Prawdziwa kopalnia talentów

Na świąteczną odsłonę cyklu reportażowego „Na własne oczy” Maciej Piasecki zaprasza do Dzierżoniowa. Swoją siedzibę ma tam trzecia w ligowej hierarchii Lechia. Klub, który od wielu lat jest niedoścignionym wzorem, w szkoleniu młodzieży. Po dzierżoniowskie talenty sięgają m.in. Zagłębie Lubin czy Lech Poznań. – Ciągłość zostaje zachowana. Bierzemy pod uwagę, że jeden, dwóch najlepszych odejdzie, czy to do Poznania, czy Lubina. To również dodatkowa motywacja dla zawodników, że można się u nas pokazać. Myślę, że dalej tak będzie – mówi trener Lechii Zbigniew Soczewski. 

Mniej więcej godzina drogi dzieli Dzierżoniów od Wrocławia. Stawiając sprawę jasno: powiat dzierżoniowski jest mi wyjątkowo bliski. Nie będę również ukrywał, że podchodzę z Bielawy, czyli hipotetycznie… największego rywala Lechii. Antagonizmy pozostawiam jednak innym (a uwierzcie mi, że mają spore doświadczenie w tej materii), wsadzając je głęboko w kieszeń. Droga do siedziby klubu nasunęła pewne spostrzeżenie. O ironio – podobnie, jak w przypadku MKS Oławy – stadion w Dzierżoniowie znajduje się nieopodal miejskiego targowiska. – Trzeba będzie kiedyś dokładniej zająć się tym socjologiczno-piłkarskim fenomenem – pomyślałem z przymrużeniem oka. Korzystając z okazji, zagadnąłem jednego ze sprzedawców: – Lechia awansuje do II ligi? – zapytałem. – Na mecze nie chodzę, ale żona jak najbardziej. Nawet w Bielawie na derbach była, wie pan? Szalik obowiązkowo na szyi. Ale wie pan co, ona mówi, że awansują. Ja jej wierzę, wyjścia nie mam (śmiech) – skwitował z wiarą w autorytet małżonki pan Janusz. – Przykład piłkarskiego równouprawnienia – pomyślałem odchodząc z uśmiechem pod nosem.


Budynek klubowy Lechii robi wrażenie. Stosunkowo niedawno powstały kompleks (oddany w marcu 2009 roku) złożony jest z szatni, biur oraz lokalu gastronomicznego. Restauracja „Soccer” prezentuje się okazale, zachęcając do odwiedzin (polecam zwłaszcza zupę pomidorową). Jest czas na przyjemności, jest również na obowiązki. Moja wizyta mocno zbiegła się z niedawno zorganizowanym uroczystą imprezą z okazji 65-lecia Lechii. Na dostęp do pamiątkowych pucharów, oraz innych – historyczny trofeów klubu – nie musiałem długo czekać. Zapukałem do sekretariatu klubu, w odpowiedzi słysząc donośnie: – Proszę! W środku zastałem sympatyczną panią oraz dyrektora klubu Adama Bagińskiego: – Witamy Słowo Sportowe. Szkoda, że akurat dzisiaj się pan pojawił, bo dopiero przygotowujemy galerię z okazji 65-lecia – stwierdził Bagiński, prezentując czekające na instalację antyramy, przedstawiające najważniejsze momenty historii Lechii.


Wyposażony w pamiątkowy kalendarz Lechii, oraz wizytówkę wyruszyłem na spotkanie z trenerem Zbigniewem Soczewskim. – Jestem dostępny cały czas, do godziny 22. Później przychodzi czas na sen (śmiech) – krzyknął jeszcze w moją stronę Bagiński. Wykorzystując chwilę przerwy przespacerowałem się przez trybuny stadionu, który – jak na trzecioligowe warunki – wydaje się być optymalnym. Wątek spraw organizacyjnych oraz infrastrukturalnych dość szybko zszedł na boczny tor. Przyszedł bowiem czas na rozmowę o sportowej sytuacji Lechii ze szkoleniowcem drużyny – Przed sezonem obecny wynik z zadowoleniem bym przyjął, ale z perspektywy rundy kilka niepotrzebnych punktów nam jednak uciekło – rozpoczął spotkanie trener Soczewski.


Faktycznie Lechia na przestrzeni obecnego sezonu (notabene zbitki rundy jesiennej i małego kawałka piłkarskiej wiosny) miała chwile słabsze i lepsze. – Początku nie mieliśmy bardzo dobrego, środek w ogóle nie udany i dopiero końcówka rundy wyszła nam dużo, dużo lepiej. Na wiosnę wolałbym uniknąć takiego falowania – opisywał trener Lechii. Pomimo wyników w kratkę, w grze dzierżoniowskiego zespołu widoczny jest jednak progres, w porównaniu z ubiegłym sezonem. – Cieszy mnie to, że mój zespół dojrzał. Gramy już trzecioligową a nie czwartoligową piłkę. Większość przeciwników mówi o nas w superlatywach. Dodatkowo jesteśmy poukładani taktycznie. Zdarzają nam się jednak błędy. Dlatego gramy w trzeciej lidze a nie innej – z przymrużeniem oka spointował Soczewski.

