Porażka Śląska Wrocław w LOTTO Ekstraklasie

Maciej Piasecki, poniedziałek, 19 grudnia 2016

Gorszego pożegnania kibiców chyba nie można było sobie wyobrazić. Śląsk przegrał 0:2 z Arką Gdynia. Gole zdobywali Rafał Siemaszko i Michał Marcjanik. Na listę strzelców powinni się wpisać właściwie wszyscy zawodnicy drużyny przeciwnej, na tak wiele pozwalali gospodarze. Wrocławianie odpuścili ten mecz kompletnie bez walki.

avatar
Śląsk Wrocław musiał uznać wyższość Arki Gdynia (fot. K. Ziółkowski)

Śląsk i Arka przegrały swoje ostatnie mecze i dlatego obaj szkoleniowcy podkreślali: „Chcemy wygrać za wszelką cenę”. Mariusz Rumak postawił na powracającego do zdrowia Pawelca. W ostatnim spotkaniu jesieni nie mógł skorzystać z kontuzjowanych Zielińskiego, Augusto oraz zawieszonego Goncalvesa. Jak się okazało później, ubytki były bardzo widoczne, ale jeszcze bardziej kompletny brak zaangażowania. Szkoleniowiec Arki, Grzegorz Niciński, w porównaniu do ostatniego spotkania dokonał jedynie zmiany w bramce. Początek meczu był jeszcze wyrównany, jeszcze wszyscy kibice i dziennikarze się łudzili, że Śląsk jest w stanie cokolwiek ugrać. W 6. minucie strzałem z dystansu postraszył Alvarinho i Jałocha musiał interweniować. Początek spotkania był zarazem i jego końcem dla Portugalczyka, gdyż później już w ogóle na boisku nie istniał. Mecz dobrze rozpoczął też Kokoszka. Defensywny pomocnik czyścił wszystko co mógł, ale po jednym z ostrych wejść arbiter Tomasz Kwiatkowski dał mu do zrozumienia, że więcej pobłażania nie będzie. Najgroźniejszą akcję w pierwszej części gry przeprowadziła Arka w 18. minucie. Dośrodkowanie Hofbauera z lewej strony mógł na gola zamienić Siemaszko, ale piłka po strzale głową obiła tylko poprzeczkę. Niedługo później pomógł swoim kolegom Pawełek. Obronił groźny strzał Łukasiewicza po centrze z rzutu wolnego. Śląsk miał tego dnia ogromne problemy we wszystkich elementach, a szczególnie z kryciem w polu karnym przy stałych fragmentach i wrzutkach. W ekipie zielono-biało-czerwonych w ogóle nie funkcjonowało rozegranie, dlatego na wyniku bezbramkowym skończyć się nie mogło. Kolejną sytuację miał Kakoko i to było ostatnie ostrzeżenie. W 57. minucie przyszedł czas na pierwszy cios gości. Piłkę dośrodkowywaną z rzutu wolnego przedłużył da Silva, a głową uderzył Siemaszko. Minęło niespełna 180 sekund i było już 0:2. Rzut rożny, zbyt krótkie wybicie Pawełka i Marcjanik nie miał problemów z przelobowaniem będącego na przedpolu golkipera. Żal było patrzeć, jak gospodarze się męczą. Ktoś już przed przerwą powinien rzucić ręcznik na murawę i ro zakończyć. Strach pomyśleć, jakim pogromem mógłby zakończyć się ten mecz, gdyby zamiast Arki w niedzielę zagrała Legia. Jeżeli wiosną Śląsk będzie dalej tak wyglądać, to nawet płacenie kibicom za przyjście na stadion nie zwiększy frekwencji. Chyba nie trzeba też wspominać, że z przedsezonowych założeń osiągnięcia „pierwszej czwórki” nic nie wyszło. I nie wyjdzie. Nie bez gry. I nie wiadomo czy z tym samym trenerem.

RAFAŁ STEFANIAK

Więcej w poniedziałkowym numerze "Słowo Sportowego".


źródło: własna


Proste pytanie: 9 + 5 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.