowski, którzy wraz z kilkoma równie doświadczonymi, ale nie bez pomocy ponad dekadę młodszych grajków, dali nadzieję – a można by nawet rzec, że gwarancję – na rychły powrót do IV-ligowej rywalizacji.

Nie zawsze winny trener

Na boisku wszystko funkcjonowało jak należy, także dzięki stabilizacji finansowej. Jeszcze przed poprzednimi rozgrywkami (oraz nieco później), Polonii udało się pozyskać kilku mniejszych sponsorów, którzy wspierają zarówno pierwszą drużynę, jak i zespoły młodzieżowe. Do tego doszły pieniądze z Ministerstwa Sportu, a swoje dołożyło także Starostwo Powiatowe w Trzebnicy. Głównym sponsorem jest jednak Gmina Trzebnica, z której większość zawodników pobiera stypendia. – Burmistrz, Pan Marek Długozima to wielki przyjaciel sportu, to dzięki niemu udało się odbudować klub i wyjść na prostą. Dał zielone światło wzmocnieniom i zaufał naszej koncepcji zarządzania Polonią. Duża zasługa w tym także Krzysztofa Ulatowskiego, który nie tylko jest filarem drużyny, ale także wiceprezesem, jego osoba miała wielki wpływ na to, że gracze o uznanych nazwiskach zdecydowali się do nas dołączyć. Kluczowe było też pozostawienie na stanowisku trenera Sławomira Kołodzieja, choć po dwóch spadkach nie brakowało głosów, że należy go zwolnić. Wiedzieliśmy jednak, że te wyniki nie były jego winą, ponieważ musiał pracować na takim, a nie innym materiale ludzkim. Wierzyliśmy, że z nowym zespołem poradzi sobie znacznie lepiej – dodaje Kamil Kwaśniak.

Być jak Ajax

Sławomir Kołodziej odpłacił za zaufanie w sposób idealny, zbudował machinę do wygrywania, naoliwił wszystkie tryby i dał im wydajnie pracować. Nie wiadomo co przyniesie przyszłość, cytując klasyka „trener podpisując kontrakt, w jednej ręce trzyma długopis, a w drugiej walizkę”, ale historycznego osiągnięcia (najlepsza drużyna wrocławskiej klasy okręgowej w XXI wieku – najwięcej punktów, najwięcej zdobytych goli, ani jednej porażki) nikt mu nie zabierze. A o sytuacji sprzed roku ma podobne zdanie co prezes Kwaśniak. – W każdym klubie piłkarskim na świecie – jeśli ten spada z ligi – morale jest fatalne. Przeważnie „obcinają głowę” trenerowi. Wiadomo – jeden jest winny, szybka zmiana i po kłopocie. W Trzebnicy tak się jednak nie stało. Wspólnie z zarządem postanowiliśmy stworzyć drużynę z piłkarzy rutynowanych, prezentujących bardzo dobrą jakość oraz młodych, mających potencjał i dążących do poziomu prezentowanego przez zespół. Kolejną koncepcją było szkolenie dzieci i młodzieży, tak aby pierwsza drużyna mogła grać jak największą liczbą wychowanków. Do Ajaxu wiele nam jeszcze brakuje, ale bardzo się staramy. Zmieniliśmy szeroko rozumianą politykę klubu, bazujemy na szczerych i uczciwych relacjach międzyludzkich – tłumaczy szkoleniowiec.

ARKADIUSZ BARSKI

Więcej w najnowszym numerze "Słowa Sportowego".


źródło: własne


Proste pytanie: 1 + 1 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.