Lechici mają jednak swoje problemy. Na pewną niepokojącą cykliczność zwrócił uwagę trener dzierżoniowian: – Podczas analizy z zawodnikami okazało się, że gro bramek tracimy w następującym schemacie: prowadzimy grę, tracimy piłkę i nie potrafimy się szybko zorganizować w defensywie – punktował Soczewski. Dwojako można natomiast traktować brak snajpera z prawdziwego zdarzenia, który strzeliłbym 8-10 bramek w rundzie (najlepszy strzelec to Mariusz Paszkowski z… czterema trafieniami). – Rozkład bramek to pewna zaleta, bo wychodzi na to, że potrafimy kreować grę ofensywna przy użyciu dużej ilości piłkarzy. Trafiają się jednak takie ciężkie mecze, gdzie czasem trzeba wygrać 1:0. Wtedy potrzebny jest taki snajper, a nam od kilku lat tego brakuje – zauważa trener Lechii.  


W Dzierżoniowie od kilku lat z konsekwencją realizowana jest polityka klubu, mająca na celu inwestowanie w młodych zawodników. Podczas wspomnianego jubileuszu, zwrócił na to uwagę m.in. prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej Andrzej Padewski: – Wiadomo, że to kiedyś Lechia to był czołowy klub w czołowych rozgrywkach w Polsce. W tej chwili moim zdaniem w Lechii Dzierżoniów szkolenie dzieci i młodzieży wygląda najlepiej. I to jest przyszłość – stwierdził prezes DZPN. Trudno się nie zgodzić, tym bardziej, że kolejny zawodnik Lechii znalazł uznanie w oczach aktualnych wicemistrzów Polski: – Do Śląska Wrocław odchodzi Kamil Juraszek. To jest też sygnał dla innych chłopaków, że można się pokazać i wybić do wyższej ligi – stwierdza trener Soczewski.

Tendencja stawiania na młodzież, jest coraz bardziej zauważalną oraz powszechną w III lidze. – To z pewnością duży plus, że coraz więcej klubów stawia na młodzież. Z drugiej strony niektóre drużyny nadal jednak powstają w dziwny sposób. Ściągani są zawodnicy za duże pieniądze. To jest fajne – ale tylko na chwile. Jest to wizja na pół roku. Później się okazuje, że nie mamy się kim podeprzeć – opisuje trener Lechii, dodając: – Dla mnie jest to po prostu chore. Powinno się szkolić swoich zawodników. Można kogoś oczywiście ściągnąć, ale nie powinno to tak wyglądać, że odsuwa się swoich wychowanków. Niektóre zespoły tak jednak działają. W klubach pojawiają się tzw. globtroterzy, którzy co pół roku zmieniają barwy i zjeździli już kawał Polski. Doszliśmy jednak szybko do wniosku, że politykę innych klubów, najlepiej będzie zostawić… tamtejszym działaczom.


W Dzierżoniowie zainteresowanie młodymi adeptami przez kluby z wyższych lig, utrzymuje się na stałym poziomie. Działa to z korzyścią zarówno dla klubu, jak i samych zawodników. – Mieliśmy na początku rundy takiego młodego chłopaka w zespole, Pietkiewicza. Po bardzo dobrym meczu w Zielonej Górze… przestał trenować. Z tego co wiem, od stycznia ma ponownie podjąć treningi. To jeden z przykładów sporego zainteresowania ze strony klubów z wyższych lig. Trudno się dziwić, skoro chłopak ma niespełna szesnaście lat i gra na tak newralgicznej pozycji, jaką jest środek pomocy – zauważa trener dzierżoniowskiego zespołu. Skoro jest tak dobrze, to pytanie o awans urodziło się w mojej głowie niemal automatycznie. Nie ma nacisku ze strony zarządu, że musimy awansować. Minimum, jakie mamy założone, to utrzymanie tej III ligi. My jak drużyna w każdym meczu walczymy o zwycięstwo, żeby chłopcy mieli przyjemność i satysfakcję z tego, co robią. Jeżeli do tego skończymy na dobry miejscu, to nas to podwójnie ucieszy – odpowiedział trener Soczewski. Pozostaje więc mieć nadzieję, że Lechia nadal będzie się trzymać założonego scenariusza.

P.S. Na pożegnanie otrzymałem klubową kartkę świąteczną. Ponieważ święta za pasem a rok się kończy, pozostaje w imieniu swoim oraz całej redakcji Słowa Sportowego życzyć wszystkim trzecioligowym piłkarzom, trenerom oraz kibicom, zdrowych radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego nowego roku! 

Na własne oczy

W drugiej odsłonie cyklu reportażowego „Na własne oczy” redaktor Maciej Piasecki z wizytacją wybrał się do Trzebnicy. Swoją siedzibę ma tam wicelider III ligi Polonia.

Na własne oczy

Dla piłkarzy III ligi tegoroczne granie już się zakończyło. Przyszedł więc moment na rozpoczęcie nowego cyklu reportażowego pod tytułem.

Jak oni strzelali

Rozpoczął się sezon ogórkowy. Kibice analizują jednak dokładnie grę swoich ulubieńców.

Oława ponad wszystko

Prognozy dla kibiców na najbliższe kilka miesięcy nie są najlepsze. Rozpoczyna się bowiem słynny i wyjątkowo długi sezon ogórkowy.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij