Prawdziwe święto siatkówki w Lubinie

, wtorek, 14 października 2014

Trochę trudno w to uwierzyć, ale w miniony poniedziałek 6 października na Dolny Śląsk po siedmiu latach przerwy powróciły rozgrywki najlepszej siatkarskiej ligi w Polsce. Poważny egzamin organizacyjny i sportowy został przez włodarzy, kibiców i samych siatkarzy zdany na przyzwoitą czwórkę z plusem. Dlaczego nie na piątkę? Na taką przyjdzie jeszcze czas.

 

avatar

Sportowa duma miasta

Od oficjalnej decyzji o tym, że Cuprum Lubin będzie grało w PlusLidze minęło już ładnych kilka miesięcy. Wydawać by się mogło, że od tego czasu niemal wszyscy przebierali nogami w oczekiwaniu na start i wejście na boiska siatkarskiej elity w Polsce. Żeby tego było mało ekipa Cuprum ostatecznie pożegnała się z wysłużoną halą SP nr 14 i stała się wspólnie z drużynami piłki ręcznej (zarówno żeńską, jak i męską) gospodarzem obiektu. Warunki do gry i podziwiania były zatem niemal idealne, choć największą zagadką wydawała się być... sama postawa na boisku podopiecznych trenera Gheorghe Cretu. – Jestem dobrej myśli. Chłopaki mocno przygotowali się do sezonu i cała ekipa prezentuje się bardzo solidnie. Mamy tu też reprezentantów Polski, także o tremie debiutantów nie ma mowy – analizował wieloletni kibic drużyny, pan Zygmunt. Ubrany w pomarańczowe barwy (co ciekawe, na trybunach pojawiło się wielu kibiców miejscowych, którzy przywdziali na siebie koszulki... piłkarskiego KGHM Zagłębia Lubin) wraz z całą swoją rodziną chciał zobaczyć, jak spisze się nowa duma miasta. W takiej kategorii należy bowiem traktować miejsce, w którym znalazł się powstały zaledwie w 2001 roku klub. Równo od g. 18 nowa karta historii zaczęła przyjmować pierwsze zdania.

Nerwowo na boisku

Asseco Resovia Rzeszów to zespół, który w ostatnich latach był głównym rywalem PGE Skry Bełchatów w walce o złoty medal PlusLigi. Rzeszowianie do Lubina przyjechali bez kilku swoich gwiazd (m.in. nie pojawili się Krzysztof Ignaczak i Piotr Nowakowski, z boku grze przyglądał się za to powracający po kontuzji Olieg Achrem), a trener Andrzej Kowal na boisko wydelegował szóstkę w wydaniu „eksperymentalnym”. Goście szybko jednak zdali sobie sprawę, że jeśli będą grać na pół gwizdka, to z Lubina mogą wyjechać bez punktów. Trener Kowal szybko zmienił wygląd wyjściowej „szóstki”, co tylko podkreśla, jak bardzo wyżej notowanemu rywalowi postawili się siatkarze Cuprum. Dobrze grę prowadził Grzegorz Łomacz, co pokazuje ostateczny rozkład ataków wśród gospodarzy: Ivan Borovnjak 16, Łukasz Kadziewicz i Marcel Gromadowski po 14, czy Jeroen Trommel 12. Sędzia podjął kilka kontrowersyjnych decyzji (co dziwne, na korzyść przyjezdnych), ale nie można też powiedzieć, że wypaczył wynik spotkania. Rzeszowianie w odpowiednich momentach po prostu podkręcili tempo, a obecne na meczu 3500 kibiców mogło oklaskiwać bardzo dobrą postawę chociażby świeżo upieczonego złotego medalisty MŚ Rafała Buszka. Został on zresztą wybrany MVP całego pojedynku. Warto także napisać o wyjątkowo wymownym geście ze strony Cuprum jeszcze przed startem spotkania. Przy przejmującym „dźwięku” minuty ciszy wciągnięto bowiem flagę z podobizną Jana Rutyńskiego. Jeden z głównych twórców siatkówki w Lubinie miał zatem okazję spełnić swoje marzenie, z pewnością będąc i czuwając nad swoją ukochaną drużyną.  

MACIEJ PIASECKI


CUPRUM LUBIN – ASSECO RESOVIA RZESZÓW 1:3 (-20, 20, -17, -17)

Cuprum: Borovnjak, Trommel, Pashytskyy, Gromadowski, Kadziewicz, Łomacz, Rusek (libero) oraz Michalski, Siezieniewski. Resovia: Tichacek, Konarski, Ivanovic, Buszek (MVP), Holmes, Dryja, Żurek (libero) oraz Schops, Perłowski, Penczev, Kozłowski.


Rozmowa z atakującym Cuprum Lubin, Marcelem Gromadowskim

Kiedy emocje opadły, a kibice w większości opuścili lubińską halę RCS, zgodnie z tradycją na przeciwko mediów wyszli główni aktorzy siatkarskiego widowiska. Przyzwoity wynik na poziomie 14 punktów osiągnął atakujący Cuprum Marcel Gromadowski. Porażkę z Asseco Resovią przyjął jednak z niedosytem i liczy na to, że kolejne wynik będą dużo lepsze.

Sportowo może nie do końca, ale organizacyjnie inaugurację w Lubinie można chyba zaliczyć do udanych.

MARCEL GROMADOWSKI: – My jednak patrzymy głównie na ten sportowy wynik. Fajnie, że kibice, że doping, że ładna hala... Sportowo jesteśmy niestety niezadowoleni, szczególnie, że po drugim secie i dobrym początku trzeciego, uwierzyliśmy, że w tym meczu możemy więcej ugrać. Niestety, tak się siatkarsko „podłożyliśmy”, że ostatecznie wyszło 1:3 i bez żadnego punktu na inaugurację w Lubinie. Trzeba będzie pracować do kolejnych spotkań i wyciągnąć odpowiednie wnioski.  

Kiedy druga partia padła waszym łupem, wydawało się, że Cuprum złapało odpowiedni rytm i faktycznie możecie urwać coś więcej, niż tylko jeden set. W połowie kolejnej odsłony przytrafiła się jednak seria zagrywek Asseco Resovii, która odwróciła losy spotkania. To był przełomowy moment?

– Trzeba sobie jasno powiedzieć, że przeciwnik szybko zorientował się, że jeśli będzie tak dalej grać, jak w drugim i kawałku trzeciego seta, to może się to źle dla nich skończyć. Rzeszowianie się ocknęli, postawili szczelny i wysoki blok, my też mieliśmy problemy z wyprowadzeniem skutecznych ataków. Skończyło się tak, jak widzieliśmy. Nie dało się tej ściany w wydaniu Asseco Resovii tym razem przejść.

Powrót Marcela Gromadowskiego po kilku latach przerwy do rozgrywek PlusLigi był czymś szczególnym?

– Nie, to nic specjalnego, w ogóle... Nie przywiązywałbym żadnej wagi do tego faktu. Rozkład jazdy macie na początku wyjątkowo wymagający. – Tak to już jest, że w PlusLidze beniaminek na początku ma na rozkładzie najmocniejsze drużyny. Przynajmniej jak dobrze pamiętam, tak to bywało. Może w kolejnych meczach dwa takie dobre sety zagramy? A może pokusimy się o jeszcze więcej? Jeden to ciągle trochę za mało. Widać, że potrafimy grać na wysokim poziomie dłużej. Trzeba jednak trenować sumiennie, przygotowywać się na kolejne pojedynki ligowe. I przede wszystkim dobrze grać.

Łukasz Kadziewicz już w pierwszym meczu pokazał, że w dyskusjach z sędziami czuje się, jak ryba w wodzie...

– I miał rację.

Czyli pretensje waszego kapitana o błędy arbitra były słuszne?

– W naszej ocenie te piłki, które nawet odpuściliśmy i nie korzystaliśmy z opcji wykorzystania wideoweryfikacji, były ewidentnie na naszą korzyść. Albo już nie mieliśmy takiej możliwości w danym momencie, albo też nie chcieliśmy sobie podnosić ciśnienia, wiedząc, że i tak pewnie będą decyzje na naszą niekorzyść.

Rozmawiał MACIEJ PIASECKI


źródło: brak danych


Proste pytanie: 10 + 4 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.